Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 12 min czytania

Najpiękniejsza dziewczyna świata – czyli wsp

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Camping w Lahnstein to wąski kawałek ziemi położony u ujścia rzeki Lahn do Renu. Po przeciwnej stronie rzeki wznosi się żółta sylwetka zamku Stolzenfels, który podświetlony w nocy sodowymi reflektorami lśni jak bryła złota. Wjechaliśmy i stanęliśmy przed budynkiem recepcji. – Państwo z Polski? – zapytał gospodarz. – Tak. – Czy mieszkacie państwo na Śląsku? – Nie. A dlaczego pan pyta? – Bo my z żoną kiedyś wysyłaliśmy paczki do jednej rodziny na Śląsku. To miasto nazywało się Biton. – Bytom – poprawiłem. – Tak, Biton. Beuten przed wojną. – Kiedy wysyłaliście państwo te paczki? – Gdy w Polsce była bieda i stan wojenny. – Czy poznaliście państwo tę rodzinę z Bytomia? – Nie. Oni tylko przysyłali nam listy z podziękowaniami. Skończyłem wypełnianie formularza meldunkowego i ruszyłem w stronę wyznaczonego nam miejsca. – A jeśli chcecie państwo na rano świeże bułki, to proszę zgłosić mi to przed dwudziestą! – zawołał jeszcze za mną gospodarz. – Dziękuję! – odpowiedziałem, ale i tak wiedziałem, że bułek nie zamówimy. Mieliśmy skromne wyposażenie campingowe, bo nasze auto było małe. Wzięliśmy tylko niezbędne rzeczy, a na luksus krzesełek i składanego stolika nie mogliśmy sobie pozwolić. Nasze zmagania z materacami, kocherem i puszkami przerwał w pewnej chwili starszy pan, który trochę staromodną niemczyzną powiedział: – Przepraszam, ale ośmielę się zaproponować państwu moje składane krzesełka i stolik. Pan był koło siedemdziesiątki, niski i łysawy. Krótkie spodnie ukazywały nieco krzywe nogi, z których jedna miała wielką bliznę nad kolanem. Prawdopodobnie dlatego nieznajomy utykał. – Możecie ich państwo używać do końca pobytu, a potem proszę je postawić koło mojego campingowca. Wziąłem te nieco podniszczone, ale jeszcze dobre sprzęty campingowe, a pan kuśtykał obok i mówił: – Byłem w Polsce w czasie wojny i nawet żonę mam z Polski. Ona pochodzi z okolic Allenstein. To teraz chyba nazywa się Olśtyn. Zna pan? – Olsztyn – poprawiłem. – Znam. – Jakie macie państwo plany na jutro? – Chcemy zwiedzać Koblencję. – Jeśli to państwu nie przeszkadza, to pokażę Koblencję, a potem zapraszam do mnie na kawę. Jeśli to nie psuje państwa planów – zastrzegł się grzecznie. Zgodziliśmy się. Starszy pan ucieszył się i obiecał, że będzie na pewno. Nazajutrz o umówionej godzinie nasz nowy znajomy przyjechał terenowym suzuki. Ubrany był w krótkie spodenki i sportową koszulkę, a płócienna czapeczka i dyndająca na brzuchu lornetka nadawały mu wygląd przedwojennego turysty. – Zapomnieliśmy się wczoraj przedstawić – powiedziałem i zaprezentowałem nas. – Właśnie, też chciałem od tego zacząć – odpowiedział Niemiec i wręczył nam wizytówki. Nazywał się Lutz Reinhard, mieszkał w Koblencji i był kupcem. Pojechaliśmy do twierdzy Ehrenbreitstein, bo pan Lutz uważał, że tylko ona jest godna oglądania. Była imponująca. Usadowiona na skalistym wzgórzu, wydawała się być nie do zdobycia. Nigdy też nie była zdobyta