Fantastyka · 7 min czytania
Na Wikinga...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Hula wiater na pustyni, wiśta wio! Na wikinga ruszym z rana, jest zabawa, kupa siana.. buhh... -Morda psie! Pijanyś jak trza... Nie wyj tak bo tu od księcia Karola żołnierze stacjonują. Gotowi zara spuścić ci manto... -I jaszczurke sobie zjem! Huzia! Huzia, gdzie je Zuzia... Noc była wyjątkowo ciemna więc pijany Norman sporadycznie zaliczał jakieś drzewko, tudzież drogowskaz... -Co tu napisali? Dooo Kaarrczmmyy... Ej! Idziem? -Daj pokój, starczy ci jak na jeden dzień...- odparł Piwowarek, któremu niezbyt uśmiechała się kolejna wizja nocy spędzonej na blacie w jakiejś obskurnej spelunie. -Zresztą w tamtych lasach to ponoć siła goblinów po nocach się włóczy...-dodał. -Gobliny?! Dawaj skurwysyna! Niech no ino podejdzie... -Toć mówie że to w tamtym lesie to grasują, nie tutaj. Czarodziej mówił że ten borek to ich odstrasza jak Zwierciadło demony... -Mają tedy szczęście bo by się im ze mną zmierzyć nadarzyło... Piwowarek bardzo chciał pomaszerować sobie w ciszy, lecz nie dane mu było ze względu na wyśmienity humor kompana... -Hej wróżki leśne, macie miodu podarować? Strudzonym po dniu całym śpiewania... Niemiłosiernie mi w gardzieli zasycha... -Stać!-rozległo się na cały las... -Kim jesteście i dlaczego niepokoicie straż przyboczną księcia waszego Karola? -Na wikinga...- tyle zdążył powiedzieć Norman zanim Piwowarek zatknął mu gębę -Jam jesr Rajmunt von Bere, zwany też Piwowarkiem a to jest mój przyjaciel zza rzeki, sir Norman Mc Murphy -Norman? Że też ja cie hulako nie poznałem najsampierw! -A kim ty jesteś że mnie od hulaki, zbója i kurwiarza wyzywasz... Matke mi obraziłeś psi synie tyyy... -Toż to ja, Jason! Przecie myśmy razem siedzieli w świątyni, na naukach tego... jak mu tam... Lancelota, o! -Jason! Niemożliwe, on był niższy... -Zapomniałeś o koniu- zauważył Piwowarek.. -Ano, to by się i nawet zgadzało- skorygował swój błąd Norman... -Panowie, zapraszam w obozową gościnę! Do wioski daleko a u nas jadło i schronienie się znajdzie. Niebezpiecznie nocą w lesie... Mówią że masa goblinów nieopodal czary odprawia... -To nie tak... a zresztą...- zaniechał polemiki Rajmunt von Bere... Udali się w stronę obozowiska. Już z oddali słyszeli odgłosy zabawy. Rozochocony Norman przyspieszył kroku. Wkrótce weszli na polanę pełną pijanych rycerzy. -Na wikinga! Musieliście mieć niezłe palenie...-stwierdził Mc Murphy. -Jeszcze dwa woreczki zioła od medyka zostały. Panowie skosztują? -Bardzo chętnie!-odpowiedzieli chórem Wędrowny minstrel śpiewał rubaszne pieśni... Przedstawiciele stanu rycerskiego oddawali się uciechom z okazji ostatniego w tym roku ziołobrania. -Ehhu...! Zaprawdę przedni gatunek mości Jasonie- zauważył Piwowarek... -A jakże, Medyk zna się na robocie... Doprawił jak trza... Powiedzcież tedy, przyjaciele, dokąd was bogini Tehenna, Matka Dróg błogosławiona prowadzi? -Ku rzece... List dostaliśmy z góry samej że oto Nermal, wódz zapluty goblińskiego plemienia, na Wzgórzach się rozszalał. W dole rzeki czeka już wojsko na nasze wsparcie... Ja tam na codzień to się magią nie param, ale znam sztuczki parszywej rasy jak nikt inny w tym księstwie. Norman za to biegły w czarach wojennych... Tedy bez nas nie ruszą... Ino konie w karczmie nieumyślnie zostawilim i droga przez to stokroć dłuższa... -Zadziwiacie mnie von Bere! Toż to nam nie na kogo innego tylko na Nermala spieszno! -Tedy sztachnijmy jeszcze raz za misyji powodzenie!…