psychologia · 7 min czytania
"Nasze Ostatnie Tchnienie"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Nasze Ostatnie Tchnienie”
To był szary, smętny poranek. Z gnieżdżącej się nad miastem chmury opadały coraz to większe krople wody. Opustoszałe ulice przyprawiały nielicznych przechodniów o dreszcze. Jednym z owych „bezdomnych” ludzi błąkających się samotnie po mokrych uliczkach miasta, był pewien chłopak. Nie był on specjalnie przystojny, na mądrego też nie wyglądał. Na jego plecach spokojnie spoczywała gitara luźno przytwierdzona sznurkiem. Instrument ten nie odznaczał się niczym specjalnym…Zwykłe pudło rezonansowe, gryf i sześć strun. Ulice ciągnęły się dla Młodego niemiłosiernie. Długie, wąskie, z olbrzymią ilością kałuż sprawiały, że nikt (poza Młodym) nie chciał po nich stąpać. Nagle z otchłani wydobył się cichy, aczkolwiek stanowczy okrzyk - chłopcze! Młody odwrócił się, jednak dojrzał tylko starszą panią błądzącą samotnie po ulicach tegoż to miasta, dokładnie tak samo jak On. Chłopak postanowił zignorować nawoływania i odwracając się na pięcie począł dalej podążać w bliżej nieokreślonym kierunku. Po dłuższej chwili marszu do chłopaka ponownie zaczęły dobiegać nawoływania Starszej Pani. Młody przystanął, ponownie odwrócił się i postanowił poczekać, aż babcia wyłoni się zza rogu starej, przedwojennej kamienicy.
Deszcz ustawał. Niegdyś duże i często powtarzające się krople deszczu, zamieniły się w drobne i rzadkie kropelki ospale zmierzające ku powierzchni ziemi. Ulice znowu zaczęły napełniać się przechodniami podążającymi w natłoku codziennych spraw na zakupy, do pracy oraz szkoły. Nagle świat ponownie ożył. Drzewa poczęły budzić się z amoku, chmury i niebo stawały się coraz jaśniejsze, a ciepłe promienie słońca wychylały się zza kłębiastych obłoków. Ów obraz, ów dzień, pozostanie na długo, o ile nie na zawsze, w pamięci tego młodego a jakże zdolnego chłopca.
***
Kiedy Starsza Pani podeszła do chłopca deszcz zdołał już całkowicie ustąpić. Po tej jakże efektownej ulewie, na ziemi pozostały jedynie kałuże, które z biegiem czasu znikną wraz z pojawiającym się coraz wyżej słońcem. Babcia, która tak gorliwie nawoływała Młodego, nie wyglądała normalnie. Według stereotypu tkwiącego w podświadomości chłopca Starsza Pani powinna być siwa, przepełniona zmarszczkami, marudna etc. Natomiast kobietę, którą spotkał na swej drodze można nazwać „ekstrawagancką”… Jej srebrne włosy powiewały na wietrze, skóra całkiem gładka jak na jej wiek, oczy błękitne, a ubiór zupełnie nie odpowiedni do ilości przebytych przez kobietę wiosen. - chłopcze… - zagadała Starsza Pani - słucham Prze Pani? - widzę, że masz instrument na plecach - owszem. A co Pani od niego chce? - odpowiedział zadziornie Młody. Babcia zajęła miejsce na pobliskiej ławce i po chwili zamyślenia odrzekła… - nie chcę znać Twego imienia chłopcze, pragnęłabym abyś choć przez krótką chwilkę uczynił mnie szczęśliwą. Proszę Cię – zagraj. Poirytowany chłopak przez chwilę usiłował zrozumieć czego tak naprawdę żąda od niego babcia. Jednak spoglądając na kojącą postać Starszej Pani, zdjął z pleców instrument, wyciągnął z kieszeni dosyć zdarte piórko i zaczął szarpać co niektóre struny. Wtem ze zwykłego kawałka drewna poczęły wydostawać…