Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

rodzina · 7 min czytania

Nasza złota polska jesień

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}Nasza złota polska jesień{/b}

- No i co? - usłyszałem, siadając w fotelu. No tak. Ledwie wszedłem do domu. Ledwie zdążyłem zdjąć buty i wypić szklankę soku. Westchnąłem i zapaliłem papierosa. Paczkę niedbale rzuciłem na stolik. Przymknąłem oczy i zaciągnąłem się głęboko. Wypuszczając powoli dym nosem, otworzyłem powieki i spojrzałem na nią. Siedziała na kanapie. Długie, czarne włosy opadały łagodną falą na kolana. Była ubrana w niebieską sukienkę, zwiewną, jak ona sama. Prześlizgnąłem wzrokiem po drobnych ramionach i zatrzymałem go na smukłych, alabastrowych dłoniach splecionych na podołku. - No i nic, wróciłem - odparłem, nie patrząc jej w oczy. Jeszcze nie teraz, nie byłem gotów. - Miałem ciężki dzień w pracy. Do tego miasto strasznie zakorkowane, rozwalili pół Kwiatowej. Umęczyłem się w autobusie. - Zrobię ci obiad - powiedziała, podnosząc się z kanapy. Wstałem razem z nią i poszliśmy do kuchni. W czasie, gdy obierała ziemniaki, skrobałem marchewkę. Przez małe okno wdzierały się resztki październikowego słońca i hałaśliwe odgłosy ulicy. - Dlaczego jeszcze ze mną jesteś? - zapytałem w pewnym momencie i skupiłem się na marchewce. - Przecież mnie kochasz - powiedziała, jakby to tłumaczyło wszystko. - Kochasz mnie bardziej niż samego siebie, prawda? - Tak, to prawda - odpowiedziałem. - Sam nie wiem, skąd to się bierze. - Jesteś okrutny. - Okrutny? A za co mam cię niby kochać? Za to, że zrujnowałaś mi życie? - Za to, że już tyle lat z tobą jestem - wzruszyła ramionami i wróciła do obierania ziemniaków. Też wzruszyłem ramionami i już się nie odezwałem. Na obiad była pomidorowa z wczoraj, schabowy, marchewka z groszkiem i mizeria. Nawet mi smakowało. Jadłem w milczeniu. Włączyłem telewizor, żeby wypełnić czymś ciszę. Akurat nadawali wiadomości. - Juliusz Swarzędzki, udziałowiec spółki Złota Jesień Polska S.A. wygrał wybory na prezydenta miasta - mówił spiker lokalnej stacji. - Tuż po ogłoszeniu wyników, jego konkurent, Maciej Piżmo, zapowiedział, że jutro wniesie do prokuratury zawiadomienie o przestępstwie. Zdaniem pana Piżmo, pan Swarzędzki winny jest brania łapówek oraz fałszowania dokumentów o zatrudnieniu w celu uzyskania zwolnienia od podatku i opłat za ubezpieczenie społeczne swoich pracowników. Oto jak nowy prezydent miasta skwitował te słowa - przed kamerą pojawił się teraz tłusty jegomość o nalanej twarzy. - To bezzasadne pomówienia - wychrypiał do mikrofonu. Brzmiał, jakby palił z pięć paczek dziennie. - Pan Piżmo nie ma żadnych dowodów na poparcie swoich wyssanych z palca banialuków. Jako nowy prezydent miasta zamierzam też oczywiście walczyć ze wszystkimi, którzy takie pomówienia będą wobec mnie stosować! - Tak, jasne... Stosować pomówienia. Ja na niego nie głosowałem, usprawiedliwiłem się. - Nie, ty nie. Ale wielu tak - odezwała się nagle. No tak, znowu czyta w moich myślach. - Nienawidzę cię - wycedziłem przez zęby. Wstałem gwałtownie od stołu, dopiłem sok i zacząłem się ubierać. Wyszedłem, trzaskając drzwiami. Oczywiście poszła ze mną. Nigdy mnie nie opuszczała. Zawsze była. W knajpie usiadła naprzeciwko mnie. Nie zamówiłem jej piwa. - No i co? - zapytała. Znowu. Często zadawała mi to pytanie. - Ile jeszcze będziesz uciekał, co?…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%