Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 8 min czytania

Narkomański szał

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jacek przeprowadził się do kamienicy przy Starym Kleparzu kilka miesięcy temu. Podobnie jak ja był lokatorem mieszkającym za cichym i stosunkowo nie kosztownym porozumieniem z właścicielem kamenicy, gdzie zajmowaliśmy pomieszczenia piwniczne. Brudny, zimny, pełne szczurów kilka pomieszczeń po 15 metrów kwadratowych. Prowizoryczne ubikacje i podmontowane kuchenki przyprawiały o mdłości. Nikt z kilku lokatorów piwnicznych, jak sam nas nazwałem, nie wiedział co robi drugi i chyba nie chciał wiedzieć. Zwykle byli to mieszkańcy tymczasowi, którzy po tygodniu wyprowadzali się. Zwykle ćpuny, menele i młodociani uciekinierzy. Oprócz smrodu i okropnego, niekończącego się zimna mieli zapewnione jedno: nikt nie pytał kim są. Codziennie z pogardą słuchałem ciągłego kaszlenia, wdychania i tłuczących się butelek. Z nożem pod poduszką czekałem dnia następnego, bo dla mnie życie zaczynało się z samego rana,a kończyło późnym wieczorem. Wieczorem prosto z centrum pięknego Krakowa wchodziłem w strefę, która przypominała rynsztok. Nie, ona była rynsztokiem. Te połączenie zabytkowości centrum, z jego “piwniczną” częścią, zawsze mnie zajmowało, zawsze zastanawiałem się, jak nie widzą tego bezmyślni turyści i pędzący za kasą krakusi. Codziennie myślałem o tym, że prawdziwy świat jest na zewnątrz, że życie zaczyna się rano, by wiecznie czuć tylko nienawiść do mojej cholernej piwnicy. Na tle pseudo współlokatorów, jawiłem się jako absolutny dziwak, który musi kryć w sobie straszną tajemnicę. Schludnie, choć biednie ubrany, wiecznie zaczytany w książkach i regularnie o stałych porach wybiegający na uczelnie, by oddychać wiedzą. Tak, studia i wiedza to było coś czemu poświęciłem życie, jedyna rzecz, która mogła odrzucić myśli depresyjne i hamować najgorsze instynkty leżąc w ciasnym pokoju. Tylko dla studiów odrzuciłem pracę , zarobki, stary rodzinny dom, by móc inaczej patrzeć w przyszłości, by stać się kimś. Mając jedynie rentę po zmarłym ojcu, mieszkanie w piwnicy było w moim ówczesnym przekonaniu jedynym wyjściem z sytuacji. Koledzy na uczelni nie mogli zrozumieć dlaczego tak zakuwam, dlaczego zawsze jestem przygotowany, mimo iż zawsze robię wszystko by nie wracać do “domu”. Byłem pewien swojej przewagi. Widziałem cel i byłem w stanie za niego wszystko oddać. Nic dla mnie nie liczyło się oprócz zwycięstwa w uczelnianej batalii. Potem miało nastąpić prawdziwe życie.

Tydzień temu w jednej z piwnic wybuchła awantura; dwóch nowych lokatorów było tak żądnych kolejnej działki, że chętnie pozabijaliby nas, byśmy je odstąpili. Jacek- jeśli to jego prawdziwe imię- wracał właśnie do siebie z wspólnegej ubikacji, gdy podeszli do niego z “tulipanem” w ręce. Zastałem tą sytuację właśnie wracając z uczelni. Jak wspomniałem, byłem jednym z nielicznych stałych lokatorów, właściciel miał do mnie jako takie zaufanie, jeżeli można mówić o takim pojęciu w przypadku mieszkańców piwnicznych, kazał mi więc zgłaszać co bardziej krewkich współmieszkańców. Może zresztą mówił to każdemu. Nie ważne. Ważne było, że ani ja, ani właściciel nie chcieliśmy tu kłopotów i właśnie myśl pobiegnięcia do niego była pierwszą, która przyszła mi do głowy. Nigdy wcześniej nie skorzystałem z tej opcji mieszkalnego pakietu, ale wydawał mi się to jedyny bonus, jedyny luksus życia obok tych popaprańców. Nie zdążyłem się nawet odwrócić, gdy jeden z dwójki narkomanów stał przy mnie drżącą ręką nacinając mi szkłem szyje. Nie wiem czy z powodu adrenaliny, czy narkotykowego głodu, nie potrafił powstrzymać drżenia rąk, więc co rusz ocierał się mocniej o moje gardło, wrzeszcząc i plując mi przy tym do ucha. Z strachu byłbym w stanie oddać wtedy wszystko: pieniądze, działkę, wszystko…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Narkomański szał — czytnik · opowiadania