Fantastyka · 17 min czytania
NARODZINY
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
NARODZINY
Począłem się z jaja. I to z takiego, które macie na myśli. Nie wierzycie, prawda? Dobrze, więc przedstawię wam moją historię. Widzieliście kiedyś strusie jajo? Moje życie zaczęło się właśnie w czymś takim. I nie ukrywam, że taki był początek i wielu z was. Tak. Dowiedziałem się o tym w bardzo szczególny sposób. Dowiedziałem się tego… umierając.
Jak wygląda umieranie? W każdym przypadku na pewno inaczej. Dla mnie zaczęło się przebudzeniem i spojrzeniem w sufit. Wokół było biało, sterylnie i roznosił się ostry zapach środków dezynfekujących. I nie wiem skąd docierał do moich uszu cichy rytmiczny dźwięk. Pi, pi…Pi pi…wyższe i niższe tony połączone z odgłosem przypominającym głębokie i szybkie oddychanie. Nie widziałem jednak całej sali, moja głowa była ciężka i nie mogłem jej unieść ani obrócić na bok. Próbowałem sobie wyobrazić, co też takiego szczególnego dzieje się wokół mnie i czym są te odgłosy, które rozbudziły moja ciekawość? Jestem jeszcze spokojny, chociaż nie wiem co się ze mną dzieje i jakie wydarzenia sprawiły, że jestem właśnie tutaj. Tutaj? Czyli gdzie? Przecież dokądś bardzo się spieszyłem! Przypomnienie tego faktu( chociaż nie wiedziałem jakiego) sprawiło, że naraz chciałem się stąd wydostać, coś czego nie wykonałem a powinienem za wszelką cenę, było dla mnie niezwykle ważne! Zrobiło mi się gorąco, pojąłem, że coś bardzo ogranicza moje ruchy. I nie chciałem dłużej przebywać w tym zniewoleniu. Napiąłem mięśnie do granic wytrzymałości, próbując podnieść się i powiedzieć ludziom których zobaczę, to co o nich myślę. Pi,, pi, Pi, pi nagle zamieniło się w inny dźwięk….uuu…. Domyśliłem się co oznaczało Pi, pi i co teraz oznacza uuu… Ale było już za późno, aby się uspokoić i wyciszyć umysł. .Zobaczyłem przed oczami czarne mroczki, głębokie oddechy ucichły, usłyszałem jeszcze wulgarne przekleństwo i przez narastającą mgłę dostrzegłem młodą atrakcyjną pielęgniarkę. -Doktorze, ten facet nie oddycha!? Mężczyzna miał potargane włosy nierówno zapięty fartuch, ale zachował maksimum spokoju i sięgnął po wiszący defibrylator. Przenośne urządzenie jednak nie chciało zaiskrzyć i zabuczało sygnałem awarii. -Cholera! Co za złom! Siostro! Masaż serca!- krzyknął. Ujrzałem teraz bliżej, tą młodą pielęgniarkę w rozpiętym fartuchu. Jak gdyby przed chwilą dopiero co go założyła i nie zdążyła jeszcze zapiąć. Miała duże piersi, które wyłaniały się z pod bieli. Zaczęła miarowo uciskać moją klatkę piersiową próbując przywrócić bicie serca. Jej piersi falowały, unosiły się i opadały w rytm jej dynamicznych ruchów. Raz, dwa, trzy, cztery pięć….i słodki oddech w moich płucach. Starała się całą swoją energią przywrócić mi pracę serca. Szkoda, że nie widziałem wszystkiego dobrze, mój wzrok tracił coraz bardziej ostrość. I coś sprawiało, że się oddalałem w nieznanym mi kierunku. Jak gdyby mój umysł oddzielił się od ciała i rozpoczął daleką wędrówkę. Coraz dalej i dalej, do pewnego obcego mi miejsca. -Tracimy go!- dotarło do mnie w ostatniej chwili czyjeś zawołanie.
