Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

dla-dzieci · 11 min czytania

Nad Wielką Wodą

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Obudź się śpiochu, już dziewiąta! Pospieszmy się! Najwyższa pora ruszać w drogę! Głos pajacyka rozdarł ciszę poranka. Pluszak aż podskoczył z wrażenia, natychmiast wysunął się spod ciepłej kołdry i z trudem otworzył oczy z guzików. Atmosfera w izbie miała w sobie coś niepokojącego. Oczy Pinokia błyszczały, mówił szybko, nie było wiadomo czy ma ku temu powody. Miś na wszelki wypadek wolał zejść przyjacielowi z drogi. Tłukło mu się po pluszowej głowie tysiące pytań, ale nie miał odwagi ich zadać.

- Czasem warto przemilczeć burzę - mruknął i nie zwlekając podreptał do łazienki.

Po szybkiej przekąsce i kawałku czekolady mali wędrowcy byli gotowi do drogi, przekroczyli próg domu i ochoczo ruszyli prosto przed siebie. Był jasny dzień, wszystko wyglądało inaczej, niż nocą. To, co zobaczyli po godzinie mozolnej wędrówki, przerosło ich najśmielsze wyobrażenia. Wstążka białej drogi wiodła przez bezkresną, monotonną, piaszczystą równinę, rzadko porośniętą kępami ostrej jak brzytwa trawy.

- Wielka, bezludna wyspa bez asfaltu, domów i lasu, jak w niedobrym śnie - westchnął wymownie Pinokio.

- Czy nie przyszło nikomu do głowy zasiać tu coś innego?

W pytaniu Misia brzmiał smutek.

- Ciekawy jestem jak ta kraina się nazywa, ale kogo mam zapytać, skoro tu nikogo nie ma?

Stwierdził Pinokio i ruszył dalej ze smętnym wzrokiem wbitym w horyzont. Rozmowa stawała się coraz bardziej leniwa, w końcu ustała. Słońce wspinało się coraz wyżej, na błękitnym niebie nie było ani jednej chmurki. Tajemniczy świat dyszał ciężko, lekki wiaterek bez śladu chłodu, przenosił drażniący, słony zapach. Nieznana kraina i wyobraźnia podsuwały małym wędrowcom nowe, napawające strachem obrazy. Uczucie pustki i samotności z każdym krokiem rosło. Różowy Pinokio tęsknił za doskonałą ciszą, a jednak teraz poczuł przejmujący lęk, spojrzał ukradkiem na Misia i zobaczył, że on też się boi. Wędrówka w nieznane stawała się coraz trudniejsza. Małe stopy tonęły w gorącym piasku, jego ziarenka uwierały jak gwóźdź w bucie. Łapki Misia robiły się lepkie od kurzu i potu.

- Czy będziemy mogli wrócić? - Pluszak pisnął nieśmiało.

Pajacyk miał przeczucie, że czeka go coś niezwykłego, nie było to jednak radosne oczekiwanie.

– Och, daj spokój z takimi pomysłami! Idziemy! Burknął Pinokio i znowu pogrążył w smętnych przemyśleniach.

- Ależ to szaleństwo, już po nas - ostrzegł przyjaciela Miś i zacisnął zęby.

Mieli nieodparte wrażenie, że niezwykła cisza i upał będą trwać wiecznie. Droga skończyła się u stóp płaskiego wzgórza. Milczenie przerwał dźwięk, wyznaczył granicę ciszy, z każdym krokiem stawał się coraz głośniejszy. - Co to było? Pinokio był wyraźnie zaniepokojony. Mózg zmęczonego pluszaka osiągnął temperaturę wrzenia. Miś musiał wziąć głęboki oddech, nawet na moment nie przestawał nasłuchiwać.

- Ten hałas, to plusk wody, to jasne jak słońce. Marzę tylko o jednym, zimnym łyku wody, okropnie zaschło mi w gardle, wkrótce padnę na ziemię bez zmysłów - wyrzucił z siebie znużony i bez namysłu wyrwał do przodu, tak szybko jak pozwalały na to obolałe, pluszowe nogi.

Nim Pinokio się zorientował, był już z powrotem. Ociekał wodą, trząsł się jak liść osiki, starał się opanować płacz.

- Wypił kropelkę za dużo i zapewne mu zaszkodziło - pomyślał Pinokio, spoglądając ze współczuciem na małego przyjaciela.

- W tamtej..., Wielkiej... Wodzie... Coś czarnego się miota! Musimy stąd wiać i to jak najszybciej!

Miś nie umiał dobrze wytłumaczyć, co się stało. Groza zawisła w powietrzu.

– Naprawdę? Jak zwykle, coś ci się przewidziało Misiu, tutejszy klimat niewątpliwie ci nie służy, musisz oszczędzać siły. – Orzekł spokojnie Pinokio, pokiwał głową i uśmiechnął się w sposób, który na pewno nie przypadł Misiowi do gustu.

Pajacyk ani przez chwilę nie pomyślał, żeby przyjacielowi uwierzyć.

- Obyś drewniana mądralo nie zdziwił się - odezwał się rozsierdzony pluszak.

Wyglądało, że nie odpuści, stał przed Pinokiem z piętami wbitymi w piasek, w kółko powtarzał to samo, jak katarynka. Nerwowe zachowanie Misia zaniepokoiło pajacyka, omiótł pluszowego przyjaciela troskliwym spojrzeniem.

- Spokojnie, Misiu! Naucz się, że życie nie musi składać się z samych przyjemności.

Po chwili ruszył biegiem w kierunku wskazanym przez Misia, musiał wszystko zobaczyć na własne oczy. W ostatniej chwili ominął kroczącą przez ścieżkę ropuchę. Skąd się wzięła na pustkowiu, nie było wiadomo. Misiowi nie było wcale do śmiechu, biegł ociężale dwa kroki za pajacykiem i sapał okropnie. Pinokio dotarł nad Wielką Wodę, ukląkł i nabrał w dłonie płynu: najchłodniejszego, najbardziej słonego jakiegokolwiek pił. Chciał pokazać Misiowi, że jest dzielny i że nic się nie dzieje. Nagle oślepiony blaskiem wody stracił równowagę, grunt pod nogami się zaczął mu się usuwać. Jakaś tajemna siła ciągnęła go w głąb. Próbował uciekać - na próżno. Objęła go wielka, zanurzona w słonej wodzie sieć. Znalazł się pośród ryb, które się miotały i szamotały jak wszystkie istoty w rozpaczy.

– Pinokio, czekaj! Ty nie umiesz pływać!

Pajacyk nie miał szansy odpowiedzieć, zanurzał się coraz głębiej. Morze szybko zamknęło…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Nad Wielką Wodą — czytnik · opowiadania