Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

melodramat · 57 min czytania

NAJWAŻNIEJSZY

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

NAJWAŻNIEJSZY

Dawid uciekł z matematyki tylko po to, by spotkać się z Martą. Doskonale wiedział, że dziewczyna miała teraz wolną godzinę, więc prawie na pewno będzie w swoim pokoju. Ich dom dziecka znajdował się niecałe sto metrów od ogólniaka, więc przebiegnięcie dystansu dzielącego go od ukochanej zajęło mu zaledwie kilkadziesiąt sekund. Zapukał i po usłyszeniu cichego „proszę” wszedł do pokoju, który Marta dzieliła z trzema innymi dziewczynami. Była sama. Drobna, niewysoka brunetka siedziała przy oknie z książką w ręku. Uśmiechnęła się nieśmiało na widok chłopaka. Dawid odwzajemnił uśmiech i zaśpiewał piosenkę, którą tak bardzo lubiła:

„Dzień dobry maleńka, jak ci na imię Zgubiłaś się w tym tłumie Wyciągam do ciebie moją dłoń Odpowiedź na wszystko się znajdzie

Labirynt wśród tylu korytarzy Oszukałby Tezeusza Lecz my możemy to zrobić gdzie indziej Nie łamiąc zasad savoir-vivre”

Dziewczyna zaklaskała, doceniając jego popis wokalny. - Cześć, Marta! – Dawid podszedł do dziewczyny, pochylił się nad nią i pocałował. – Tak myślałem, że cię tu znajdę. - Fajnie, że jesteś. Ale przypadkiem nie masz teraz sprawdzianu z matmy? – Marta uśmiechnęła się figlarnie, a w jej oczach błyszczały wesołe iskierki. - Mam, ale nie poszedłem. Przypomniałem sobie, że masz okienko, więc chciałem cię odwiedzić. A matmę zaliczę kiedy indziej. Co czytasz? – wziął od niej grubą książkę i rzucił okiem na okładkę. – Znowu Pismo Święte? Kiedy ci się to w końcu znudzi? - Chyba nigdy – dziewczyna spojrzała na niego z lekkim wyrzutem. – Wiesz przecież, że to dla mnie bardzo ważne. - Wiem, wiem. Przepraszam, nie gniewaj się na mnie – znów pocałował Martę. – Chodźmy lepiej na spacer – chwycił ją za rękę i delikatnie pociągnął w swoją stronę. - No dobrze, chodźmy – dziewczyna nie potrafiła odmówić temu przystojnemu, szczupłemu chłopakowi, którego pokochała całym sercem.

*****

Oboje byli sierotami i od wczesnego dzieciństwa mieszkali w domu dziecka. Ojciec Marty zginął w wypadku na budowie, zanim dziewczyna przyszła na świat, a matka dziewczyny nie przeżyła ciężkiego porodu. Sierotą zaopiekowała się babcia, ale po kilku latach zmarła i wtedy Marta trafiła do „bidula”. Była cicha, małomówna i nieśmiała. Nie potrafiła nikomu zaufać. Nie miała rodziny ani przyjaciół, więc postanowiła poszukać otuchy i pocieszenia w Bogu. Codziennie chodziła do kościoła i modliła się żarliwie o to, by kiedyś jej życie odmieniło się na lepsze. Uwielbiała czytać książki, bo wówczas przenosiła się w świat swojej wyobraźni, a tylko w nim czuła się szczęśliwa i bezpieczna. Tak było, dopóki nie zaczęła spotykać się z Dawidem. Ten chłopak sprawił, że jej życie nabrało nowych, piękniejszych barw. Dawid trafił do domu dziecka w wieku sześciu lat. Przedtem poznał, co to jest ból i strach, gdy codziennie ojciec wracał z pracy pijany, wyzywał wszystkich od najgorszych, a potem ściągał skórzany pas i bił domowników za wyimaginowane przewinienia. Najmocniej zawsze obrywała matka, bo broniła malutkiego Dawida i jego młodszego brata jak lwica, nie bacząc no to, że okrutny mąż skatuje ją za to do krwi. Chłopiec wstydził się przed rówieśnikami siniaków, podbitych oczu i pleców poprzecinanych uderzeniami paska. Kilka razy sąsiedzi wzywali policję, by uspokoiła krewkiego, niebezpiecznego mężczyznę, aż w końcu ojciec Dawida trafił na rok do więzienia za znęcanie się nad rodziną. Gdy wyszedł po odbyciu kary, spił się do nieprzytomności, a potem wpadł do ich domu z nożem w ręku. Krzyczał, że to przez żonę trafił do pudła, bo to ona wezwała policję, a gdy siedział w pierdlu, ona na pewno puszczała się na prawo i lewo, więc teraz spotka ją za to zasłużona kara. Dawid i jego brat Romek uciekli z domu przez okno. Matka nie zdążyła. Została zadźgana na przedpokoju długim, rzeźnickim nożem. Ojciec Dawida dostał dożywocie i chłopak więcej go nie zobaczył. Nikt z rodziny nie chciał przygarnąć braci, więc obaj trafili do domu dziecka. Po kilku latach adoptowano Romka. Dawid nie miał tyle szczęścia. Chłopak rozpaczliwie i bezskutecznie szukał kontaktu z kimś bliskim. Kolejno odrzucany przez różne „ciotki” i „wujków”, którzy chcieli być jego rodzicami, a później zmieniali zdanie, stracił nadzieję, że kiedykolwiek będzie miał normalną rodzinę. Czuł, że jest przez nikogo nie kochany i nikomu nie potrzebny, co we wrażliwej psychice Dawida spowodowało uraz do ludzi. Spragniony czułości drugiego człowieka jak kania deszczu, nauczył się nie robić nigdy pierwszego kroku, by nikt nie mógł go odepchnąć. Uciekał w sport, by nie myśleć o swojej samotności. Dzień w dzień godzinami ganiał za piłką na szkolnym boisku, marząc o tym, że kiedyś będzie gwiazdą futbolu i bożyszczem tłumów. Grał w drużynie juniorów miejscowego trzecioligowego klubu i był najskuteczniejszym napastnikiem. Dopiero gdy poznał Martę, poczuł, że jest ktoś, komu na nim zależy.