Nagle zrobiło się zupełnie ciemno a po krótkiej chwili pojawiło się światło, wypełniając przestrzeń wokół mnie. Nie wiedziałem zupełnie co się dzieje, czułem tylko że przekraczam bramę, miedzy życiem a śmiercią. Podobno w takiej chwili widzi się tunel a na jego końcu światło. Nie było jednak żadnego korytarza, ani skrzydlatych, aniołów i nie miałem poczucia, że rozpocząłem wędrówkę tylko w jedną stronę. W moim przypadku jaskrawy blask wyostrzył się i równomiernie rozszerzył pole widzenia. Zobaczyłem nieznany krajobraz obcego miejsca z niewielkiej wysokości. Tkwiłem zawieszony w powietrzu nie będąc niczym więcej jak tylko myślą. A może mnie wcale tam nie było a tylko pozwolono być niewidzialnym obserwatorem? W każdym razie nie odczuwałem swojego ciała, miałem wrażenie posiadania jedynie umysłu, który i tak wystarczał do przeżywania wrażeń i odbierania bodźców otoczenia. Wpatrywałem się w szeroką piaszczystą plażę, oblewaną spokojnymi falami. Odczuwałem ciepło słońca i chłodny wiatr od morza. W pierwszej chwili wydawało się, że miejsce jest puste, odludne zapomniane przez czas i życie. Ale to była złudna ocena, gdyż nagle przede mną wszystko ożyło. Dostrzegłem jak spod nagrzanego słońcem sypkiego piasku, zaczęło się coś bardzo ruchliwego wynurzać. I nie było by w tym widoku może nic dziwnego, gdyby nie to, że były to ludzkie noworodki. Nie żółwie, które w ten sposób przychodzą na świat, ale ludzkie dzieci. Jakby w taki a nie inny sposób, odbywał się tajemniczy akt narodzin. Usłyszałem również nawołujący płacz. Dzieci domagały się czułej opieki, matczynej piersi wypełnionej mlekiem i ciepłego przytulenia ich ramion. I zwinnie raczkując zaczęły, brnąć w stronę brzegu morza, jak gdyby tam czekało na nich to wszystko, czego w tej chwili pragnęły. Było ich całe mnóstwo, dziesiątki a może nawet setki na przestrzeni kilkuset metrów aż po odległe skały. Piaszczysta plaża nadal była w ruchu, na piasku wciąż tworzyły się niewielkie dołki w których pojawiały się niekształtne, pomarszczone główki. Maleńkie dzieci spieszyły do wody, jak gdyby to ona była ich przeznaczeniem i tylko tam mogły odnaleźć bezpieczeństwo. Lecz na niebie, zwabiona ich piskliwym płaczem, pojawiła się gromada czarnych drapieżników, które złaknione świeżego mięsa dla swych piskląt w gniazdach, wpatrywała się łakomie w ziemię. Miały długie krzywione dzioby, ostre pazury i z uwagą wybierały swoje przyszłe ofiary. A w oddali na kamiennej plaży stały młode kobiety. Jeszcze przez chwilę nie świadome tego, co zaczęło się dziać. I nagle coś wzburzyło ich spokój. Spojrzały w stronę miejsca, które trudno było wyraźnie dostrzec i cokolwiek stamtąd usłyszeć. I nie czekając na niczyje przyzwolenie, zostawiły swoje wiklinowe koszyki pełne ryb i rzuciły się do biegu w stronę, skąd zaczynało je coś przywoływać. A za nimi i inne, te zza drzew lasu z pobliskiej wioski i wszystkie z krzykiem nadziei na ustach. Młode mamy tych niemowląt zwabione głosem swych dzieci biegły teraz ile sił w nogach, aby zdążyć ocalić swoje dzieciątka. Dzieci płaczą, nawołują, ale nie mogą czekać, coś pcha je w stronę morza i nie mają wpływu na to, by ich malutkie rączki i nóżki skierowały się w inną stronę. Upływają cenne sekundy, minuty, czas nie chce się dla nikogo zatrzymać i okazać swą łaskawość. W końcu pierwsze matki, rozpoznają bezbłędnie swoje niemowlaki i przytulają do nabrzmiałych piersi, ukradkiem ocierając łzy radości. Są szczęśliwe. Ale nie wszystkie mogły liczyć na uśmiech losu. Większość mam nie odnajduje od razu swoich dzieci. Biorą na ręce nie swoje pociechy a te gryzą ich sutki i płaczą jeszcze głośniej. Kładą je wtedy na powrót na piasku i wsłuchują się w płacz innych dzieci, próbując wyłowić ten jedyny dla nich rozpoznawalny dźwięk. Inne są jeszcze daleko. Zbyt późno usłyszały głos, były zajęte pracą dla dobra społeczności wioski. Te mają coraz mniejsze szanse na to, by ten dzień był dla nich dniem szczęśliwym. Biegną co sił, potykają się o leżące na plaży muszle i kamienie, upadają kalecząc sobie dłonie, ale na nowo zrywają się do biegu, póki słyszą w myślach głos swojego niemowlęcia. Z tych kobiet nie wiele zdąży na czas, zanim ich wyskrobki nie dotrą do pierwszych fal morza, które zabiorą je ze sobą. Te maluchy jeszcze przez pewien czas kołyszą się na falach, unoszą swe wątłe ciało, próbując miedzy haustami słodkiej wody wypłakać słowo „mama” Ich nóżki i rączki coraz wolniej machają zmagając się z morską otchłanią a potem nikną w głębinie. Niektóre mamy dotarłszy do plaży dzieciątek, słyszą jeszcze głos swych maluchów, dobiegające je z morskich fal. Rzucają się wtedy za tym płaczem do wody i płyną przed siebie coraz dalej i dalej widząc przed sobą dziesiątki małych niemowląt walczących o to by utrzymać się jak najdłużej na powierzchni. Ale wiele z nich ma już grube brzuszki i nie wyciągają już swych rączek radośnie do przodu. Nie zmagają się z falami i nie czekają na swoje mamy, krzykiem oznajmiając swoja obecność. Nie wiele z nich poczuje ciepło, które rozpozna i uspokoi się w opiekuńczych ramionach. Fale morza zabierają małe