Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 12 min czytania

Najgorszy buchalter

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Była jesień. Późna. Czerwieniejących liści na drzewach coraz mniej, zdarzało się, że wieczorami lekko prószyło. Często nie mogąc usnąć wychodziłem na balkon obserwować nocne niebo, łapać pojedyńcze płatki śniegu w dłonie. Z szóstego piętra miałem dobry widok na całą okolicę. Niezbyt ładną, moją. Odrapane bloki górowały nad poniszczonymi, oblodzonych chodnikami pełnych dziur i kałuż. O tej godzinie trudno było zauważyć kogokolwiek na ulicy. W nielicznych oknach dało się dostrzec światło. Wszyscy dawno poszli spać. Niedzielny poranek nieśmiało czaił się w oddali. Cała okolica wybierze się do pobliskiego kościoła, lubiłem go, jeden z niewielu, w którym nie robiło mi się niedobrze. Muszę się kiedyś w końcu wybrać. Zacząłem marznąć, więc wróciłem do środka. W mieszkaniu panował półmrok, po omacku trafiłem do sypialni. Łóżko było puste, a pościel na nim pomięta. Odnalazłem pilot na podłodze, przycisk on. Przeskakiwałem po kanałach, szukając czegoś interesującego, o tej godzinie było o to raczej trudno. Powtórki seriali, kiepskie filmy i reklamy w stylu 'wyślij sms, zobaczysz moją nieogoloną i brzydką cipkę. napalona samanta'. Znowu seriale, programy kulinarne, programy o amerykańskich gwiazdach, porno. Pozostałem przy tym ostatnim. Akcja zapowiadała się ciekawie. Otóż prawdopodobny mąż, chłopak, inny gach, wrócił do niedawno zakupionego mieszkania pełen nadziei, że prawdopodobna małżonka, dziewczyna, inna ladacznica zdążyła już rozpakować wszystkie pakunki i w miarę uporządkowała ich nowe lokum. Ta jednak była zbyt zajęta opróżnianiem kolejnej butelki wina i masturbacją. Za karę dla niej, dla niego? zaczęli się pieprzyć. Niezbyt podniecające, mój kutas nawet nie drgnął. Zamknąłem oczy. Słuchając jęków, wyobraziłem jak rżnę się z G., od razu lepiej. Żałowałem, że spuściłem jej zdjęcie w kiblu po naszym rozstaniu, teraz by się przydało. Pozostał wątły obraz w pamięci. Dźwięk jak od uderzania palcem między knykcie zaciśniętej pięści. Po chwili szczęśliwe zakończenie. Wytarłem się kocem i przewróciłem się na prawy bok, bohaterowie pornosa dalej stękali. Zgasiłem telewizor. Naszło mnie stałe ostatnio uczucie obrzydzenia, na szczęście szybko usnąłem przy akompaniamencie samochodowego alarmu zza oknem. Ten dzień zaczął się równie nieciekawie jak się skończył. Obudziłem się potwornie skacowany. Po porannych czynnościach higieniczno – śniadaniowych, zakończonych poznaniem koloru moich wymiocin, musiałem wykonać kilka telefonów. Moja ciotka niedawno wylądowała w szpitalu, przydało by się dowiedzieć dlaczego. Odebrała, ale za nic nie dało się z nią dogadać. Coś o umieraniu i kiepskich jedzeniu. Usłyszałem głos ojca, pierwszy raz od kilku miesięcy. Ciotunia była mało komunikatywna, strasznie bała się śmierci na stole operacyjnym. Miała kamicę pęcherzyka żółciowego i musiała poddać się zabiegowi. Życz jej zdrowia. Tato spytał jak żyję, w porządku, dziękuję, muszę kończyć, cześć. Nie miałem ochoty na rozmowę z nim. Niech lepiej zajmie się siostrą. Następnie zadzwoniłem do mojej podopiecznej, pani U., ortodoksyjnej katoliczki, która z mieszkania zrobiła świątynię ku czci Chrystusa Króla. Rozmowa była krótka, powiedziałem, że jestem chory i nie przyjdę dzisiaj, raczej marna imitacja zachrypniętego głosu. W odpowiedzi zapewnienia pełnego zaufania do mojej osoby, nigdy bym jej przecież nie okłamał, niech się kuruję i do zobaczenia jak najszybciej, do widzenia. Resztę spraw odłożyłem na później, założyłem zabłocone buty, ubrałem płaszcz i obwiązałem szyję zaplamionym musztardą szalikiem. Wyszedłem, nie zamykając za sobą drzwi. Nie zrobiłem tego również z tymi drugimi, dodatkowi, chroniącymi mieszkanie moje i sąsiadów przed niemoralnymi zachciankami drobnych złodziejaszków, bandy skurwysynów. Sąsiadka, którą miałem w zwyczaju nazywać Karlicą, zawsze wychodziła od siebie i przekręcała zamek za mną w momencie, gdy winda, a ja w niej, ruszała na dół. Marne to było zabezpieczenie, kilka dni wcześniej skradziono jej wózek na zakupy i kapcie. Skurwysyny. Na klatce schodowej matka z córką. Nie starszą niż jedenaście, może dwanaście lat. Ładna twarz. Stały przemoknięte przy domofonie, wybierając po kolei numery mieszkań. Ucieszyły się, gdy otworzyłem drzwi. Chyba nikt nie chciał ich wpuścić. Nic dziwnego, okazały się jehowymi. Miały torby pełne gazetek i innych broszur. Zaraz je wyciągnęły pełne chęci podzielenia się nimi ze mną. Grzecznie podziękowałem, nie mam czasu. Kochana mamusia złapała mnie za rękę. Spytała, czy może przynajmniej z Marysią porozmawiam, taka mądra, tyle wie. - Nie, dajcie mi spokój – wyrwałem się i odszedłem. Po kilkunastu krokach spojrzałem przez ramię, już ich nie było, weszły męczyć pozostałych lokatorów. Toyota stała na swoim miejscu. Złapałem za klamkę, sprawdzić, czy zamknięte. Zamknięte. Tak dla odmiany. Ostatnio ciągle zostawiałem samochód otwarty. Uspokojony skierowałem się ku bibliotece. Spacerowałem, deszcz mżył, a ja mokłem. Miłe uczucie, orzeźwiające. Lepiej się poczułem, chociaż łeb dalej mi pękał. Wyjąłem empetrójkę ze słuchawkami z kieszeni, włożyłem je do uszu. Włączyłem odtwarzacz i wybrałem Drums and wires XTC. Dawno nie słuchałem, a i wtedy mi się nie podobało poza jedną piosenką. W takich sytuacjach zawsze robiłem długą przerwą przed kolejnym podejściem. Zawsze pomagało. Po pierwszych sekundach Making plans for Nigel przeskoczyłem do Ten feet tall, repeat i tak do końca. Kilka minut i byłem u celu. Żwawo pokonałem schody na górę i wszedłem do środka. Pierwsze drzwi, potem drugie. Dzień dobry brzydkiej pani z przedziałkiem i łupieżem we włosach i wszędzie dookoła. Uśmiechnęła się do mnie czule, odwzajemniłem go. Może była strasznie nieszczęśliwa, samotna, po prostu smutna. Myślała o samobójstwie i ten niewielki znak sympatii z mojej strony wszystko zmieni? A nawet jeśli i tak to się zabije, to może w liście pożegnalnym napisze, że zostawia wszystko ' chłopcu z czupryną mokrych włosów, który się do niej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Najgorszy buchalter — czytnik · opowiadania