Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 8 min czytania

Nagły powrót zimy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Budzę się z głębokiego snu strasznym hałasem domofonu. Zwlekam się z łóżka już w kiepskim nastroju. Za mną ciężka noc (wyłączyłam telewizor około 3 nad ranem) jeszcze mogłam spać spokojnie dobra godzinkę, a tu dzyń, dzyń. Zastrzelić montera. Ziewając wstawiam wodę na kawę i wracam do sypialni odruchowo włączam telewizor i wskakuje jeszcze pod ciepła kołdrę poprawiam poduszki i po chwili lecę robić kawusie z mlekiem, cukrem w ulubionym kubeczku. Z gorącym napojem w dłoni wdrapuje się na wielkie łoże, sączę kawę łyk po łyku i zajadam ciasteczka, oglądam wiadomości oraz film. Powtórka z wieczora. Hm.. W końcu kubek pusty, ciastka połknięte, wstaje leniwie podnoszę żaluzje i własnym oczom nie wierze. Ile śniegu? Przecieram oczy ja chyba jeszcze śnie? ( Nie, już nie śnie) za oknem 30 cm śniegu, biało wszędzie, zerkam za swój biedny samochód: jakiś łobuz urwał mi lusterko. Zaczynam robić się już dobrze zdenerwowana. Biało, puchu wszędzie i jeszcze pada, facet rozwala ścianę, urwane lusterko, a ja mam jechać w trasę załatwić pilne interesy. Szybki prysznic, makijaż, fryz, ubieranie się, ładuje papiery do teczki jeszcze laptop i jadę. Wychodzę z domu na klatce mijam montera - będą nowe drzwi. Okropność, stare były dobre (uśmiecham się pod nosem). Wsiadam do samochodu odpalam go i czyszczę szyby. W moim biednym samochodzie po chwili już ciepło. Wrzucam jedynkę i jadę. Czarna droga ciągnie się, w radiu leci spokojna muzyka. Ciepło wiec jadę sobie spokojnie. Jadę tak sobie i własnym oczom nie wierze: biała droga, miejscami małe zaspy, coraz więcej samochodów przede mną. Jakim cudem? Nikt nie jechał przede mną a teraz jeden, dwa, trzy, każdy zwalnia i co chwila hamuje. Podroż zaczyna się ciągnąc, ale to nic, ważne ze jest ciepło i spokojnie. W końcu korek się rozładował. Jadę już spokojnie 60, 80 na godzinę. Wjeżdżam w teren zalesiony .Cale białe drzewa po obu stronach drogi. Tak pięknie wyglądają. Aż żal ze musze jechać dalej. Jestem już prawie w Połczynie. Jeszcze dwa kilometry i już. Jestem na miejscu, parkuje samochód, zabieram komputer, papiery i pędzę na to spotkanie. O rany, już jestem spóźniona przez ten biały puch. Klienci czekają cierpliwie w umówionym miejscu. Dyskusja jest zacięta, nikt nie chce ustąpić, ani na jotę. Po dwu godzinnej dyskusji podpisujemy umowę. Idziemy na kawę. Śnieg nie przestaje padać, a wręcz przeciwnie pada mocniej i gęściej! Pijąc gorącą kawę zerkam ukradkiem na zegarek -już jest prawie szesnasta (jak ja chcę już wracać do domu. W myślach układam sobie, co będę robić po powrocie). Moi towarzysze cos do mnie mówią, a ja się tylko uśmiecham i przytakuje. Nadchodzi chwila rozstania, panowie z wrodzona delikatnością całują moja dłoń, ja uśmiecham się. Na pożegnanie mówię "Do widzenia" i wychodzę. Z każdym krokiem zbliżam się do samochodu i jestem coraz bardziej szczęśliwa. Znowu przede mną droga, znowu muzyka. Odpalam samochód i nie mogę podjechać pod górkę, ruszyć z miejsca. Proszę panów o pomoc - nic z tego nawet nie chce ruszyć się z miejsca, a co mówić, aby podjechał pod górkę. Pomagają mężczyźni mi jak mogą, ja ruszam z dwójki i panowie pchają, ale on nic i tylko stacza się w tył. Samochód nie podjeżdża pod biały stok. Jednak my się uśmiechamy, jest milo i żartujemy sobie. Jakaś kobieta przygląda się naszym próbom podjechania pod taka malutka górkę, przychodzi po kilku minutach z wiadrem pełnym popiołu. Posypujemy śnieg i zaczyna się walka od nowa. Coraz więcej ludzi się zbliża. Zastanawiają się: podjedzie czy nie podjedzie? Panowie nadal czekają

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Nagły powrót zimy — czytnik · opowiadania