Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Następna stacja

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Postmodernistyczna dziewczynka z zapałkami ruchem zwinnej sarenki zbiega po ostatnich schodach stacji metra i dostojnym skokiem znajduje się w środku odjeżdżającego wagonu.

Chór starców tebańskich spogląda groźnym wzrokiem w jej stronę i grozi palcem, zmuszając ją do próby ucieczki. Jest jednak za późno, drzwi nie chcą się otworzyć, zamykając ją z okrucieństwem w stalowej puszce przemierzającej podziemne miasto. Zwabieni jej pięknem pasażerowie metra zaczynają deformować z pożądania swe zwierzęce twarze. Rozpoczyna się ich panowanie, zdają sobie z tego sprawę, więc przechodzą od razu do rozciągania swych batów i delektowania się jej strachem.

Jako pierwsze atakują dwie siwowłose staruszki, z których jedna jest nosicielką zakurzonych okularów. Nic prawdopodobnie nie może przez nie zobaczyć, ale wyczuwa instynktownie zagrożenie dla swej samiczej władzy, które pojawiło się na ostatniej stacji. Zagrożenie dla władzy, ale wyśmiane w następnym momencie, kiedy tylko przyglądają się jej dokładnie. Przecież ona nie zna maszyny...

Postmodernistyczna dziewczynka z zapałkami robi wszystko, by nie zwracać na nie uwagi. Zagryza wargi, zmienia kierunek wzroku i używa min wzbudzających litość. Próbuje nawet zamknąć oczy, ale nawet w wyobraźni widzi jej potworną minę greckiego aktora ze spaloną maską. Tak, przecież wszyscy jesteśmy aktorami, wszyscy odgrywamy role, zastanów się nad tym, to ma głębszy sens i przestań myśleć o tych staruchach.

Nie może. Nie może, staruchy są wszędzie i opanowują jej umysł. Syki, pomruki, stękania, a pomyśl sobie, jak ona stęka przy wejściu na ostatnie piętro. Błagam, nie, naprawdę już nie dam rady, już nigdy nie wsiądę do metra, nigdy więcej w tym szatańskim kołowrotku.

Nagłym zwrotem ciała zmienia perspektywę patrzenia i zamiast czarownic widzi trzy młode dziewczęta, niewiele młodsze od niej, z nogami ładnie uwydatnionymi przez ich sukienki. I w chwili, gdy wydaje jej się już, że znalazła bezpieczną przystań dla swoich rozpędzonych myśli, ich włosy zaczynają unosić się w powietrzu, a następnie wszystkie trzy wybuchają śmiechem, dzikim śmiechem węża, który karmi ją strachem.

Postmodernistyczna dziewczynka z zapałkami z przerażeniem dostrzega, że uwaga tych trzech smoczyc skierowana jest właśnie w jej stronę. Zaledwie sekundę zajmuje jej zorientowanie się, że wyśmiewają jej torebkę zabarwioną kolorem różu, oraz jej dziewiętnastowieczne trzewiki, których zapomniała chyba zmienić po odświeżającej kąpieli.

Krytykują jej dziewiczy sposób trzymania nóg, jej niewinne pocieranie udami o siebie. Same trzymają się prosto na swych wylizanych przez większość osiedla kadłubach, przyozdobionych nieudolnie miesiącami spędzonymi w solarium. Zaczynają ocierać się o drzwi wagonu swymi pośladkami ruchem spragnionych kocic, chętnych, by ktoś je zerżnął, najlepiej w metrze pełnym ludzi. By ktoś je zerżnął, a następnie zaczął szeptać diabelskie imiona, wysmarował

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Następna stacja — czytnik · opowiadania