Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Opowiadania.pl · 23 min czytania

Nastoletnia miłość, czy prawdziwe uczucie?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dwa lata temu poznałam swoją miłość. Grudzień, 2010 rok, sylwester. Kiedy go poznałam nie podejrzewałam, że coś nas połączy. Jednak z biegiem czasu zakochaliśmy się w sobie i zostaliśmy parą. Wszystko było tak, jak należy. Czułam ogromne szczęście, jakiego wcześniej nie znałam, a to tylko dzięki niemu. Przedtem moje związki nie były zbyt udane, właściwie, nie można było ich brać na poważnie, więc Mateusz został moim pierwszym chłopakiem, takim z prawdziwego zdarzenia. Bałam się, jak to będzie zostać jego dziewczyną, czy nie popełniam błędu, ale już pierwszego dnia moje wątpliwości rozwiał jego pocałunek. Byłam tak szczęśliwa, że miałam ochotę skakać z radości. Mijały dnie, tygodnie, a także miesiące. Świetnie się rozumieliśmy ,spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, nasz związek z dnia na dzień coraz bardziej się rozwijał. Pierwszy raz poczułam, jak to jest kogoś kochać. Naprawdę to czułam, zakochałam się bez pamięci. Nadchodził Nowy Rok. Kolejnego sylwestra, planowaliśmy ponownie spędzić razem, wraz z przyjaciółmi. To już rok, od kiedy się poznaliśmy. Zapowiadało się świetnie, wszystko było już przygotowane. Gdy tylko zaczęła się impreza, nasze relacje stały się dziwne. Praktycznie w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy, nawet nie wiedziałam czemu, po prostu bawiliśmy się oddzielnie. Dręczyło mnie to, dlaczego się tak zachowujemy, ale to jak na mnie patrzył, zniechęciło do jakiegokolwiek kroku w jego stronę i zapytanie o co chodzi, więc darowałam to sobie, mając nadzieję, że sytuacja sama się zmieni. Niestety tak się nie stało. W połowie zabawy, po prostu miałam dosyć, wyszłam. Szłam przed siebie, nie wiedząc dokąd właściwie idę, płacząc i zastanawiając się co ja tu robię, sama, w sylwestra. Czemu jego przy mnie nie ma i co się dzieje, z naszym związkiem. Przyjaciółka zaczęła mnie szukać, dzwoniła. Przyszła po mnie i razem wróciłyśmy na imprezę. Ale jego już tam nie było, poszedł do domu. Zadzwonił do mnie.. Nie po to by przeprosić, nie po to, żeby pogadać, ale po to, żeby podziękować za zniszczenie mu sylwestra. To mnie zszokowało. Łzy napłynęły do moich oczu. Tak właśnie wspominam zeszłego sylwestra, to nie są miłe wspomnienia, nadal mnie bolą i przywołują dołujące chwile. Tej nocy nie mogłam usnąć, płakałam, wstawałam i kładłam się z powrotem, aż w końcu usnęłam. Następnego dnia umówiliśmy się na spotkanie. Po paru nieprzyjemnych, wymienionych wspólnie zdań, zdawało się, że się pogodziliśmy. Byłam w stanie mu to wybaczył, mimo, iż powiedział wiele, bolących słów. Pod wpływem impulsu, w jednym momencie zapomniałam o wszystkich złych chwilach i chciałam go tylko przytulić. Nie myślałam trzeźwo. Kiedy wróciłam do domu, dotarło do mnie, co tak naprawdę zrobiłam. Jak mogłam mu tak łatwo wybaczyć, coś takiego. Po długich przemyśleniach, doszłam do wniosku, że nie potrafię z nim być, po tym co powiedział. Zerwanie, to była ostatnia rzecz, której chciałam, niestety wiedziałam ,że po prostu muszę. Zrobiłam to następnego dnia. Szliśmy ulicą, kiedy nagle zapytał czy coś się stało, wtedy mu powiedziałam, że to koniec. Odpowiedział jednym słowem i po prostu odszedł w drugą stronę. Zadzwoniłam do przyjaciółki, żeby do mnie przyszła, musiałam się komuś wygadać, nie dawałam sobie z tym rady. Każdego dnia próbowałam się przyzwyczaić do życia bez niego. Nie przychodziło to łatwo, ale wiedziałam, że muszę. Któregoś dnia nie wytrzymałam, tak bardzo chciałam do niego napisać, aż w końcu to zrobiłam, pod jakimś głupim pretekstem. Te parę wymienionych smsów, na nowo postawiło mnie na nogi, dały mi radość choć na chwile, a przede wszystkim nadzieję. Nie pamiętam dokładnie