Komedia · 10 min czytania
Najlepszy twórca na świecie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Lustad był najlepszym twórcą na świecie. O tym wiedzieli wszyscy. I staruszkowie jedną nogą stojący na tamtym świecie i wchodzące w życie dziewice i matki z bliźniakami i szacowne matrony i pijaczki spod budki z piwem, górnicy, hutnicy, rolnicy i biznesmeni. Nawet plemniki w mosznie jako potencjalne czytelniki twórczości Lustada też o tym wiedziały. Któregoś dnia Lustad oznajmił światu, iż otrzymał telepatyczny kosmiczny przekaz z drugiego krańca galaktyki. Ufoludki oświadczyły, iż przeczytały tylko trzy pozycje Lustada, po czym zniszczyły cały swój literacki dorobek, tak był miałki przy tym, co tworzył najlepszy twórca na świecie. Codziennie Lustad otrzymywał tysiące przekazów, przesyłek i wiadomości. Do wybitnego twórcy przekazy pieniężne słały seksowne babcie, paczki z artykułami żywnościowymi wdzięczni rolnicy i majteczki z mokrymi dowodami jak ekstazycznie działa na nich twórczość Lustada rozhisteryzowane panienki z dobrych domów. Tak szczerze mówiąc świat dzięki twórczości wybitnego twórcy zmienił się totalnie. Mordercy przestali mordować. Zboczeńcy uprawiać swe ciemne zboki. Samobójcy skakać z mostów i zakładać pętle. Nawet zwykli ludzi przestali się kochać. Wystarczyło przeczytać cokolwiek Lustada, by osiągnąć orgazm o wiele większy niż z najlepszą dziwką. Ale tak już jest na tym świecie, że wszystko ma swój kres. Cały świat a nawet wszechświat oszalały na punkcie twórczości Lustada aż nagle na firmamencie pojawił się Dżony Malkontent. Nikt nie wiedział skąd się wziął Dżony. Jedni mówili, że został wyrzucony z piekła, bo już diabły nie mogły z nim wytrzymać. Inni twierdzili, iż jest poprzednią reinkarnacją Lustada. No w każdym razie nikt nie wiedział. A Dżony był inny. Nie tylko nie czytał dzieł Lustada, ale twierdził o zgrozo, iż największą przyjemnością na świecie jest pieprzenie młodych panienek. Wieść o Dżonym Malkontencie rozeszła się niczym światło po całym świecie. Może, gdyby świat był inny, jakiś zbok zastrzeliłby Dżoniego dziwoląga. Ale twórczość Lustada zakończyła proceder zabijania. Świat osłupiał a najbardziej Lustad. A Dżony pogwizdując i mając wszystko w tyle szukał coraz to młodszych panienek do rżnięcia. Najgorszym był fakt, że Dżony Malkontent nie chciał nawet przeczytać dzieł Lustada. Ludzkość sięgnęła, więc po swoją najmocniejszą broń: Ellle Mediacyjną. Ellla Mediacyjna zasłynęła jeszcze w starych czasach, kiedy to swoimi mediacyjnymi zdolnościami przekonała wielu potencjalnych samobójców, że życie mimo wszystko jest piękne. Tak naprawdę to Ellla niewiele robila, ale robiła tak skutecznie, że jej efekty mediacyjne były stuprocentowe. A co robiła Ellla? Stawała przed potencjalnym samobójcą, rozbierała się i obiecywała miłość. Jej ponętne cycusie, słodki głos i bujnie obrośnięty krzaczkami trójkącik między nogami, dokonywały cudów. Ale gdy rozpoczęła się era twórczości Lustada, Ellla odeszła w zapomnienie, bo samobójcy zamiast skakać z mostów czytali dzieła wybitnego twórcy. Teraz Ellla znowu była potrzebna. Z ochotą wzięła się do dzieła. Dżony był kapryśny i szybko się nudził panienkami, ale Ellla charakteryzowała się wyjątkową niesamowitością. Aż trzy tygodnie przekonywała Malkontenta i w końcu udało się. Dżony leżąc na Ellli obiecał światu, że przeczyta dzieła Lustada. Jaki był Dżony to był, ale słowa dotrzymał. Ciągle zajmując się zmysłową Elllą przez jedną noc przeczytał to, co spłodził najlepszy twórca na świecie. Następnego ranka cały świat czekał, co ma do powiedzenia Dżony. Ufoludki z kosmosu też czekali. Wymęczony wygibasami z wiecznie głodną Elllą, Dżony pojawił się w oknie. Oczy wszystkich ludzi patrzyły w napięciu na Dżoniego. Potężne teleskopy z drugiego krańca wszechświata aż zapociły się od azotowych wydechów ufoludków. Malkontent podrapał się po genitaliach, ziewnął i czknął. -Cała ta pisanina Lustada to jedno wielkie gówno – rzekł Dżony i wrócił do Ellli, bo jej dziurka była o wiele ciekawsza niż najlepsze dzieło Lustada. Świat i wszechświat wydały okrzyk zgrozy. Był tak potężny, że zmiótł cztery galaktyki, powstało szesnaście czarnych dziur a na północno-górnym krańcu wszechświata rozpoczął się proces chaosu. Ale najbardziej wściekły był Lustad. Nie mogło się w jego twórczej głowie pomieścić, że komuś nie podobają się jego dzieła. Przecież cały świat leżał u jego stóp. I wszechświat. Więc czemu ten pieprzony Malkontent? Lustad próbował już wszystkiego: przekupić, zastraszyć, chociaż ciężko było znaleźć człowieka do takich czynów. Lustad znienawidził Dżoniego. Przestał tworzyć a zaczął rozmyślać jak przekonać Malkontenta do swojej twórczości. Zastanawiał się dniami i nocami, dlaczego? Wszyscy go kochali a tylko ten pieprzony Malkontent nie? Dżony stał się zmorą Lustada. Doprowadził najlepszego twórcę na świecie do nieziemskiej impotencji twórczej i zjadliwej sraczki. Lustad siedząc na tronie i słuchając cieknących z odbytu ekskrementów zastanawiał się, co robić.…