Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 14 min czytania

Na zawsze twój

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Drobinki kurzu unosiły się nad sosnowym stolikiem. Kilka promieni jesiennego słońca przedarło się do pokoju przez zabrudzone żaluzje, kładąc się blado-żółtymi smugami na ścianie. Ustawiony w rogu figowiec, z pięknymi, onegdaj zielonymi płatami, dziś usychał z tęsknoty do światła i kropli wody. Osłonięty bastionem porozrzucanych ubrań, bezradny, pozbywał się pokornie kolejnych liści, dławiąc się suchym i gęstym powietrzem. Pod ścianą naprzeciw ekipa od przeprowadzek, czy to dbając o komfort snu właściciela, czy też kierując się zasadą: „oszczędzaj siły”, ustawiła łóżko. Fakt – trochę krzywo, ale jak widać nowemu lokatorowi to nie przeszkadzało. Ponadto czarne, wąskie obicia z leniwie wystającą gąbką mogłyby nie wytrzymać kolejnych wstrząsów. Tuż obok łóżka, na okrągłej stópce z jasnego drewna swym wątpliwym urokiem i jeszcze bardziej wątpliwą praktycznością uwodziła wysoka, stara lampa, z dawno już przepaloną żarówką. Gruba warstwa kurzu, jaka przylegała do abażuru w znacznym stopniu utrudniała określenie jego barwy. Mikołaj jednak pamiętał, z dzieciństwa, z domu rodzinnego, że była jasno-zielona. Potykając się o nią wczoraj przypomniał sobie, gdy jako szkrab, siedząc na kanapie szturchał ją, a ta kołysała się delikatnie wydając przy tym charakterystyczne głuche stuknięcie plastikowego włącznika o drewnianą szyję. Przeprowadzając się do kawalerki matka na siłę wcisnęła mu ją, a ten nie miał ochoty się sprzeciwiać. Kochająca i troskliwa rodzicielka poświęcała się jedynakowi w pełni. Właściwie do dnia, w którym opuścił dom nosiła mu niemal śniadanie do łóżka, a gdy wychodził: sprzątała pokój, wyszukiwała brudne ubrania, prała, prasowała, zmieniała firanki, myła okna. Darmowy room service. W rzeczywistości Mikołaj lubił porządek, lubił jak książka o książkę równo oparta leżała na półce. Lubił jak pokój błyszczał czystością, i wszystko miało swoje miejsce. Nadgorliwość matki spowodowała jednak, że znienawidził ład i czystość. Jej ład, i jej czystość. W okresie dojrzewania sprzeciwiał się najsilniej krystalicznemu terrorowi matki. Obiad często lądował na nowym nakryciu, stare gazety walały się wokół, a wszystko co mogło w jakiś sposób popsuć estetykę pomieszczenia stawało się orężem do walki z systemem. Cierpliwość, konsekwencja, i swego rodzaju naturalność oraz poczciwość w działaniu matki były jednak zbyt potężne. Mimo ogromnej woli walki ze strony buntownika, biała flaga w końcu zawisła na maszcie tożsamości. Od tej pory jego jedyną obroną była obojętność i monosylabiczność w kontaktach z oprawcą. -Co zrobić jutro na obiad? – pytała matka uśmiechając się z pokorą. -obojętnie. -no ale jaką zupę? Pomidorowa, ogórkowa, może jarzynowa? – ciągnęła uniżonym tonem. -nie wiem. -a na drugie? -obojętnie – rzucał i sięgał po pilota by podkręcić muzykę.