*****

Zakochani poszli w swoje ulubione miejsce - nad rzekę, która wiła się serpentynami jak wąż pośród zielonych wzgórz porośniętych sosnowym lasem. Pogoda byłą piękna – słońce stało wysoko na bezchmurnym niebie i zalewało świat żółtymi promieniami. Trzymając się za ręce, co chwilę spoglądali sobie w oczy i rozmawiali, niczego nie zauważając poza sobą. - Wiesz, jak zdam maturę, pójdę na AWF – zwierzał się chłopak. – Chciałbym być trenerem sportowym. Będę grał w piłkę w jakimś dobrym klubie, a po zakończeniu kariery sportowej zajmę się szkoleniem piłkarzy – na początku młodych, a potem, gdy już nabiorę doświadczenia, drużynę seniorów. - Maturę masz dopiero za rok. Jeszcze możesz zmienić zdanie – odpowiedziała dziewczyna. – Mnie martwi coś innego. - Co takiego? - Za pół roku skończysz osiemnaście lat i będziesz musiał wyprowadzić się z domu dziecka. Gdzie się wtedy podziejesz? I co wtedy z nami będzie? - Nie martw się, kochanie. Jakoś sobie poradzę. Mam osiemnastkę w czerwcu, a ty w październiku i wtedy też będziesz musiała poszukać sobie jakiegoś dachu nad głową. Może zamieszkamy wtedy razem? - Nie wiem… – odpowiedziała wymijająco – zobaczymy… - Przecież to, że pierwszy opuszczę bidul, niczego miedzy nami nie zmieni – i tak będziemy się dalej spotykać. Dopóki się uczę, będę dostawał rentę po mamie, pewnie też dadzą mi jakiś zasiłek socjalny, od biedy starczy mi na wynajęcie pokoju i jedzenie, więc będę mógł iść na dzienne studia. A tam też pewnie uda mi się załapać na jakiś socjal. A ty co planujesz robić po ogólniaku? - Nie wiem jeszcze. Chciałabym iść na studia na jakiś kierunek związany z religią. Może nawet na teologię? - Na teologię? Po co? Po takich studiach możesz jedynie być katechetką! - No to co? Mnie to bardzo interesuję! Chyba mogę się uczyć tego, co mi się podoba?! - Marta zagryzła wargi, zdenerwowana brakiem akceptacji swojego wyboru. - Oczywiście – zmieszany chłopak przytulił ją i pocałował, by załagodzić sytuację. – Nie mówmy już o tym, co będzie za rok. Jesteśmy tu i teraz. Mam pewien plan, który pewnie ci się spodoba – Dawid uśmiechnął się tajemniczo. - Jaki? – Marta uśmiechnęła się, ale chłopak widział w jej oczach, że jeszcze jest trochę zła na niego. - Za dwa tygodnie będziemy mieli długi weekend – pięć dni wolnego od szkoły! Sobota, niedziela, potem w poniedziałek jest pierwszego maja, wtorek wolny i w środę święto państwowe. - No i? – dziewczyna z zainteresowaniem uniosła brwi. - Możemy się gdzieś wybrać na majówkę. Odłożyłem trochę pieniędzy, więc możemy miło spędzić czas. - Gdzie? - A gdzie byś chciała jechać? - Nie wiem. A ty? - A co byś powiedziała, gdybyśmy wybrali się do Częstochowy na Jasną Górę? – chłopak zaproponował to miejsce tylko dlatego, że wiedział, iż jest to marzenie Marty. - Na Jasną Górę?! – dziewczyna rzuciła się Dawidowi w ramiona i pocałowała go w usta. – Świetny pomysł! Nigdy tam nie byłam, a zawsze marzyłam, żeby tam pojechać! - To teraz pojedziesz! – Dawid cieszył się radością swojej ukochanej. Nie był gorliwym katolikiem. Nawet nie lubił chodzić do kościoła, bo nudził się tam i nie słuchał mszy, woląc rozmyślać o własnych sprawach. Nie sądził, żeby modlitwy do Boga mogły mu pomóc w czymkolwiek. Jednak wiedział, że Marta jest bardzo religijna i ze względu na nią gotów był nawet codziennie chodzić do kościoła, byle tylko być bliżej swojej dziewczyny. Chciał jej zrobić przyjemność, a wyjazd do Częstochowy z pewnością ją uszczęśliwi. Myślał, że może kiedyś coś się w nim odmieni i polubi msze święte. A może to Marta zmieni się i zacznie stawiać na pierwszym miejscu swojego chłopaka, a nie religię? Może kiedyś to on w końcu będzie najważniejszy?

