Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 12 min czytania

Nadzieja na teraz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

NADZIEJA NA TERAZ

Nastąpiło to, na co tak długo czekałeś. Wreszcie mogłeś otworzyć oczy, dostrzec kolory, zobaczyć wzruszone oczy twojej matki. Rozpocząłeś życie. Trzymałeś się nadziei, że nie będzie ono nieszczęśliwe. Lata mijały, a ty jak każde dziecko beztrosko spędzałeś dni na zabawie, obserwowaniu otoczenia. Największym zmartwieniem było przerwanie zabawy, bo matka wołała cię na obiad. Plastikowy samochodzik upadł na ziemię i pękł, z opony w rowerku uszło powietrze, ulubiony wazon mamy przez przypadek upadł na podłogę. Tata rzadko pojawiał się w domu, pamiętasz? Pamiętasz, jak siedziałeś w pokoju przy oknie i godzinami wyczekiwałeś jego powrotu z pracy? Tak uparcie nie przychodził. A jak już był to nie chciał się z tobą bawić, nawet na ciebie nie spojrzał. Siadał tylko bezczynnie na kanapie i włączał telewizor. Bawił się pilotem. Z czasem zrozumiałeś, że specjalnie odciągał swoją uwagę od ciebie i wszystkiego, co było związane z domem, z rodziną. Niewerbalnie dał ci do zrozumienia, że nie chce byś zawracał mu głowę. Po kilku próbach dałeś sobie spokój, płacząc po nocach nad brakiem miłości ze strony ojca, byłeś tylko dzieckiem, nie mogłeś zrozumieć kilku rzeczy.

Krzyk. Coraz częściej przysparzał cię o ból głowy. Wrzaski z sąsiedniej sypialni nie dawały ci żyć. Byłeś nastolatkiem i już od dawna wiedziałeś, że małżeństwo rodziców się rozpada, a co za tym idzie – twoją rodzinę szlag trafił. Matka chodziła blada, niemal szara, a ojca… ojca widziałeś tylko późnym wieczorem, gdy kierował się do sypialni. Nie chciałeś się do tego przyznać, ale odpowiadała ci ta sytuacja, wczesnego dzieciństwa nie wspominałeś przecież za dobrze. W szkole znalazłeś wspaniałych przyjaciół. Nigdy nie straciłeś z nimi kontaktu. To oni dali ci to, czego nie potrafili okazać rodzice. Zrozumienie i akceptację. Tylko tyle potrzebowałeś by czuć coś na kształt spełnienia. Lata szkolne były najszczęśliwszym okresem twojego życia. Uśmiechasz się na to wspomnienie. Tyle masz tych wspomnień. Koniec wakacji, czas do szkoły. Znudzony siedziałeś w parku przed szkołą. Lubiłeś czasem pobyć sam i rozmyślać o przyszłości. Miałeś już w głowie plan, który chciałeś zrealizować. Wraz z powiewem wiatru obok ciebie usiadła ona. Sarah, tak się nazywała. Szybko poprawiła swój mundurek szkolny i uśmiechnęła się do ciebie. Jej długie blond włosy unosiły się w powietrzu, gdy nastąpił większy podmuch. Promiennie się uśmiechnęła i spytała, czy nie poszedłbyś z nią na rozpoczęcie roku. Dotarło do ciebie, że właśnie spotkałeś kogoś wyjątkowego.

Przypominasz sobie jak pięć lat później, miałeś dwadzieścia lat, stałeś przed surowym obliczem ojca, matka chowała się za jego ramieniem. Rozmyślałeś nad tym, jak zmieniła się przez ten okres czasu. Jak ojciec – kiedyś twój wielki idol – złamał w niej dawną siłę, zgasił złoty płomyk w niebieskich oczach, które przypominały ci już tylko roztopiony lód. Bezkształtny, brzydki, bez wyrazu. Kochałeś ją i wiedziałeś doskonale, że oddałaby za ciebie życie. Ale aktualnie przepełniało cię uczucie żalu. Pustka w sercu przeradzała się we wściekłość na winowajcę. Mąż nie powinien tak postępować, doskonale o tym wiedziałeś i pragnąłeś powiedzieć na głos swoje gorzkie myśli osobie stojącej naprzeciw. Znałeś go, dlatego przełknąłeś dumę i ściskając dłoń ukochanej powiedziałeś o swoich planach. Żenisz się. I wstępujesz do wojska. Przez chwilę czułeś dumę, potem usłyszałeś wrzask ojca. Z kamienną twarzą cisnąłeś dwa zaproszenia na stolik w salonie i ciągnąc za sobą sparaliżowaną szokiem dziewczynę wyszedłeś z domu, który powinieneś nazywać rodzinnym.

Bezwiednie opadłeś na kanapę. Oczy rozszerzyły ci się do granic możliwości. Była niedziela, dzień po ślubie. Zamiast się cieszyć, zmagałeś się z wszechogarniającym szokiem. Ciepła dłoń żony błądziła po twoim ramieniu, chciała dodać ci otuchy. Poprzedniego dnia przepełniała cię wściekłość, bo twoich rodziców nie było na uroczystości, choć spodziewałeś się tego. Dziś natomiast dowiedziałeś się, że po prostu nie dojechali. Mieli wypadek. Nie zdążyłeś się pożegnać. Półtorej roku później ściskałeś Sarah na lotnisku. Zgłosiłeś się na misję, nie będzie cię przez dwa lata. Płacz kobiety rozrywał ci serce, i przy okazji moczył mundur. Mówisz jej, że wszystko będzie dobrze, że dwa lata zlecą szybko. Pociąga słodko nosem i odpowiada, żebyś dopilnował, byście się jeszcze zobaczyli. Przyrzekłeś jej to. Nie mogło być inaczej, była przecież dla ciebie niezbędna przy funkcjonowaniu. Jak powietrze. A pamiętasz, gdy pełniłeś wartę przy ogromnym namiocie na środku gorącej pustyni? Przyjechał wtedy opancerzony wóz i wybiegł z niego jakiś wyższej rangi wojskowy. Wymówił twoje nazwisko, a ty podszedłeś niepewnie bliżej i spojrzałeś w chłodne oczy mężczyzny. Jego słowa były niezwykle proste, tworzyły jedno krótkie zdanie. „Twoja żona nie żyje”. Świat runął w gruzach, nieprawdaż? Ból, rozpacz, bezradność i bezsilność rozlały się po twoim ciele, a pole widzenia przysłoniła czarna mgła. Od tej pory będzie ci towarzyszyć uczucie ściśniętego serca i gula w gardle. Padasz. Bijesz się ze świadomością, że nie dotrzymałeś obietnicy. Dzieliły was tylko dwa miesiące służby. Misja dobiegała końca. Wyleciałeś do ojczyzny następnego dnia.

Pochyliłeś się, by chwycić w palce odrobinę piasku. Nowy wyprasowany garnitur krępuje twoje ruchy. Oczy zaszły ci łzami, ale nie wstydziłeś się ich. Tylko ty wiedziałeś, jak była ważna i wyjątkowa. Nie miałeś już nic, na czym by ci zależało. Uściski rąk, ciche półsłowa. I rozpacz zataczająca wokół ciebie kręgi. Rozluźniasz palce i małe drobinki lecą w dół, ku…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%