jak to się stało, ale zaczęliśmy spotykać się ponownie, pierw w towarzystwie koleżanki, wtedy prawie wcale nie rozmawialiśmy. Te spotkania były prawdziwą męczarnią, oni rozmawiali, a ja nie miałam odwagi nic powiedzieć, w obawie, przed jego reakcją. Zaczęła się zima, nie miałam ochoty wychodzić, ale kiedy wiedziałam, że go zobaczę, to dodawało mi otuchy, że może odbudujemy swój związek i na nowo damy sobie szczęście. Pewnego razu spotkaliśmy się sami, poszliśmy na piwo i postanowiliśmy szczerze porozmawiać. Ja wyszłam z tą inicjatywą, bo wiedziałam ,że takie spotkania w trójkę, do niczego nas nie doprowadzą, i, że muszę wziąć sprawy w swoje ręce. Przez jakiś czas siedzieliśmy w ciszy, to była bardzo krępująca cisza i chyba najdłuższa w moim życiu. W pewnym momencie, wziął mnie za rękę i przytulił mocno do siebie. Niczego wtedy więcej nie pragnęłam. Płakałam. Nie wiem czy to były łzy szczęścia, ale od początku spotkania na to czekałam. Tak właśnie do siebie wróciliśmy. Zaczęłam go całować, przytulać, potrzebowałam jego bliskości, pragnęłam. Nasze ciała były coraz bliżej siebie, całowaliśmy się, dotykaliśmy. Czułam się przepełniona jego miłością i szczęściem, które rozpierało mnie w środku. Chciałam mu się oddać całkowicie. Ten wieczór był jednym z najpiękniejszych.. Kiedy człowiek jest szczęśliwy, zawsze musi stanąć coś na drodze, jakaś przeszkoda, która zaburzy tę radość. To normalna kolej rzeczy w życiu. Nie było, więc dla mnie to żadnym zaskoczeniem, gdy niecały miesiąc później, nasze problemy ponownie się pojawiły. Choć to wcale nie oznacza, że nie bolało, że nie było mi przykro. Było, nikt nie wie jak bardzo.. Właśnie wtedy zauważyłam ile rzeczy nas różni, właściwie wszystko. Wcześniej te różnice zacierały się, ale po pewnym czasie zaczęły się ujawniać. Uwielbiałam romantyzm, kwiaty i romantyczne nastroje, dla niego to było bezsensowne, nie był taki. Lubiłam jeździć do kina, do warszawy, zawsze miałam ochotę pojechać do klubu, on wolał siedzieć w garażu. Kiedy całowałam go publicznie czułam się dumna, że mam takiego chłopaka, on nie tolerował publicznego okazywania uczuć. Co do przyszłości, marzyłam o oświadczynach, założeniu rodziny. Wiedziałam, że to daleka przyszłość, ale to było pewne, że kiedyś tego zapragnę, on nie miał zamiaru się oświadczać, a już na pewno nie mi, nie widział ze mną przyszłości. A ja nigdy nie traktowałam go jako przelotna miłość, czy nastoletnie zauroczenie, nasz związek traktowałam poważnie i starałam się podchodzić do niego dojrzale. Więc byliśmy ze sobą, aby po prostu być? Bez żadnych wspólnych planów? nie rozumiałam tego. Po ukończeniu szkoły chciał wyjechać za granice. Więc ten związek miał być tylko taką młodzieńczą miłością, a później z premedytacją miał się rozpaść? Na każdy temat mieliśmy odmienne poglądy. Czy ludzie, aż tak odmienni, mają szanse stworzyć udaną relacje? Zaczynałam w to wątpić.. Powoli oddalaliśmy się od siebie, Mateusz nawet nie wiedział, czy jeszcze mnie kocha .Kolejny cios. Nasz związek nie przetrwał próby czasu, kolejny raz rozstaliśmy się. Nie będę pisać, że nie umiałam bez niego żyć, bo jakoś dawałam radę, ale po prostu nie chciałam bez niego. Byłam przekonana, że go kocham, pewna jak niczego na świecie. Tym bardziej było mi ciężko pogodzić się z rozstaniem, wiedząc, ile on dla mnie znaczy. Odkąd pamiętam, ten okres był dla mnie najtrudniejszy. Nie docierało to do mnie, że nie mogę go zobaczyć, napisać. Bezradność była najgorsza. Przez tyle czasu, każdego dnia, kiedy tylko się budziłam, od razu do niego pisałam, czekałam na spotkanie, a wtedy była tylko i wyłącznie pustka. Nie miałam na co czekać, na co mieć nadziei. Przerażające jest to, ile szczęścia może dać jeden człowiek i jednocześnie, ile potrafi odebrać. Całe dnie siedziałam w domu, próbowałam znaleźć sobie jakieś zajęcie, by choć na chwile