*****

Poznali się kilka miesięcy wcześniej na randce w ciemno. Adam, kolega z klasy Dawida, poznał na dyskotece dziewczynę i umówił się z nią na spotkanie w parku. Pochwalił się tym Dawidowi. Wtedy chłopak poprosił, by wziął go ze sobą i namówił swoją dziewczynę, żeby przyszła z jakąś fajną koleżanką. Dawid nie wiedząc czemu miał dziwne przeczucie, że dzięki tej podwójnej randce spotka w końcu dziewczynę, w której znajdzie bratnią duszę i która go pokocha. Po długich namowach i prośbach Adam uległ i zorganizował podwójne spotkanie. Jego dziewczyna przyszła z Martą. Ładna, krótkowłosa brunetka o nieśmiałym, ujmującym uśmiechu od razu spodobała się Dawidowi. On – wysoki, wysportowany, ciemnowłosy – również wpadł w oko Marcie. Szybko znaleźli wspólne tematy do rozmów i odkryli, że są do siebie podobni – oboje wychowani w domach dziecka, samotni, wrażliwi, marzycielscy, szukający miłości i jednocześnie bojący się odrzucenia. Znajomi mówili, że pasują do siebie i była to prawda. Już na drugi dzień umówili się na kolejną randkę i od tego czasu spotykali się codziennie. Chodzili na długie spacery nad rzekę lub do lasu, prowadząc długie, szczere rozmowy i tuląc się do siebie jak dzieci do rodziców, których nie widziały przez dłuższy czas. Bardzo szybko polubili się, a potem pokochali. Wydawało im się, że znaleźli swoje drugie połówki pomarańczy i teraz już zawsze będą razem.