szturmem. Chodziliśmy po murach i kazamatach, zwiedziliśmy muzeum techniki, a pan Lutz okazał się być wspaniałym gawędziarzem. – O, tam na dole, gdzie Mozela wpada do Renu, jest tak zwany Deutsches Eck. Na końcu wojny Francuzi tak fetowali tam zwycięstwo, że jeden z po pijanemu wpadł do rzeki. Topił się i wołał o ratunek – po francusku oczywiście. Na to przechodzący brzegiem Niemiec powiedział: „Widzisz! Jakbyś zamiast francuskiego nauczył się pływać, to teraz byś nie wołał pomocy”. Roześmieliśmy się, a nasz przewodnik rozgadał się na dobre. – Tam na Deutsches Eck stał konny pomnik cesarza Wilhelma, ale Amerykanie rozwalili go z działka, gdy świętowali zwycięstwo. Po zwiedzeniu twierdzy pan Lutz powiózł nas do swojego mieszkania. – Ta ulica była niedawno przebudowywana – opowiadał po drodze. – W czasie przebudowy bardzo uważano, żeby czegoś starożytnego nie uszkodzić, bo spodziewano się tu pozostałości rzymskich murów. Kopano wiec bardzo ostrożnie, no i znaleziono... zardzewiały hełm z drugiej wojny światowej. Mieszkanie naszego przewodnika obwieszone było różnymi okazami broni palnej z obu ostatnich wojen. Oglądaliśmy je, pstrykaliśmy pustymi zamkami, a on przygotowywał kawę. Kawa i ciasto ze śliwkami odciągnęły nas od pukawek. Jedliśmy „Zwetschgenkuchen”, piliśmy kawę, a nasz gospodarz snuł wspomnienia: – Gdy miałem siedemnaście lat, to uciekłem z domu do Ameryki Południowej. Różne rzeczy tam robiłem i różnie bywało. Potem wróciłem do Europy i w czasie hiszpańskiej wojny pływałem na statku zaopatrujacym Legion Kondor. W Hiszpanii zamustrowałem się na statek, który miał płynąć na Daleki Wschód, ale wtedy właśnie wybuchła wojna. Żandarmeria zabrała mnie ze statku i wcieliła do wojska. Byłem we Francji, w Polsce i w Rosji też. Pan Lutz dolewał kawy, zachęcał do ciasta i wracał w opowiadaniach na wojenne ścieżki. – We Francji zaszliśmy raz do małej mieściny. Ludzie przed nami uciekli i wszystko było pootwierane. Byliśmy strasznie zmęczeni i brudni. Chcieliśmy się ogolić i umyć, więc ucieszyliśmy się, gdy znaleźliśmy zakład fryzjerski. Porozsiadaliśmy się w fotelach i dawaj się pucować. Ja szukałem szamponu i w końcu znalazłem butelkę z jakimś płynem. Francuskiego nie znam, więc nie mogłem zrozumieć napisu na niej. Płyn pachniał dobrze. Umyłem nim włosy, a po wyschnięciu okazało się, że... były zielone. Ale to nic! Gdy już byliśmy w Rosji, to jeden kolega miał urodziny i wieczorem zaprosił nas na koniak, który zachował jeszcze od francuskich czasów. Mieliśmy tylko jeden kieliszek, wiec solenizant nalał sobie i wychylił. O mało nie umarł, bo w butelce była terpentyna. Tak to jest, jak się nie zna języków obcych. – Gdzie państwo mieszkacie? – Na południu Polski. – Nie byłem w czasie wojny na południu Polski, ale byłem koło Białej Podlaskiej i tam spotkałem najpiękniejszą dziewczynę świata. Przed atakiem na Rosję staliśmy w lasach już na dwa tygodnie wcześniej. Było gorące lato, nic do roboty, więc któregoś dnia poszliśmy w kilku do wioski w pobliżu. Wioska była maleńka – ot, parę domków pod…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%