Fantastyka · 8 min czytania
Na zachód od Jerycha
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Na zachód od Jerycha
1
„Gorąco tu jak w piekle” pomyślał. „W piekle” i zaśmiał się po cichu. Stopy parzył mu gorący piasek, a kark piekł od natarczywego słońca. Usta miał popękane i wysuszone, a czoło spływało resztkami wody uciekającymi z jego organizmu pod postacią potu. Nietknięta za to pozostawała jego szata, minimalnie przyprószona sypiącym piaskiem, ale ciągle nie nosząca śladów upadków bądź postojów na pustynnym masywie. I mimo kilkunastu godzin wędrówki, mimo pragnienie i zmęczenia szedł dumnie w prawej ręce trzymając sandały jakby wyszedł na kojący spacer nad rzeką. Gdy zaczęło zmierzchać zbliżył się już do skalistych wzniesień, których widok kilka godzin wcześniej przyjął z wielką ulgą. Na niebie odznaczył się już okrągły księżyc, a pustynia stała się nagle miejscem bardzo chłodnym. Jego organizm powoli zaczynał tęsknić za słońcem, ale wtedy dotarł już do skał wystających spod zwałów piasku i gdy tylko przekroczył pierwsze skalne wzniesienie spostrzegł płonące ognisko. Uśmiechnął się lekko i powoli ruszył powoli w stronę majaczącego w ciemności płomienia. Siedział tam przez całą noc nie kładąc się na ziemi i delektując się przyjemną temperaturą. Jedynym miejscem w czasie i przestrzeni tej pustyni, które nie kazało mu cierpieć. Siedział po turecku i patrzył w ogień, a największą przyjemność sprawiała mu cisza. Ciszę pokochał w całym życiu najbardziej i zawsze żałował, że nie ma jej więcej, zawsze pragnął żyć gdzieś gdzie nie musiałby mówić i nikt nie mówiłby do niego, ale nie pożalił się ani razu nikomu. Ani Ojcu ani matce, ani jednemu przyjacielowi, nikomu nigdy nie powiedział co było jego największym marzeniem, a poza tym przecież nie był nieszczęśliwy. Życie nie było złe, ani trudne, przynajmniej jeszcze nie. Rozmyślał o tym i o kilku jeszcze innych rzeczach, a po dwóch godzinach medytacji zasnął.
3
Część 22 / 2
Szedł kierowany czymś nie do końca wypowiedzianym i niby wiedział co tak naprawdę go prowadzi to jednak nie mógł się nadziwić jak to funkcjonuje. Zagłębiał się we własne myśli i starał się zlokalizować w swojej głowie, w swoich myślał to jedno miejsce, ten jeden ośrodek, który przemawia za niego do jego własnych nóg, który wie w którą stronę ma skierować twarz i, który na pewno powie mu kiedy będzie już mógł się zatrzymać. Wyczekiwał momentu końca swej wędrówki z niecierpliwością. Ból przecinał jego każdy mięsień, a zamiast skóry miał tylko spalone płaty. Gardło już dawno skleiło mu się z pragnienia i sądził, że nawet gdyby chciał to nie mógłby teraz przemówić. Często łapał się też na tym, że idąc tracił przytomność, a gdy ją odzyskiwał wielki szczyt przed nim był ciut większy.
7
Obudził się o poranku leżąc w chłodnej grocie ogromnej góry, którą słyszał jak ktoś nazwał kiedyś Dżebel, nie był jednak do końca pewny czy znajduje się właśnie na tym Dżebelu czy może na jakimś innym pustynnym masywie skalnym. Wyszedł z groty i niespiesznie skierował swoje kroki ku szczytowi góry. Do wierzchołka wolnym tempem dochodził w bardzo krótkim czasie bowiem grota, którą wybrał na schronienie znajdowała się bardzo wysoko. Na szczycie usiadł po turecku, spojrzał na horyzont i zachwycił się pięknem świata, który go otaczał. I znowu nie myślał tylko o tym co widział, ale wyobrażał sobie piękno ogromnych masywów wodnych i fantazjował co dzieje się w tych głębokich otchłaniach gdzie żyją ryby. Wspomniał ogromne połacie zieleni, lasy i szedł krok dalej i urozmaicał je roślinami i zwierzętami o których tylko słyszał. Zastanawiał się czy to prawda, że istnieją krainy wiecznego zimna i jak będzie to wszystko wyglądało…