Romans · 17 min czytania
Narodziny, rozdział I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- To się chyba nigdy nie zmieni-powiedział na głos zdegustowany mężczyzna, wychodząc z toalety. Starał się wytrzymać, ale kurwa! Ile można? Jechał już 3 godziny w napchanym do granic możliwości pociągu. Jedna toaleta na to całe, spocone bydło. Nie było nawet miejsca, aby porządnie podrapać się po dupie czy też poprawić bokserki, które od potu przyklejały się w najmniej wygodne miejsca. Do tego ta toaleta i ten smród, przez całe swoje życie nie widział porządnego kibla w pociągu. Okej, nigdy nie zdarzyło mu się podróżować chociażby Inter Regio, ale to nie zmienia faktu, że sracz powinien być w każdym pociągu. On sobie poradzi ale szczerze współczuł kobietą. Całe życie przejeździł w osobówkach. Było tanio i nawet szybko. Zbliżało się Euro a kolej najwidoczniej wychodziła z założenia, że ludzie będą grzecznie siedzieć na tyłkach nie wchodząc do tej otchłani smrodu i problem sam się rozwiąże. - Przepraszam, przepraszam, przepraszam… - i tak w kółka aż do miejsca w którym zostawił swój bagaż. A ludzie? Gdyby spojrzenie mogło zabijać, padłby już przy pierwszej próbie przeciśnięcia się. Każdy walczył o swój skrawek podłogi jak o Jasną Górę. On sam miał gdzie siedzieć, a to tylko i wyłącznie dlatego, że przyszedł półgodziny wcześniej, wiedząc, że pociąg przyjeżdzający z Gorzowa jest tym samym, które go do niego zawiezie. Czemu ludzie muszą robić wszystko na ostatnią chwilą? Wystarczyło, że zrezygnowaliby z kilku minut siedzenia przed FB albo telewizorem – Zadał sobie to pytanie po raz enty. Pociąg odjeżdżał o godzinie 18.50, ludzie zaczęli zbiegać się i upychać jak sardynki o 18.45. W pewnym momencie zaczęły się kłótnie, przepychanki, ktoś zagroził, że wezwie Policje, jakiś desperat próbował upchać swój rower – tak było zawsze, typowy, weekendowy powrót do domu i zamiast odjechać planowo, wyruszyli z 10 minutowym opóźnieniem, ponieważ ci którzy nie weszli nie chcieli pogodzić się z myślą, że muszą czekać dwie godziny na kolejny pociąg. Life is brutal – powtórzył kolejny raz swoje ulubione powiedzenie, dochodząc do swojego, nagrzanego od słońca, miejsca. Przecisnął się przez torby, które zamiast leżeć na górnych półkach, walały się u stóp pasażerów, zabierając cenne miejsce i utrudniając przejście. Na całe szczęście, mężczyzna miał długie nogi i bez większych problemów pokonał tą przeszkodę. W końcu doszedł do upragnionego miejsca, cały spocony i zmęczony jak po przebiegnięciu kilometra. Usiadł ciężko, przygniatając skrawek sukienki pani siedzącej obok. Przeprosił kiwnięciem głowy, poprawił swoje zielono białe szorty, aby nie uwierały go zbytnio, nałożył swoją siwo-białą czapkę z daszkiem na głowę, udając, że śpi żeby zwracać uwagi na pełne nienawiści spojrzenia, że to właśnie on siedział a nie kto inny. Podróż pociągiem, różniła się znacząco od tej w komunikacji miejskiej. Tutaj nie było żadnych zasad, oprócz jednej. Kto pierwszy, ten lepszy. Nie liczyło się to, że nad dzieciakiem stoi zdyszana babcia, która lada moment zemdleje. Miała ona po prostu pecha, że nie załapała się na żadne miejsce. Co gorsza, ludzie to akceptowali, nikt nie komentował zachowania młodego człowieka, ponieważ każdy, w głębi duszy wiedział, że uczyniłby podobnie. Właśnie dlatego dobrze było mieć czapkę z daszkiem, opuszczoną na oczy, aby nie widzieć tych wszystkich groteskowych sytuacji. Niektórym mogłoby się wydawać, że nakrycie głowy ma pozwolić zasnąć, chroniąc od promieni słonecznych, wdzierających się do przedziału, rozgrzewając wszystkich do czerwoności. Ale nic bardziej mylnego. W taką pogodę po prostu nie dało się zasnąć. Mimo, że się siedziało, to z czoła spływały stróżki potu, plecy były mokre jak po dobrym, koszykarskim meczu. A wspomnienia, oj tak, te miały największe pole do popisu…