*****

Pociąg z Poznania do Częstochowy Stradom wyjeżdżał o pierwszej dziesięć w nocy. Całą drogę Marta przytulała się do Dawida, słuchając Bajmu na starym walkmanie i ani na moment nie zasypiając. Już trzydzieści kilometrów przed Częstochową Marta stanęła w oknie i wypatrywała Jasnej Góry, nie mogąc się doczekać, kiedy w końcu dojadą na miejsce. Gdy wysiedli z pociągu, dochodziła dziewiąta godzina i właśnie wyszło słońce, jakby na ich powitanie. Pytając się przechodniów o drogę i trochę błądząc, po półgodzinnej wędrówce dotarli do Jasnej Góry. Marta była w siódmym niebie. Co chwilę spoglądała na Dawida rozanielonym wzrokiem i mocno ściskała go za rękę. Często przytulała się do niego i całowała, jakby chciała mu bez słów podziękować za spełnione marzenie. Najpierw udali się do bazyliki Wniebowzięcia NMP, by zobaczyć odsłonięcie cudownego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej i wziąć udział w mszy świętej. Potem zwiedzili cały zespół klasztorny paulinów, przyłączyli się do drogi krzyżowej, prowadzonej wzdłuż wałów obronnych, a następnie odwiedzili Muzeum 600-lecia, Arsenał i skarbiec wotywny. Chłopak nie podzielał religijnego zapału Marty, ale nie chciał jej robić przykrości i udawał, że również bardzo mu się tu podoba. Zrobiłby wszystko, by jego dziewczyna była szczęśliwa i cieszył się, że Marta czuje się na Jasnej Górze jak ryba w wodzie. Na końcu wspięli się na kościelną wieżę, skąd z wysokości ponad sześćdziesięciu metrów roztaczał się wspaniały widok na zalaną słonecznymi promieniami Częstochowę. Stali dłuższy czas objęci i w milczeniu obserwowali rysującą się w dole cudowną panoramę miasta. Potem Dawid obrócił dziewczynę w swoją stronę i nie zważając na innym turystów przebywających na szczycie wieży i zdziwionych ich zachowaniem, pocałował Martę w usta. Ich namiętny, głęboki pocałunek trwał tak długo, aż zabrakło im tchu. Spojrzeli sobie w oczy, a wtedy Marta nagle posmutniała. - Co się stało, kotku? – spytał zaniepokojony chłopak. - Nic. Naprawdę nic – dziewczyna spuściła wzrok. - Powiedz mi. Proszę cię – Dawid położył jej rękę na ramieniu. - Muszę ci coś wyznać… – Marta odezwała się po dłuższej chwili. - Co takiego? – chłopak nie potrafił ukryć obawy w głosie. - Jestem przeznaczona Bogu – powiedziała cicho, bacznie obserwując jego reakcję. - Co ty mówisz? Kto ci naopowiadał takich rzeczy?! – Dawid lekko podniósł głos. - Zakonnica mi to wywróżyła. Kiedyś, gdy byłam w ósmej klasie podstawówki, chodziłam do oazy prowadzonej przez siostry zakonne. W ferie zimowe wyjechaliśmy na dwa tygodnie do domu zakonnego. Tam całymi dniami chodziliśmy na msze święte, czytaliśmy Pismo Święte, modliliśmy się i rozmawialiśmy o Bogu i wierze. Bardzo mi się to podobało. Pomyślałam sobie wtedy, że to jest to, co chciałabym robić w życiu. Na koniec siostra przełożona wróżyła każdemu z Biblii. Braliśmy do rąk Pismo Święte, mieliśmy otworzyć je na chybił trafił i przeczytać fragment. - I co wtedy przeczytałaś? - Już nie pamiętam dokładnie. To było coś ze Starego Testamentu o tym, że mam podążać drogą Pana. Siostra zinterpretowała to w ten sposób, że jestem przeznaczona Bogu i zostanę zakonnicą. - Bzdury! – wybuchnął chłopak. – Robili wam tam wodę z mózgu, żeby co bardziej podatne na sugestie osoby namówić do pójścia do zakonu! To normalna sprawa, że każda książka otwiera się na najczęściej czytanych stronach i tobie Biblia też otworzyła się na takiej stronie. Pewnie kilka innych osób również trafiło na ten sam fragment. - Nie wiem. Siostry kazały nam trzymać w tajemnicy to, co przeczytałyśmy i jak dany fragment został zinterpretowany. Inaczej wróżba nie spełni się. - Więc twoja się nie sprawdzi, bo właśnie się wygadałaś! – Dawid prawie krzyczał, nie zważając na otaczających ich ludzi, a Marta spoglądała na niego przestraszona. – Nie wierz w te brednie! To zwykłe zabobony i manipulacje zakonnic. - Nie. Ja w to wierzę – Marta odwróciła się do chłopaka plecami i spuściła głowę. W jej oczach pojawiły się łzy. – To się spełni. Zobaczysz! Czuję to. - Coś ci powiem! – Dawid nie krył zdenerwowania. - Ty nie jesteś przeznaczona Bogu. Jesteś przeznaczona mnie i tylko mnie! Pamiętaj o tym!