W jego słowach często przewijało się poniżenie jakie odczuwał skazany przebywający na łasce swojego wroga, lub jak rycerz, który tak, do tej pory, dumny ze swoich zasad, stchórzył przed odebraniem sobie życia w chwili utraty honoru - a przynajmniej w takim nieco dramatycznym stylu opisywał swoje uczucia znajomym, po kilku piwach. Matka natomiast wciąż prowadziła swój poddańczy i przesycony troskliwością terror. Jej miłość była tak ślepa, że aż krzywdząca. Ojciec z kolei mógł nasuwać przypuszczenie, że przeszedł już proces aklimatyzacji do zwyczajów żony i pogodził się z losem starszego, spokojnego pana w ciepłych kapciach, oczekującego świeżej gazety o poranku. I to także strasznie raziło Mikołaja. Nie chciał patrzeć na porażkę ojca. Nie chciał słuchać jego „yhm”, gdy matka pytała czy zupa dobrze doprawiona, i oglądać jego ogolonej gładkiej, choć wiekowej twarzy, zaraz po słowach matki: „ogoliłbyś się”. I ten chód do toalety, jak na ścięcie. Trochę pianki, brzytwa powoli ciągnie się po skórze, a w głowie przebłyskuje jedno pytanie i dręczy jedna myśl… Mikołaj pamiętał, że ojciec raz w życiu rozpłakał się jak dziecko. I choć nie widział jego łez, to dość głośne, dławiące i bezradne szlochanie jakie doszło jego uszu, przeraziło go. Zamknięty w łazience, wtedy około czterdziestoletni, krzepki jeszcze mężczyzna osunął się po ścianie i kryjąc twarz w dłoniach zapłakał. Może i dobrze, że syn nie widział ogromnej bezsilności rodzica na własne oczy, choć z pewnością wyobraźnia dwunastolatka namalowała, odpowiednio niekorzystną postać ojca i jego niemęską reakcję. Wszak mógł się sprzeciwić, krzyknąć, odpowiedzieć agresją…Matkę tymczasem, zajętą w kuchni myciem naczyń, przy wtórze przebojów radiowych, cała sytuacja ominęła. Mikołaj natomiast przez cały czas stał w przedpokoju oparty o szafę i czekał aż ojciec wyjdzie. W końcu zamek w drzwiach strzelił, i ogolona, spokojna twarz mignęła mu przed oczami. Z pokoju słyszalny był jeszcze szelest wyciąganej spod stolika gazety. Dziś Mikołaj, jako dwudziestotrzyletni student wynajmował kawalerkę na jednej z dzielnic Wrocławia. A właściwie to jako były student. Jedynie rodzice wciąż sądzili, że ich syn dalej kształci się i zdobywa wiedzę na Uniwersytecie. Tymczasem Mikołaj na jakiś miesiąc przed rozpoczęciem ubiegłego już roku akademickiego postanowił, że więcej jego noga nie przekroczy progu żadnej uczelni. Parę tygodni temu rozpoczął właśnie następny wirtualny rok. Rodzice stale opłacali mu mieszkanie, a od czerwca dosyłali jeszcze pieniądze „na przeżycie”, bo syn stracił pracę. Jak napisał w liście: „…były w firmie straszne zwolnienia. Szef z wielkim smutkiem żegnał się ze mną, zapewniając, że lepszego pracownika nigdy nie miał, niestety ta decyzja nie wyszła od niego”. Matka przepełniona dumą, niemal rozpłakała się czytając list, a szczególnie ten fragment o specjalnych podziękowaniach szefa. Ojciec przeskoczył jedynie ze dwa akapity i oddał list żonie, która nalegała, by dokładnie przeczytał cały. W rzeczywistości Mikołaj pewnego dnia do pracy nie poszedł, i tak już zostało. Nie odebrał nawet zaległych trzystu złotych, które należały mu się za przepracowane pół miesiąca. Odkąd stracił pracę wychodził jedynie do sklepu, i to jak najrzadziej, po najpotrzebniejsze produkty. Resztę dnia przesypiał lub gapił się tępo w telewizor. W każdym razie z łóżka wychodził rzadko. Ciągnący i świdrujący dźwięk przeszył gęstą ciszę pokoju. Głowa Mikołaja z pretensjami wykonała manewr lekkiego zwrotu w kierunku rozlegającego się hałasu. Dygoczący, irytujący sygnał dzwonka do drzwi po raz kolejny wypełnił ciasne mieszkanie. Z wolna Mikołaj rozpoczął trudny proces poszukiwania, ukrytych w swoim wątłym ciele, sił. Po chwili siedział już na brzegu

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Na zawsze twój — czytnik · opowiadania