Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 4 min czytania

Nasze jezioro

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Było późne popołudnie, letnia pora. Czas, który zawsze bardzo lubiłem, od niepamiętnych czasów wydawał mi się piękny i nieziemski. Wiedziałem, że w takich okolicznościach najbardziej, najintensywniej można doświadczać całej niesamowitości, wszystkiego co jest nam zwykłym śmiertelnikom dostępne, na tym, jak to niektórzy nazywają, ziemskim padole. Tak wiedziałem, ale nigdy dotąd nie mogłem tego tak naprawdę w całej pełni i doskonałości przeżyć. Przeważnie błądziłem w swoich chorych myślach, do których broniłem dostępu, a one odwdzięczały mi się w zły sposób. Miałem nadzieje, że nadejdzie kiedyś taki dzień jak ten teraz. Kiedy wiem, że jestem ciałem i myślami tylko w tym miejscu i kiedy żadna z myśli mnie nie prześladuje, że w końcu udaje mi się doświadczyć czegoś co określa się jako szczęście, a wszystko to tylko dlatego że jesteśmy tutaj razem. Banalny błękit tego jeziora, ale w kompozycji z nami jest absolutnie niepowtarzalny, jedyny w tym miejscu i czasie, w żadnym innym już nie nastąpi. Promienie słońca padają poprzez gałęzie i liście na nasze twarze, uśmiechasz się. Ja też oczywiście – tak rzadko udaje mi się czynić ten gest szczerze. W tym momencie istniejemy my, te dwa drzewa, to jedno złamane, od połowy zanurzone w wodzie, jezioro i tak naprawdę nic więcej. Nic więcej też nie potrzebujemy, nie chcemy i nie pragniemy. Dzwonek telefonu, nawołują nas. Nie, nie teraz, jesteśmy poza tym światem. Marzenia. Nie ma nas tutaj, nie ma nas gdziekolwiek, ktokolwiek by dzwonił. Udało się, uciekliśmy, zniknęliśmy, nie ma nas, nie ma Ich. Coż, dobrze… Myjesz twarz, mówisz, że woda dosyć zimna, wierze. To będzie już zawsze nasze miejsce, nasza…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Nasze jezioro — czytnik · opowiadania