Thriller · 7 min czytania
Najgorszy dzień.....
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Najgorszy dzień..." John obudził się. Głowa go bolała po wczorajszym oblewaniu najbardziej znanego dnia zaraz po sylwestrze. To były walentynki. Otworzył oczy i zdał sobie sprawę, że w całym pokoju panuję straszna ciemność. Z tego wszystkiego nie był już pewny czy ten szczególny dzień jest dzisiaj czy był wczoraj. Jednak John pragnął aby był już 15 luty i żeby znikł ten sztuczny uśmiech z twarzy ludzi. Wyciągnął ręce i sięgnął po komórkę leżącą na szafce nocnej. Spojrzał na jej ekran i wydał z siebie zduszony dźwięk zawodu - szlak by to trafił - odłożył komórkę na której widniała data i godzina. 7:45 14 luty. Podniósł się z łóżka powoli, ponieważ ,przy każdym szybkim ruchu głową kręciło mu się w niej. Winą obarczał oczywiście swojego współlokatora z mieszkania ponieważ to on go namówił na tą butelkę Vata69. - no chodź John!! - krzyknął go niego Patrick z kuchni - chodź najebiemy się tak bardzo, że jutrzejszy dzień będzie dla Ciebie tylko snem - nie wiem - odpowiedział John siedząc przed komputerem w swoim małym kwadratowym pokoju. - może jutro co?? - zapytał zrezygnowany. Widmo 14 lutego zbliżało się nieubłagalnie. - jutro ,jutro. - parsknął Patrick - jutro to będzie futro. nooo chodź mam zimną butelkę Twojego ulubionego alkoholu - pomachał mu ją z kuchni. Długo nie trzeba było czekać na reakcję. John zawiesił swoje prace i ruszył żwawym krokiem w kierunku wołającej, zimnej butelki irlandzkiej whisky. I na tym kończyła się pamięć Johna z poprzedniego dnia. Siedząc na łóżku zdał sobie sprawę, że ten dzień będzie podwójnie fatalny. Po pierwsze nawiedzą go myśli z przeszłości a po drugie ma największego kaca od nowego roku.... Po chwili odpoczynku na łóżku postanowił wstać i dostać się do wody. Wstał i przeszedł przez pokój który wyglądał jakby ktoś rzucił do niego granat. John nigdy nie przywiązywał wielkiej wagi do porządku, chyba, że miała go odwiedzić jakaś kobieta. Kiedy otworzył drzwi, uderzyło go rażące światło przez duże okno z kuchni. Zakrył oczy ręką, nim wzrok nie przyzwyczaił się do nowego otoczenia. Mieszkanie nie było duże. Znajdywało się tutaj pięć pomieszczeń. Dwa pokoje, mała stara łazienka, kuchnia i mały przedpokój. Nie było to najlepszej klasy ale dla niego było w sam raz. W korytarzu stała duża stara szafa, i komoda na buty. Jednak John teraz marzył o zimnej wodzie z lodówki. Kiedy przekroczył próg kuchni poczuł straszny odór. Przy zlewie stał otwarty kosz na śmieci , a w nim ponad tygodniowe resztki mięsa. Odbiło mu się błyskawicznie i prawie zwymiotował ale dotarł do okna i zaciągnął się świeżym powietrzem. - kurwa .... - westchnął po czym sięgnął do lodówki. Nie zamknął okna ponieważ bał się reakcji swojego żołądka na panujący tutaj zapach. John stał z otwartą butelką wody w prawej ręce i spoglądał na zewnątrz poprzez otwarte okno. Oddychał bardzo spokojnie, ale jego żołądek i ból głowy nie dawały mu spokoju. Sięgnął do szafki wiszącej nad zlewem i wyciągnął pigułki. Bez zastanowienia połknął dwie i obficie popił wodą. Następnie zawinął śmierdzący worek i ruszył w kierunku drzwi wyjściowych. Położył go zaraz koło nich. Wyciągnął się tak że strzeliły mu kręgi i kolana po czym uchylił drzwi do swojego współlokatora. Jego pokój był schludniejszy. Było w nim jasno, pod oknem stało duże biurko a zaraz koło niego łóżko. Na nim leżał w ubraniu Patrick. Przyglądał mu się przez chwilę. Przez głowę mu przeszła myśl, że zna go…