Inne · 6 min czytania
NASZE TELEFONY KOMÓRKOWE PRZEZ T...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tak jak wielcy kreatorzy mody nadają sukienkom coraz to nowszy wygląd, tak producenci telefonów komórkowych prześcigają się, niemalże z prędkością światła, w coraz to innych udoskonaleniach tych malutkich urządzeń, które na stałe wrosły w krajobraz naszego życia... Coraz mniejsze, zmyślniejsze, z mnóstwem funkcji - podświetlacze, kolorowe wyświetlacze, dzwonki polifoniczne, GPRS-y, WAP-y, etc, etc. Telefony komórkowe – mają nam ułatwiać życie, i ułatwiają, lecz czyż tak naprawdę do końca...? Coraz częściej mam wrażenie, że jesteśmy ich niewolnikami, a nawet się pokuszę, że my bez nich nie możemy już żyć! Owszem, dobrze być niezależnym w potrzebie nagłej rozmowy i nie szukać nerwowo budki telefonicznej, tylko sięgnąć do kieszeni, owszem, mamy bliżej choćby do Ameryki, czy chorej mamy w szpitalu... Jest prościej, jest łatwiej, lecz czy jest nie nudniej...? One po prostu są wszędzie, obecne na każdym kroku i przyznam się, że zaczyna mnie to denerwować. Siedzę wsłuchana w metrze we własne myśli, zaczytana w słowo pisane, a z jednego i z drugiego boku, odzywa się dzwonek, dźwięk sms-a, lub odgłosy klawiatury... Przerwany watek „Impresjonisty”; wyrwana z myśli, czekam na swoją stację i nie powiem, żebym nie była zła... Umawiam się z koleżanką na kawę, jeszcze nie rozpoczynamy rozmowy, gdy jej telefon dzwoni. Przepraszając z uśmiechem pyta: czy może? Jasne...! Na pytanie czy mam telefon, odpowiadam że tak, tylko go wyłączyłam na czas spotkania z nią... Zobaczyłam w oczach tylko zdziwienie... Potem rozmowę przerywa jeszcze jedna rozmowa, druga, dwa sms-y... Nie mogę rozmawiać jednocześnie z nią i jej telefonem. Gdy pyta kiedy się zobaczymy, wymijająco wykręcam się brakiem czasu i jest mi jakoś przykro, miast porozmawiać, byłam mimowolnym świadkiem jej telefonicznych rozmów... W jakiejś restauracji siada nieopodal mnie starszy elegancki pan, w uchu ma słuchawkę. Zamawia posiłek, po czym z pełnymi ustami zaczyna sam do siebie mówić. Patrzę zdumiona... A pan najzwyczajniej w świecie jedząc, prowadzi rozmowę telefoniczną. A przecież uczono nas, by nie mówić do nikogo z pełnymi ustami... Znam takich, co nie rozstają się z telefonami, nawet wtedy, gdy muszą udać się, w bardzo ustronne miejsce. Ba... siedząc na białej porcelanie prowadzą rozmowy w interesach... Gdyby rozmówca po przeciwnej stronie wiedział... Czy uznał by to za obrazę...? Pozostawiam bez komentarza. Wizytę u lekarza przerywa dzwoniący telefon, ktoś próbuje panią doktor wyciągnąć na kawę. Czas mój cenny, służby zdrowia też, wizyta przedłuża się, lekarka traci wątek, dobrze że nie jestem poważnie chora, bo może bym dostała inne lekarstwo zamiast na katar to na astmę... Dzwonek na seansie filmowym, czy na spektaklu teatralnym…