*****

Rok później – zaledwie kilka dni po pomyślnie zdanej maturze – Marta i Dawid wyjechali na wakacje w góry. W pensjonacie w Zakopanem pierwszy raz mieli spać ze sobą w jednym pokoju. Dziewczyna obawiała się tego i na początku nie chciała nawet słyszeć o wspólnej wycieczce. Ale Dawid uspokoił ją mówiąc, iż nie zrobi niczego, czego ona nie będzie chciała. - Czego się boisz, maleńka? – spytał chłopak. – Że nie będziemy tam robić nic innego, tylko uprawiać seks? – uśmiechnął się do niej. - Nie wiem… - dziewczyna zaczerwieniła się, wyraźnie zażenowana. - Ale wiem, że stosunek przedmałżeński to śmiertelny grzech, a ja chcę do ślubu pozostać dziewicą. - No dobrze, już dobrze, jeśli tego koniecznie chcesz, to poczekam do ślubu – uśmiechnął się do niej, mocno objął i pocałował, kończąc tym temat. W Zakopanem wychodzili w góry wczesnym rankiem, a wracali z ostatnimi promieniami słońca, zmęczeni, ale szczęśliwi, że udało im się przejść kolejny piękny szlak i mogli cały dzień zachwycać się pięknem tatrzańskich krajobrazów. Trzeciego dnia pobytu w pensjonacie nie dopisało im szczęście. Byli już w drodze powrotnej, kiedy na przedmieściach Zakopanego złapało ich oberwanie chmury. Przemoknięci do suchej nitki biegiem pomknęli do pensjonatu. Gdy wpadli do pokoju, zziębnięci i kompletnie przemoczeni, Dawid krzyknął: - Chodź szybko pod prysznic! To cię rozgrzeje. Inaczej na bank się przeziębisz! Błyskawicznie rozebrał się do naga, odkręcił wodę i wszedł pod prysznic. Po chwili Marta dołączyła do niego, jednak nie zdjęła majtek i stanika. - A ty co? – zdziwił się chłopak. – Będziesz się kąpać w stroju? - Tak… – odpowiedziała cichym, niepewnym głosikiem. – Wstydzę się. Chwilę stali nieruchomo pod prysznicem, pozwalając, by spadające strumienie ciepłej wody rozgrzały ich zmarznięte ciała. Marta, lekko czerwona na twarzy, spuściła głowę. Zażenowanie walczyło w niej z ciekawością i gdy przegrywało, rzucała szybkie spojrzenia spod na wpół przymkniętych rzęs na członka w wzwodzie. Widziała podniecenie chłopaka i sama również pragnęła Dawida, ale bała się do tego przyznać nawet przed samą sobą. Nigdy przedtem nie widziała nagiego mężczyzny i to powodowało, że czuła się nieswojo. - Odwróć się, skarbie – powiedziała do niego, biorąc do ręki mydło. – Umyję ci plecy. Dokładnie go namydliła i myła dokładnymi, powolnymi, czułymi ruchami dłoni. Gdy skończyła, wręczyła mu pachnącą kostkę i stanęła tyłem do niego. Dawid mył jej plecy, ale stanik wyraźnie mu przeszkadzał. - Muszę coś z tym zarobić – powiedział łagodnym głosem – bo inaczej będziesz brudna w tym miejscu. Rozpiął zapięcie i namydlił środek jej pleców. Potem zsunął ramiączka stanika aż do łokci i dokładnie, delikatnymi, ale zdecydowanymi pewnymi ruchami umył jej plecy i barki. Marta nie protestowała, z przyjemnością poddając się pieszczotliwym ruchom Dawida. W pewnym momencie zdecydowała się odrzucić na bok biustonosz. Zakryła dłońmi niewielkie, twarde piersi, wstydząc się sterczących z podniecenia brodawek. Chłopak zachowywał się tak, jakby tego nie zauważył i namydlał plecy, bardziej je masując niż myjąc. Potem odłożył na bok mydło, delikatnie obrócił Martę w swoim kierunku i namiętnie pocałował. Gdy w końcu oderwał się od słodkich, gorących warg, zaczął całować szyję dziewczyny, powoli przesuwając się w dół. Gdy dotarł do dłoni, wstydliwie zakrywających piersi, delikatnie odsunął je na bok, przełamując słaby, niezdecydowany opór Marty. Była jego dziewczyną od półtora roku, a pierwszy raz zobaczył jej biust. Całował sterczące piersi, ssąc i delikatnie przygryzając brodawki i równocześnie pieszcząc dłońmi jej pośladki. Dziewczyna zamknęła oczy i rozchyliła usta. Głęboko oddychając rozkoszowała się pieszczotami ukochanego mężczyzny. Gdy bojler z ciepłą wodą został opróżniony i z prysznica zaczęła wypływać zimne strumienie, Dawid oderwał się od słodkich krągłości. - Uciekamy stąd, Martusia! – objął ją i przytulił. – W łóżku będzie cieplej! Wyskoczył spod prysznica, pospiesznie wytarł się ręcznikiem i wskoczył na łóżku. Przykrył się kołdrą i czekał na Martę. Wyszła dopiero po chwili, czerwona na twarzy i owinięta ręcznikiem. Podeszła do łóżka i usiadła na jego brzegu tyłem do Dawida. Potem szybkim ruchem odrzuciła ręcznik i wskoczyła pod kołdrę. Naga przytuliła się do chłopaka, wyczuwając na brzuchu jego sterczącą męskość. Zaczęli się całować i pieścić. Dawid głaskał Martę po piersiach i pośladkach, od czasu do czasu niby przypadkiem kładąc dłoń na jej łonie, a dziewczyna powoli przesuwała palce wzdłuż jego brzucha, dochodząc do członka i w końcu nieśmiało go dotykając. Natychmiast cofnęła rękę. Spojrzała mu w oczy, a zaraz potem spuściła wzrok i oblała się rumieńcem. Dawid pieszczotliwym ruchem odgarnął jej włosy i spytał cichym głosem: - Chcesz tego, maleńka? - Tak… Chcę… – po chwili namysłu odpowiedziała drżącym głosem i zamknęła oczy.