zapomnieć, zająć myśli czymś innym. Zaczęłam pisać z kolegą-Danielem. Potrafił mnie pocieszyć. Traktowałam go jak przyjaciela. Podobał mi się, ale to nie było to samo, co z Mateuszem. Tak bardzo go kochałam ,że nie umiałam zapomnieć, nawet nie chciałam. Nie chciałam go zapominać, wspomnienia bolały, ale były jedyną pamiątką jaką po nim miałam. Daniel nie potrafił wszystkiego zrozumieć, nie chciałam mówić mu wszystkiego, ale przyjaciółka miała swoje życie, swojego chłopaka i nie zawsze miała czas. Pozostały mi tylko rozmowy z nim. Zorientowałam się, że Daniel coś do mnie poczuł. Nie dawałam mu żadnej szansy ,ani nadziei. Swoją przyszłość widziałam tylko z Mateuszem, a Daniel po prostu potrafił mi w pewien sposób pomóc, tak było łatwiej. Nie wiedziałam co będzie dalej, straciłam wszelkie nadzieję, na nasz powrót do siebie. Coraz bardziej mnie to dołowało, ale starałam sobie tłumaczyć, że tak musi być. Wtedy Mateusz z powrotem pojawił się w moim życiu. Kiedy zobaczyłam, że napisał, byłam pełna obaw, ale bardzo mnie to ucieszyło. Zastanawiałam się, czy nie robi sobie ze mnie żartów, po prostu nie wierzyłam, że potrafił do mnie napisać, ot tak. Coś mi w tym nie pasowało, ale to nie było istotne. Liczyło się to ,że ponownie mamy ze sobą kontakt. Uśmiechałam się, gdy czytałam od niego wiadomości, ale nie chciałam po sobie tego pokazać, musiałam być twarda i nie dać znów się zranić. Miał w sobie coś takiego, że wystarczył jego uśmiech, lub jedno słowo wypowiedziane do mnie, a byłam w stanie mu wszystko wybaczyć i rzucić się na szyję. Wiedziałam, że to jest to, to jest moja miłość. Jedna, jedyna. Ale nadal nie byliśmy razem, przecież mógł napisać po prostu po koleżeńsku. Zapytał co słychać, czy możemy utrzymywać kontakt, a na koniec dodał ,że nie ma jednak czasu. Byłam bardzo zdezorientowana, nic z tego nie rozumiałam. Zaczął pisać coraz częściej, a ja bałam się w to znów angażować, żeby nie zostać zranioną, ale coś ciągnęło mnie w jego stronę, a ja nie potrafiłam się oprzeć tej pokusie. Któregoś razu zaproponował spotkanie. Zgodziłam się. Gdy go zobaczyłam, na nowo chciało mi się żyć, tak bardzo się cieszyłam. Czułam się jak na pierwszej randce, byłam zestresowana, ale i podekscytowana .Dobrze nam się rozmawiało, otwarcie i naprawdę miło. Nie miałam ochoty wracać do domu, ale robiło się zimno i późno. Kiedy wracaliśmy ,Mateusz zapytał, czy moglibyśmy się jeszcze spotkać. Ucieszyłam się, że tego chce, ale miałam mieszane uczucia, myślałam ,że coś kombinuje, bardzo mnie to dziwiło, ale i cieszyło. Wróciłam do domu i od razu zapytałam mamę o radę. Poradziła mi, żebym znów się w to nie angażowała ,ale ja nie potrafiłam inaczej. Mimo wszelkich ostrzeżeń przyjaciół i rodziców, ja nadal chciałam się z nim spotykać. Przeprowadziłam wiele rozmów z koleżankami, z mamą i każdy odradzał mi tę decyzję. Ale ja dostrzegłam w nim pewną zmianę. Był po prostu inny. Pozytywnie. Kolejne spotkanie doszło do skutku. Poszliśmy się przejść na wiadukt. Staliśmy, rozmawialiśmy, tak, jak przedtem, a nawet lepiej. Spotykaliśmy się coraz częściej, a ja zaczynałam sobie przypominać, za co go tak uwielbiam. Pewnego razu, byliśmy na plaży. Złapał mnie za rękę. Serce zabiło mi mocniej, byłam znów taka szczęśliwa. Przytulił mnie i staliśmy tak patrząc na wodę. Później usiedliśmy na kamieniach a ja nagle poczułam, że jedyne czego pragnę, jest jego pocałunek. Nie zamierzałam czekać, na jego ruch. Sama to zrobiłam. Nie potrafię opisać co wtedy czułam. To było niesamowite uczucie. Pisząc teraz o tym, z chęcią wróciłabym do tamtej chwili. Z perspektywy czasu widzę jakie przeżyliśmy razem cudowne chwile. Wychodziliśmy o 4 nad ranem, chodziliśmy po plaży, lub spaliśmy razem. Tak bardzo bym chciała do tego wrócić.. Uwielbiałam kiedy mnie całował, dotykał, to…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%