Inne · 7 min czytania
NAKRĘTKI
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Weszła trzymając dwie torby, wypełnione zakupami. Zamknęła drzwi nogą pchając drewnianą płaszczyznę, jeszcze kilka kroków i postawiła wszystko na stole w kuchni. - Tadeusz – zawołała zdejmując cienkie, skórkowe rękawiczki. Obejrzała się rozpinając płaszcz. - Tadeusz – powtórzyła z naciskiem. - Idę, idę – odpowiedź dobiegła z wnętrza toalety. Po chwili coś się poruszyło, brzęknęła klamra od paska i zaszumiała z łomotem spuszczona woda. - Idę malutka, idę – powtórzył mężczyzna wysuwając się przez szparę pomiędzy framugą, a uchylanymi drzwiami. Poprawił spodnie i koszulę, potem zrobił kilka kroków w kierunku, skąd dobiegało wołanie. - Idę, idę – powtórzył. - Myłeś ręce? – Usłyszał na powitanie i zobaczył płaszcz. - Powieś na wieszaku. - Tak jest, złotko – odebrał, co podała, a także szal oraz nieduży kapelusz. - Tylko nie upuść, jak ostatnio. - Tak jest, złociutka. - I umyj ręce. - Tak jest. Przeszedł korytarzem, wspiął się na palce by dosięgnąć szczytu wieszaka, zahaczył płaszcz o wystający kołek, potem narzucił szal. Rozejrzał się uważnie, potem podskoczył rzucając kapelusz ślizgiem. Niestety, nie trafił w wieszak i wirujące nakrycie głowy odbiło się spadając na podłogę. Syknął i znieruchomiał. - Czy znowu nim rzucasz? – doleciało z kuchni. - Ależ nie, skarbie – odpowiedział błyskawicznie podnosząc jeszcze drgający kapelusz. - Ktoś dzwonił? - Nikt – mruknął otwierając drzwi do łazienki. Umył dokładnie ręce aż do łokci, wytarł i powrócił na korytarz. Skierował się w stronę kuchni i przechodząc obok wieszaka zanurzył na krótko nos w płaszczu. Pachniał perfumami i jesiennym wiatrem. Wchodząc do kuchni starał się jak najmniej człapać. - Tadeusz, podejdź – zobaczył stojącą przy stole Madzię wyjmującą zakupy z dużych toreb. - Kupiłam więcej wody mineralnej. - Będziesz się w niej myła? Postawiła jedną z butelek na stole i zacisnęła palce na nakrętce. - No, pomóż mi. Nie mogę ruszyć – powiedziała sapiąc. - Już kochanie. – Podszedł do niej od tyłu i mocno złapał na wysokości bioder. - Co robisz? – Zapytała z nutką zalotności. - Trzymaj mocno nakrętkę, a ja spróbuję obrócić tobą – odpowiedział zdecydowanie ściskając Madzię w pasie z całej siły. Poczuła napływ cofniętego powietrza do krtani. - Udusisz! – Krzyknęła oswobadzając się. Odskoczył zdziwiony. - Nie pomogło? - Sam odkręć - wsunęła butelkę w jego dłonie. Sapnął, zacisnął palce. Butelka chwilę trzeszczała, aż w końcu nakrętka obróciła się, a on tryumfalnie uniósł ją nad głowę. - Proszę, to dla ciebie. Czy postanowiłaś zbierać nakrętki? - Nie ja, ale sąsiedzi – mówiła wolno, mrużąc powieki. - Sąsiedzi? - Tak, ci z pod dziewiątki. Spotkałam dzisiaj jego. Ma rozległe plany. - To ten wysoki i chudy jak kij? - Tak, to ten. Oczywiście, wcale nie jest aż taki chudy, raczej szczupły. Jego żoną jest blondynką, wymalowaną jak nieboskie stworzenie. - Wymalowaną? Uważam, że maluje się delikatnie i z umiarem, starając się wyłącznie podkreślić własne walory. - Jej walory, to widać zanim pojawi się właścicielka. Ledwie mieszczą się w staniku. Jak mawiacie wy, mężczyźni, ma duże niebieskie oczy. Chrząknął. - Sąsiad powiadomił mnie, że rozpoczyna z żoną akcję zbierania nakrętek od plastikowych butelek. Prosi nas o włączenie się i rozpropagowanie. Za nakrętki, chcą kupić jakiś wózek. Chrząknął jeszcze raz. - Ależ kochanie - zaczął bardzo nieśmiało - akcja z nakrętkami została już dawno zakończona. Pani Ania.. Przerwała stukając otwartą dłonią w blat stołu. - Co pani Ania, co pani Ania - zaczęła