- Cześć kochanie! – Powiedział młody, wysoki mężczyzna. Jego włosy a raczej to co zostało, skrywał skrzętnie pod czapką, z którą prawie nigdy się nie rozstawał. Lekki zarost zdobił jego twarz, lubił ten styl – nieogarniętego chłopaka, z kilkudniowym zarostem. Nigdy nie przepadał za zgrają wyżelowanych frajerów, latających na solarium i golących nogi co pewien czas. To mieli być mężczyźni? Prędzej popierdółki jakieś. Nigdy jakoś szczególnie nie przywiązywał uwagi do swojego wyglądu. Ubierał się w rzeczy, w których było mu wygodnie. Nie zwracał uwagi na panujące trendy, tylko na to, aby podobać się sobie samemu. W końcu to właśnie w życiu jest najważniejsze, żeby akceptować siebie i czuć się z tym dobrze. - Cześć – głos ten z pewnością nie był przepełniony tym samym entuzjazmem. Chłopak zawahał się na moment – wchodzisz czy nie? – znów ten ton, jak gdyby chłopak był winny wszystkim cierpieniom na świecie. - Już, tylko buty ściągnę – W domu tym, obowiązywała dość powszechna zasada, że obuwie ściąga się na korytarzu i zostawia na nim. Co rodzina to obyczaj. - Daj spokój, wchodź – warknęła. Ubrana była w różową bluzeczkę z dekoltem. Oj tak, lubiła chwalić się swoimi piersiami, mimo, że nie były specjalnie duże to i tak za każdym razem chłopak nie mógł oderwać od nich wzroku. Dla niego była piękna, zawsze, w każdej sytuacji. Byli już ze sobą 5 lat a ona w dalszym ciągu wywoływała ten sam uśmiech na jego twarzy i przyspieszone bicie serca. Posłuchał się swojej dziewczyny, nie chciał w końcu się narażać. Widać było, że coś się stało. Zresztą jak zawsze. Wszedł więc do mieszkania w rozsznurowanych butach. Pochylił się do swojej o głowę niższej dziewczyny, aby ucałować ją w policzek. Ta tylko się odsunęła i skomentowała całą sytuację tak: - Daj spokój, ściągaj buty i chodź do pokoju – w tym momencie dało się słyszeć ciche prychnięcie. Był to ojciec Magdy – bo tak właśnie nazywała się jego dziewczyna. Był to dobrze zbudowany mężczyzna z pokaźnym bojlerem, którego się nie wstydził. Relacje chłopaka i rodziców Magdy nie były dobre, głównie przez nią samą. - Dzień dobry – powiedział chłopak w stronę Ojca swojej dziewczyny, wyciągając przy tym dłoń, aby ją uścisnąć. Uczono go zawsze, że mężczyznę poznaję się po uścisku dłoni. Zdradził mu ten sekret jego trener. Wskazówkę tą wziął sobie do serca. Tak więc uścisk był pewny i silny, ukazujący pewność siebie a zarazem szacunek. - Dzień dobry – odpowiedział Pan Władek z przyjaznym uśmiechem na twarzy – znów nie dała ci ściągnąć butów? – Łukasz nie znosił tych momentów. Nie wiedział co odpowiedzieć ani jak się zachować. Czy zostawić buty i pójść do pokoju swojej dziewczyny? Czy może wziąć je i wynieść na korytarz? - E no tak, wie Pan, kobiety… - ze zmieszanym wyrazem twarzy spojrzał jeszcze raz ojcu prosto w oczy, gdy ten skwitował jego odpowiedź kiwnięciem głowy, obrócił się na pięcie i skierował do pokoju swojej dziewczyny. Czekało go jeszcze jedno wyzwanie. Mianowicie matka Magdy. Głównie to z nią kłóciła się jego dziewczyna, często o byle gówno, Łukasz tego kompletnie nie rozumiał. - Dzień dobry – przywołany sztuczny uśmiech, że niby lubi ich i za nimi przepada. Tak go wychowano, aby okazywać szacunek innym, jeśli oni okazują go tobie. - Dzień dobry – odpowiedziała matka, zajmując się młodszą siostrą Magdy, Martynom. Łukaszowi podobał się fakt, że Magda jest od niego młodsza o rok, tak samo jak Martyna od jego brata - Marka, który miał osiem lat. Kolejną ciekawą sprawą, było to, że zarówno w przypadku Magdy jak i jego, różnica między rodzeństwem wynosiła 15 lat. Chłopak odbierał to zawsze za dobry znak, za przesłanie, że to musi być ta jedyna z którą spędzi resztę życia. Po ubiorze matki i Martyny łatwo było wywnioskować, że szykują się na dwór. Oznaczało to dość ważną rzecz – zostanie sam ze swoją dziewczynom w domu, ponieważ Pan Władek zawsze wybierał się na rodzinne spacery. Muszę szybko załagodzić sytuację i dowiedzieć co się stało – pomyślał Łukasz, licząc na małe co nieco pod nieobecność rodziców dziewczyny. Nie marnując czasu, od razu przeszedł do rzeczy, gdy tylko drzwi pokoju zamknęły się za nim. Znał Magdę i wiedział, że nachalne wypytywanie się o to co się stało nie ma sensu. Mogło to tylko jeszcze bardziej zdenerwować dziewczynę i doprowadzić do kłótni, których ostatnim czasy było dość często. Obrał więc inną taktykę. Ściągnął bluzę, którą położył na fotelu i usiadł na wersalce obserwując swoją dziewczyną poruszającą się po pokoju z…