*****

Trzy tygodnie po powrocie z Zakopanego Dawid dostał się na dzienne studia w poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Od razu złożył wniosek o przyznanie miejsce w akademiku, a później pobiegł jak na skrzydłach do Marty, by pochwalić się swoim sukcesem. Jego ukochana po opuszczeniu domu dziecka zamieszkała u swojej dalszej kuzynki, która za dwieście złotych miesięcznie zgodziła się wynająć Marcie malutki pokoik i żywić ją. Dziewczyna była sama w domu. Otworzyła Dawidowi już po pierwszym dzwonku i serdecznie ucałowała ukochanego, ciesząc się jego sukcesem. Gdy weszli do jej pokoju, zauważył na stole otwarte Pismo Święto. - Czytasz Biblię, zamiast uczyć się na egzaminy? – zdziwił się. – Przecież za trzy dni masz pisemny z wiedzy ogólnej! Mówiłaś, że musisz poduczyć się z biologii, bo z tego przedmiotu jesteś najsłabsza. - Nie będę zdawać na psychologię – uśmiech momentalnie zniknął z twarzy Marty. Zacisnęła usta i posmutniała. - Dlaczego nie? – Dawid był bardzo zaskoczony. Cieszył się, że udało mu się namówić dziewczynę, żeby zmieniła swoje plany i zamiast na teologię, spróbowała dostać się na psychologię, a tu nagle taka niemiłą niespodzianka. – Więc jednak bardziej pociąga cię teologia? – wymownie spojrzał na rozłożony opasły tom w twardej oprawie. - Nie – dziewczyna mówiła bardzo cicho. – Nie wybieram się na studia. Do niczego mi się nie przydadzą. - A co planujesz? – chłopak ze zdenerwowania bezwiednie zacisnął pięści. – Znalazłaś jakąś pracę czy co? - Nie – Marta spuściła głowę, nie mogąc znieść jego badawczego wzroku. – Już dawno chciałam ci to wyznać. Idę… - głos jej się załamał. – Idę do zakonu. - Co?! – Dawid krzyknął tak głośno, że przestraszył dziewczynę, która cofnęła się o krok. – Dobrze się czujesz?! Nie gadaj głupot! Znowu ktoś ci namieszał w głowie? - Nikt mi nie zamieszał w głowie. Mówiłam ci, że jestem przeznaczona Bogu. - Myślałem, że mnie kochasz, a ty chcesz mnie poświęcić, żeby być zakonnicą?! - Kocham Cię! Bardzo cię kocham. Ale Bóg jest dla mnie najważniejszy – podniosła głowę i spojrzała mu w oczu. - Muszę poświęcić moją miłość do ciebie dla Niego. Bóg to doceni! Moja ofiara jest ogromna i dlatego będzie dla Niego bardzo cenna. - Nie mogę tego słuchać! – Dawid usiadł i ukrył twarz w dłoniach. – Po prostu nie mogę! A co ze mną? Nie pomyślałaś o tym?! - Pomyślałam. Życzę ci jak najlepiej. Na pewno poznasz jakąś fajną dziewczynę – lepszą ode mnie – będziesz z nią bardzo szczęśliwy. A my możemy przecież zostać przyjaciółmi. - Nie chcę być twoim przyjacielem, tylko twoim mężczyzną! Rozumiesz? Mam gdzieś przyjaźń! - Nie mów tak, kochanie! – w oczach Marty pojawiły się łzy. – Zawsze będziesz dla mnie najbliższą osobą. – Nigdy cię nie zapomnę! - A nie wzięłaś pod uwagę tego, że może Bóg nie chce twojej ofiary? – Dawid wstał i mówił podniesionym głosem. - Nie chce, żebyś wstępując do zakonu złamała mi serce i na zawsze unieszczęśliwiła? Żebyś była kimś, kto mu służy, nie bacząc na to, że oparła swoje życie na krzywdzie innego człowieka? - Nie mów tak – dziewczyna otarły oczy wierzchem dłoni. – W ogóle mnie nie rozumiesz! To nie tak. Bóg mnie zna. Tylko on był zawsze ze mną przez te wszystkie lata samotności, zanim poznałam ciebie. Dawał mi się siłę, by żyć. Bóg wie, jak jest mi ciężko i jak bardzo cierpię z tego powodu, że musimy się rozstać. - Mówisz tak, jakbyś była księdzem! Jesteś jakaś nawiedzona czy co?! - Nie jestem nawiedzona, tylko wierząca! - Przemyśl to jeszcze. Proszę cię, kotku – Dawid podszedł do Marty i wziął ją w ramionach. – Nie spiesz się z tą decyzją. Nie podejmuj jej pochopnie! - To nie jest pochopna decyzja. Już rok temu przysięgłam Bogu, że oddam mu swoje życie. Obiecałam mu to przed Cudownym Obrazem w Częstochowie. Wtedy złożyłam postanowienie, że wstąpię do zakonu. - To nieprawda! Powiedz, że to nieprawda! – chłopak chwycił ją za ramiona. - To prawda. Nic ci nie mówiłam, bo wiedziałam, że byłbyś temu przeciwny, ale właśnie kończy mi się roczny postulat u sióstr klarysek. - Jaki postulat?! Co to takiego? - To przygotowanie do rozpoczęcia życia zakonnego. Odbywa się go w stroju świeckim, ale