Inne · 7 min czytania
Nadzieja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zielony punkt na małym czarnym ekranie migał, przesuwając się i tworząc linie. Odpowiadała ona rytmowi bicia jego serca. Echo odgłosów starego aparatu rozchodziło się po prawie pustej sali powiatowego szpitala. Budynek pamiętał pewnie jeszcze rannych z pierwszej wojny światowej. Ściany były przesiąknięte jękami bólu, strachem przed śmiercią i nadzieją. Przywieziono go wczoraj po tym jak zasłabł nagle na ulicy. Upadł na szary nierówny chodnik. Był jednym ze zwykłych przechodniów których codziennie tysiące wędrują po ulicach jego miasta. Nikt nie wie dlaczego to się stało. Z resztą lekarze zbyt często za mało wiedzą. Sala w której leżał była ciemna słońce ledwie prześwitywało przez gałęzie starego drzewa, które rosło tuz za oknem. Atmosfera była gęsta. Lato tego roku było wyjątkowo gorące, tylko dzięki starym grubym murom dawało się tu wytrzymać. Zza okno dobiegał śmiech bawiących się dzieci. Były beztroskie i radosne jak przystało na jedyne na świecie stworzenia, które naprawdę potrafią żyć chwilą i nie robią tego w akcie rozpaczy, czy ucieczki. Kilka razy dziennie w jego sali pojawiała się pielęgniarka. Zawsze inna. Czasem przychodziła uśmiechnięta czasem jakaś stara zołza. Niektóre próbowały z nim rozmawiać. Jak się dzisiaj czujemy? Pora wstawać już dzień. Nigdy nic nie odpowiadał. Leżał jakby w śpiączce i tylko oczy miał otwarte. Gdyby, któraś z nich zadała sobie trud i spojrzała w nie...
Obok na krześle siedziała młoda kobieta. Mogła być jego siostrą, żoną, znajomą. Nienagannie skrojone spodnie. Czarna bluzka. Jej oczy miały w sobie coś niezwykłego, na pewno nikt nie mógłby się im oprzeć. A mimo to były to oczy kobiety, która pewnie nigdy nie była kochana. Były koloru przypominającym trochę niebo nad południem Francji a trochę ten jasny odcień niebieskiego, którego van Gogh użył na moim ulubionym obrazie. Jej jasna cera jakby przystosowała się do klimatu szpitalnej sali. Włosy miały zapach jaśminu i mgły.
Dlaczego siedziała przy nim? Spotkała go tego dnia kiedy zasłabł nagle na ulicy. Mijała go, i wtedy ich oczy spotkały się na tak długo jak długo trwa oddech. Wiedziała, że źle zrobiła zakochując się w nim. Był od niej młodszy. A co najważniejsze w ogóle go nie znała.
Teraz patrzyła jak powoli ucieka z niego życie Jak każde tchnienie kosztuje go coraz więcej. Nawet zdrowi ludzie, czasem boją się odetchnąć pełną piersią. Większość krztusi się wtedy powietrzem.
Dlaczego ona jest obok mnie? Kim ona jest? Nie znam jej. Dlaczego leżę tu bez sił, czując jak coś w środku mnie staje się coraz słabsze. Pamiętam dobrze ten dzień kiedy to się zaczęło. Obudziłem się jak zwykle wcześnie żeby zobaczyć wschód słońca. Ludzie nie doceniają jego piękna. Na wszystkich widokówkach, romantycznych filmach dla zakompleksionych nastolatek. Nawet na westernach wszędzie pokazują zachód słońca. Ja uważam, że jest przereklamowany. Nie wiem dlaczego wole wschody, może dlatego, że ich ujrzenie wymaga wysiłku. Ludzie zawsze woleli iść na łatwiznę, dlatego niewielu miało okazję im się przyjrzyjżeć. Ale tego ranka wschód nie podobał mi się. Był matowy i bez życia jakby nawet słońce zaraziło się…