nauka · 8 min czytania
Nasze gusła powszednie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dawid Hume wystąpił z krytyką istnienia związków przyczynowo-skutkowych. Jak zauważył, to co obserwujemy to jedynie dwa zdarzenia z których jedno definiujemy jako przyczynę, a drugie jako skutek. Zazwyczaj zachodzi miedzy nimi bliskość czasowa i przestrzenna. Może między nimi istnieć duża powtarzalność, sięgająca czasami stu procent. Tak na przykład odcięcie głowy szympansowi zawsze powoduje zgon ze skutkiem natychmiastowym i nieodwracalnym. Jednak przejściowe wychłodzenie organizmu już nie zawsze powoduje chorobę zwaną przeziębieniem, która to nazwa odwraca uwagę od infekcji wirusowej czy bakteryjnej, która podobno też jest przyczyną czy może istotą choroby. Może więc związek przyczynowo-skutkowy być jedynie konstrukcją mentalną, bo nie sposób bezpośrednio udowodnić jego istnienia w rzeczywistości. Podobnie zresztą jak o niej samej mówimy nie inaczej jak tylko w odniesieniu do tego jak odzwierciedlamy ją w umyśle. Załóżmy zatem po prostu, że istnieje realnie, jak nam się zresztą wydaje i cokolwiek to znaczy. Odnoszę osobiste wrażenie, że jest to szczególnie uzasadnione w niniejszej sytuacji, kiedy staram się porozumiewać za pomocą tekstu pisanego z innymi, mam nadzieję, tak samo niezależnymi i realnymi mózgami jak mój. Zostawmy rozważania czysto filozoficzne na rzecz konstatacji jak wiele tworzymy w umyśle swoim związków przyczynowo-skutkowych. Są one skomplikowaną siecią powiązań, która stanowi dużą część naszego modelu rzeczywistości. Przykłady są liczne. Niektórzy z nas wiążą powstanie wszechświata z interwencją Boga. Inni widzą pośrednią przyczynę spóźnienia się do pracy w pęknięciu sprężyny w budziku, do czego bardzo trudno jest przekonać szefa. Inni wiążą treść snu z płcią urodzonego dziecka szwagra. Nauka, szczególnie jej odmiany empiryczne, jest działalnością, której jednym z podstawowych zadań jest poszukiwanie związków przyczynowo-skutkowych i integrowanie ich w spójny system, model rzeczywistości. Nasze prywatne modele poznawcze są na ogół znacznie mniej spójne. Nauki empiryczne wypracowały sobie metodologię badawczą nie znaną niestety zbyt powszechnie. Czasami tylko publika burzy się, kiedy nagle zmieniają się zalecenia medyków w pewnej kwestii. Bierze się to między innymi z faktu, że teorie naukowe nie są jakimiś niepodważalnymi prawami czy też „prawdami”, a jedynie rozbudowanymi hipotezami czy ich zespołami, które tak długo są akceptowane przez społeczność naukową czy jej część, jak długo potwierdzają je wyniki eksperymentów i obserwacje, a jednocześnie nie ma teorii lepszych, lepiej wyjaśniających działanie pewnego zakresu rzeczywistości. Szczególną formą związków przyczynowo-skutkowych są przesądy, uważane czasem za nieszkodliwe banialuki, czasami za przejaw niedostatków intelektualnych. Zakaz przechodzenia pod drabiną, nieszczęścia wynikłe z rozsypania soli albo faktu przebiegnięcia drogi przez czarnego kota są gusłami znanymi dość powszechnie. Ich szczególną, bardzo typową cechą jest powiązanie pozornie błahej przyczyny z ryzykiem poważnego skutku negatywnego. Wyjaśnienia tego fenomenu dostarcza psychologia ewolucyjna. Weźmy pod uwagę przykład z pozoru oderwany od tematu - jakieś żerujące zwierzę, które zrywa się do ucieczki, kiedy w pobliżu złamiemy gałązkę. Jest to jednak dobra analogia przesądu, bo mamy tu do czynienia z tworzeniem związku przyczynowo-skutkowego między błahą przyczyną – trzaskiem gałązki, a poważnym skutkiem, jakim może być atak zbliżającego się drapieżnika, który nie zachował się dostatecznie cicho. Mózgi maksymalizowały szanse przetrwania tworząc takiego rodzaju asocjacje. Jednocześnie musiały równoważyć koszty przesądnego postępowania. Ponieważ koszt ucieczki na trzask gałązki lub unikanie przechodzenia pod drabiną, czyli przyjęcia nieprawdziwej tezy jest niewielki w porównaniu z kosztem odrzucenia tezy prawdziwej,…