już za klauzurą. Matka przełożona wyjątkowo zgodziła się, żebym przeszła postulat w uproszczonej, złagodzonej formie, dopóki nie skończę szkoły średniej. - To dlatego codziennie biegłaś do klasztoru i nie chciałaś, żebym szedł z tobą?! - Tak. Przepraszam cię, że cię oszukiwałam – spojrzała na niego, ale widząc rozgniewane oczy chłopaka, odwróciła głowę. - Myślałam, że może mi to przejdzie i zmienię zdanie, ale tak się nie stało. - I co teraz? - Od przyszłego tygodnia zaczynam nowicjat, który trwa dwa lata – Marta mówiła bardzo cicho. – Będę chodzić w habicie i białym welonie, a po zakończeniu nowicjatu przyjmę czasowe śluby zakonne. - To znaczy, że w czasie nowicjatu można się wycofać? – Dawid pomyślał, że jest jeszcze nadzieja na odzyskanie ukochanej. - Tak, można, ale nie chcę ci robić nadziei. Nie chciałabym, żebyś daremnie czekał n a mnie, a potem miał pretensję, że zmarnowałam ci dwa lata życia. Uwierz, mnie też jest strasznie ciężko, bo bardzo cię kocham, ale zdałam sobie sprawę, że to Bóg jest dla mnie najważniejszy. - Jak możesz mi to robić?! – oczy chłopaka zalśniły łzami. – Bez ciebie… Bez ciebie… nic nie ma sensu – schował twarz w dłoniach i przez dłuższą chwilę trwał w takiej pozycji, starając się nie rozpłakać. Potem głośno odchrząknął i spojrzał na Martę z miną zbitego, nieszczęśliwego dziecka. – Wiesz, jak się teraz czuję? Jak pies, którego wyrzucili na śmietnik, bo już się znudził. Marta nic nie odpowiedziała i stała nieruchomo, chociaż miała ochotę przytulić chłopaka i pocieszyć. Żal jej było Dawida, ale wiedziała, że muszą się rozstać. Nie mogła się teraz załamać. - Proszę cię, nie zostawiaj mnie! Nie zostawiaj mnie! – chłopak krzyknął rozpaczliwie. – Mam tylko ciebie! Pamiętasz? Obiecywaliśmy sobie, że zawsze będziemy razem! - Przecież cię nie zostawiam, zawsze będziesz mógł do mnie przyjść i porozmawiać… - łzy toczyły się po drobnej twarzyczce Marty. - To nie to samo! Sama wiesz, że to nie to! Nie mogę znieść myśli, że za kilka dni moja dziewczyna będzie chodzić w habicie. Bóg nie może być aż tak okrutny, żeby ukraść mi kobietę, jedyną dobrą rzecz, jaka zdarzyła mi się w życiu! – Dawid otarł oczy. - Bóg nie jest okrutny. Na pewno nie chciałby, żebyś cierpiał i był nieszczęśliwy przez to, że poczułam powołanie do życia w zakonie. Zobaczysz, że szybko znajdziesz pocieszenie. Bóg jest dobry i kocha nas wszystkich. - Tak, jasne! Jakoś tego nie odczuwam! – krzyknął chłopak. - Proszę cię, nie bluźnij! - Jak będziesz się czuła, chodząc w białym welonie, skoro przespałaś się ze mną? No jak?! Przecież nie jesteś już dziewicą! Wcale nie jesteś taka święta i niewinna! - Wiem. I żałuję tego, co zrobiliśmy w górach! – słowa Dawida jeszcze pogłębiły jej rozdarcie między miłością do Boga i do mężczyzny. – Dałam się ponieść nastrojowi chwili i zatraciłam się w twojej obecności. Zawsze będę tego żałować, że wstąpię do zakonu bez zachowania czystości. Nie mogę sobie wybaczyć tej chwili słabości. - Co ty mówisz? Żałujesz tego, co było najpiękniejsze między nami? Jak możesz?! Jesteś okrutna! Nigdy przedtem taka nie byłaś – chłopak odszedł od Marty, stanął przy oknie i odwrócił się do niej plecami. - Proszę cię, nie odwracaj się do mnie tyłem! – dziewczyna przestała już ocierać obficie płynące łzy. – Nie to chciałam powiedzieć. Było mi wtedy z tobą bardzo dobrze. Ale jako przyszła zakonnica nie powinnam tego robić. To nie mogło się podobać się Bogu i teraz mam poczucie winy. - Wiesz, co ci powiem? – Dawid stanął przed dziewczyną blady ze złości wymieszanej ze smutkiem. – Mam dosyć ciebie i twojego Boga, który jest zły, bo zabiera mi moje szczęście! Noga moja więcej nie postanie w kościele! To przez ciebie! Jeszcze nie jesteś zakonnicą, a już masz na swoim koncie jednego zatwardziałego grzesznika, który nigdy się nie nawróci! Wyjazd do Częstochowy to był największy błąd w moim życiu! Żałuję, że cię poznałem! Przypatrz mi się dobrze, bo jeśli nie zrezygnujesz zakonu - więcej mnie nie zobaczysz! Przysięgam! Wybiegł z domu, trzaskając drzwiami. Zostawił ukochaną zalaną łzami i przygryzającą palce z rozpaczy. Sam również płakał jak jeszcze nigdy w życiu.

