Fantasy · 10 min czytania
Namiastka Dobra
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Diabeł stanął na skraju przepaści. Kilka skrawków ziemi oderwało się od urwiska i spadło w czarną mgłę. Rogaty przymkną oczy i westchnął, słysząc ryk germańskiego oprawcy, gdy drobne kawałki przeniknęły do palących czeluści Piekła. Czarna powierzchnia mgły zabłysła nagle pomarańczowym światłem, które po chwili skupiło się w jednym miejscu i słupem ognia wystrzeliło spomiędzy pyłu, zwalając diabła z nóg swym pędem. Nagle ogień rozprzestrzenił się z sykiem kilka metrów nad urwiskiem, jakby po gładkiej powierzchni szkła, natrafiwszy na podniebną barierę. Jak gwałtownie ogień się pojawił, tak samo gwałtownie zapadł się w sobie, pozostawiając tylko echo krzyków potępieńców, które szybko ucichło. Diabeł patrzył na całą scenę przymrużonymi oczami, osłaniając twarz przed gorącem, ale z dystansem – ogień i wrzaski były chlebem powszednim w Piekle. Podniósł się niezdarnie i z wysiłkiem, albowiem, mimo iż nie był potępieńcem, a potępiającym i zadającym karę, ból, który widział na co dzień przeszywał jego włochatą skórę i postarzał wnętrzności. Rogaty znów stanął na krawędzi urwiska, uważając tym razem, by nie naruszyć jego konstrukcji. Jego uwagę zwrócił cień, który nagle pojawił się po drugiej stronie przepaści. Cień miał kształt dziewczynki i lewitował nad piaszczystą powierzchnią, unosząc się lekko i opadając. Mimo że nie miał oczu, diabeł wiedział, że na niego patrzy. Niemal nieruchomo wpatrywali się w siebie przez chwilę. Nagle cień dziewczynki zawirował wesoło, a z Nieba wypłynął strumień światła. Cień obejrzał się za siebie z niepokojem i szybko wszedł w światło, które uniosło go, oddając mu kolory – dziewczynka miała na sobie błękitną sukienkę, a jej jasne włosy splecione były w dwa warkocze związane kolorowymi wstążkami. Dziewczynka uśmiechnęła się do diabła i pomachała mu unosząc się coraz wyżej, ale on jej nie odmachał. Skupił wzrok na pobojowisku, wytworzonym przez inne cienie pchające się w strumień światła – były agresywne, a ich ryki i piski unosiły się wysoko ponad urwisko. Sprawiały sobie nawzajem ból, bo każdy z nich też chciał znaleźć się w wąskiej stróżce światła i unieść się do Nieba, ale gdy dziewczynka zniknęła w mlecznobiałych chmurach, światło zaczęło blednąć, aż zostało po nim tylko wspomnienie, a cienie wydały z siebie głośny skrzek i zapadły się w sobie. Diabeł był właśnie świadkiem rzadkiego zjawiska – przejścia zagubionej duszy z Czyśćca do Nieba. Jeszcze przez chwilę wpatrywał się w pustą przestrzeń, pozostawioną po cieniach, a potem w mgłę unoszącą się nad urwiskiem – Niebo. W miejscu, w którym stał zazwyczaj odbywał się Sąd Ostateczny – Bóg zstępował z Nieba, a Szatan przybywał z Piekła, by wspólnie osądzić przybyłą duszę. Gdy jej przewinienia były zbyt wielkie, by znaleźć się w Niebie albo w Czyśćcu, zostawała strącana w dół przez Lucyfera. Gdy szła do Czyśćca, Bóg tworzył most nad przepaścią, po którym, niechętnie, przechodziła na drugą stronę, tracąc powoli kolory, a gdy już była całkowicie ciemna inne cienie wciągały ją w głąb Pokutniczej Krainy. A gdy cień cierpieniem odkupił swe winy działo się to, czego przed chwilą doświadczyła dziewczynka. Gdy dusza była czysta bądź prawie bez skazy, Bóg strącał samego Szatana z urwiska, brał ją za rękę i tak razem wstępowali do Nieba. Rogaty skulił się i obejrzał za siebie – na drogę, z której przyszedł. Odczekał chwilę, nadstawiając uszu, słuchając, czy nikogo nie ma w pobliżu. Dochodziły do niego tylko głośne krzyki i jęki potępieńców z Piekła i nieco stłumione z Czyśćca. Włożył, więc rękę pomiędzy sztywne futro na piersi i w zaciśniętej pięści wyciągnął, spomiędzy poklejonych smołą włosów, kulkę. Na pierwszy rzut oka nie było w niej nic wyjątkowego, oprócz wydobywającego się z jej wnętrza jasnoniebieskiego światła. Jednak już po tym pierwszym rzucie oka trudno było od niej oderwać wzrok, mimo że oczy napełniały się łzami i szybko czerwieniały i zaczynały szczypać przez intensywność światła. Mała kulka była niewyobrażalnie piękna dla obserwatora i zdawało się, jakby jej blask tchnął urodę we wszystko, na co padał. Jakby rzeczywistość była tylko cieniem, a owa kulka rozpraszającym go i ogrzewającym świat słońcem. To było Dobro, a właściwie Jego namiastka, którą diabeł skrywał pod sercem, ukrywając przed innymi potępiającymi i samym Lucyferem. Diabeł patrzył na swoją dłoń – normalnie czarną i popękaną, a teraz jasną i ludzką – oświetlaną zimnym blaskiem ze łzami w oczach, które nie były wywołane bólem. Żal, który odczuwał z powodu tak rzadkiej możliwości oglądania owej namiastki Dobra, zalewał jego, mogłoby się wydawać, zwęglone serce. Ale mimo tego, że nie mógł jej widzieć na co dzień ani pielęgnować w…