Hobby · 4 min czytania
Największy woreczek strunowy świata
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przerażony obserwowałem grupkę dobrych znajomych, z którymi razem mieszkam od dawna. Grzesiek, Anka, Marta z koleżanką, babcia oraz mama Marcina – nie zważając na różnice wieku i kondycji, ustawiali się w pionowej figurze akrobatycznej. Panicznie stawali na swych głowach i powstrzymywali drżenie rosnącej wieży. Niczym wielopokoleniowa cyrkowa rodzina, którą przecież nie byli. Jako ostatnia została dostawiona babcia Marcina. Krucha staruszka na żywym pomniku. W głowie kotłowało mi się pytanie. Dlaczego oni to nam robią?!
Z drugiej strony i tak mieliśmy lepiej, niż pionki z Shoguna. Krążyły o nich legendy. Podobno większość ginęła w męczarniach przy pierwszym wrzuceniu do maszyny losującej. A potem ich martwe ciała były mieszane z żywymi i ponownie ... stop - tak naprawdę nie wierzyłem w te opowieści.
Wydawało mi się już, że babcia Marcina jest bezpieczna i wróciłem do szacowania z twarzy graczy, czy zamierzają użyć nas dziś ponownie, czy też może w końcu wrócimy do domu. Mieszkam w Santiago, w pierwszym szeregowcu od prawej strony. Jest tam ciasno. Tak bardzo, że kilka osób musi kłaść się na innych. Zmieniamy te osoby cyklicznie i zawsze na to czekam. To bardzo przyjemne. A dziś była moja tura i nie mogłem się doczekać.
Nagle huknęło. Psychodeliczny gracz przywalił w babcię Marcina drewnianym drągiem! Przysięgam, sam nie mogłem w to uwierzyć. Dziewczyny poleciały na planszę. Kątem oka zobaczyłem, że Grzesiek oszołomiony stoi w miejscu. Ale przede wszystkim ta biedna staruszka spadła i nieprzytomna turlała się w moją stronę z niesamowitą szybkością. Dotkliwie wpadła na mnie i przekazała cały pęd. Leciałem wprost na krawędź stołu.
Jeśli woreczki…