*****

Powiedzieć, że Dawid załamał się po rozmowie z Martą byłoby niedomówieniem. Chłopak po prostu stracił wszelką motywację do życia. Wpadł w taką rozpacz i apatię, że przez dwa dni nie wychodził z wynajmowanego przez siebie pokoju, nic nie jedząc i leżąc na tapczanie ze wzrokiem utkwionym w sufit. Czuł się tak, jakby właśnie przegrał swoje życie. Stracił jedyną rzecz, jaka była dla niego ważna. Nigdy by się do tego nie przyznał, ale on, dziewiętnastoletni młodzieniec, wylał morze łez, płacząc jak małe dziecko nad swym nieszczęśliwym losem. Marta zabiła jego miłość! Jego życie nie ma już sensu. Jedyna osoba, na której mu zależało, odrzuciła go! Wszystko, co było między nimi, nie miało dla niej znaczenia. Okłamywała go mówiąc, że go kocha. Bezgranicznie jej zaufał, a ona go zdradziła. Zamiast mężczyzny z krwi i kości wolała kogoś bezcielesnego, kryjącego się pod pojęciem Bóg! Nie, to nie jej wina! To Bóg zabrał mu kobietę! Odbił ją,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
NAJWAŻNIEJSZY — czytnik · opowiadania