Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 25 min czytania

Natchnienie część pierwsza

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Natchnienie

Nie igrajcie z natchnieniem! Nakazuje to wszystkim początkującym pisarzom. I nie myślcie, że nie wiem, o czym mówię! Przeszłam przez małe piekło, które wbiło mi tą zasadę raz na zawsze do głowy, i mam pełne prawo pouczać o tym każdego zawsze i wszędzie! Posłuchajcie mnie uważnie, fakt faktem, brak natchnienia to zbawienie, można mówić, że nie ma się miejsca czy czasu do pracy, ale dopiero głośne „nie mam natchnienia” obiera wszystkie argumenty ludziom nakłaniającym do pisania. I niczym tak łatwo nie da się przekonać samego siebie. Lubię pisać, zawsze lubiłam. Kochałam wymyślać niesamowite historie, zapętlać wątki, tworzyć ludzi, miejsca i wydarzenia. Ale gdy już przychodziło do przelewania myśli na papier… Dość powiedzieć, że jedno na dziesięć opowiadań, które miałam w głowie mogło ujrzeć światło dzienne. Wszyscy mi mówili „pisz więcej” – rodzice, znajomi, nauczyciele. A co ja na to? Nic. Czasem usiadłam i napisałam to opowiadanko, czasem coś do gazetki szkolnej. A co im mówiłam, gdy mnie zadręczali swoimi namowami? Tak, zgadliście – „nie mam natchnienia”. Ale to nie była prawda. Głowa zawsze pękała mi od pomysłów. Ale za to serce pękało mi, gdy nie mogłam, jak każda nastolatka, marnować czasu na zakupach czy przed telewizorem. Nie miałabym życia, gdybym musiała każdy pomysł ożywiać na papierze. Tak, Lenistwo wygrywało u mnie z Natchnieniem w jednej z największych batalii, jakie dany im było stoczyć. Jednak największa broń tej bitwy była używana już zbyt wiele razy. Nie mam natchnienia. Skłamałam tak o jeden raz za dużo. **

Zegar pokazywał wpół do jedenastej. Zwykle o takiej porze nie jestem jeszcze zmęczona, ale po sześciu godzinach pisania każdy marzyłby tylko o tym, by położyć się w wygodnym łóżku. Nawet nie przeglądałam dopiero co zakończonego tekstu, tylko szybko zapisałam i wyłączyłam komputer, po kilku sekundach w pokoju zrobiło się ciemno, przez żaluzje wpadało tylko pomarańczowe światło pobliskiej latarni. Ziewnęłam mlaskając i przeciągnęłam się, a coś strzeliło mi w kręgosłupie. Syknęłam i wstałam, powłócząc nogami doczłapałam się do łóżka, na które gruchnęłam jak worek ziemniaków.

Przekręciłam się na plecy i westchnęłam ciężko. -Natchnienie, nienawidzę cię – rzuciłam w przestrzeń.

Coś, niby duży cień, przemknęło po suficie, zeskoczyło pod okno i przybrało szybko ludzką postać, oświetloną pasami pomarańczowego światła. Po sylwetce dało się poznać, że to mężczyzna. -Za to ja cię kocham - przemówił łagodnym głosem – Byłbym kontent, gdybyś odwzajemniła to uczucie. Będziemy razem już na zawsze i chcę, żeby był to dla ciebie szczęśliwy czas.

Nastała chwila przenikliwej ciszy. -Mogę iść spać? Co, L'ins? - spytałam w końcu błagalnym tonem.

L'ins położył jedną rękę na biodrze i mlasnął z niezadowoleniem, a dla mnie zabrzmiało to jak uderzenie bicza. -Noc jeszcze młoda. A ja mam dziesiątki fantastycznych pomysłów, które muszę, po prostu MUSZĘ ci przekazać, bo nie wytrzymam.

Zerwałam się jak oparzona. -Nie, błagam L'ins, wystarczy już! - niemal krzyknęłam -Odpuść, proszę!

Wolną ręką L'ins rozmasował czoło i zaczął się przechadzać po pokoju, stawiając miękkie i krótkie kroki, Jego długie, popielate włosy falowały przy najmniejszym ruchu. Podszedł do mnie i usiadł na skraju łóżka, a ja mimo ciemności zobaczyłam dokładnie jego twarz, bladą i chudą, twarz ni to chłopca, ni młodego mężczyzny, bez śladów zarostu, bez zmarszczek, o przenikliwych, fiołkowych oczach, patrzących na mnie z ojcowską czułością zmieszaną z pożądaniem. Uśmiechnął się delikatnie, a ja zadrżałam, w obawie przed tym, co mogło mu przyjść do głowy, L'ins był bowiem nieprzewidywalny. -Dobrze – powiedział tylko, jak zwykle spokojnie, jak zwykle na pozór obojętnie – Ale nie błagaj mnie nigdy o nic, nie jestem twoim władcą. Jestem miłością twego życia, pójdź w me ramiona - i rozwarł ręce.

Wyglądał jak zjawa w swojej białe koszuli, z bladą karnacją. Choć jego twarz było przyjemna i gościły na niej tylko pozytywne emocje, był straszny i cała drżałam, obejmując go, tylko po to, by był zadowolony i nie odwołał swojej decyzji. Przytulił mnie mocno. -Ale jutro musisz się przyłożyć – szepnął mi wprost do ucha, tak blisko, że bałam się, by za chwilę mnie w nie nie ugryzł - Mamy mnóstwo pracy... -dodał po chwili i, jakby czytając mi w myślach, lekko zacisnął zęby na mojej małżowinie.

Odepchnęłam go silnie i skuliłam się w rogu łóżka, patrzył na mnie smutno. -Chyba się umawialiśmy – zebrałam w sobie całą odwagę – Nie pamiętasz?

Przekrzywił głowę jak sowa. -Niby na co? - spytał, ze szczerym zdziwieniem w głosie.

Podciągnęłam kolana pod brodę. -Miałeś mnie w tą sobota nie zmuszać do pracy. Zbierał myśli, potem powoli wstał i podszedł do okna, wyjrzał na ulice. Stał tak dłuższą chwilę, a ja znowu poczułam niepokój, nie wiedząc, czego się spodziewać. -Naprawdę chcesz się z nim spotkać? - spytał po chwili – Na co ci on? Na co ci inni ludzie, skoro masz mnie?

Milczałam.

-Zgoda – prychnął – Słowa dotrzymam, choć wielce mnie zawiodłaś.

Znowu nic nie mówiłam, wiedziałam, że każdym słowem mogę go rozgniewać. -Idź się kąpać. - polecił - Nie spiesz się.

Nie miałam powodów, by nie usłuchać, więc posłusznie zebrałam się, wstałam i ruszyłam do łazienki. Zatrzymałam się przed wyjściem z pokoju i kierowana sama nie wiem czym, prawdopodobnie rozsądkiem nakazującym mi zdobywać sympatie L'insa, powiedziałam: -Nie bądź zły dobrze? - i speszona własnymi słowami przebiegłam przez ciemne i puste mieszkanie do łazienki. Zatrzasnęłam drzwi i nalałam tak ciepłej wody, że gdy się już rozebrałam i zamoczyłam w niej palec, aż syknęłam. Zanurzyłam się powoli i odetchnęłam z ulgą. Nie wiem jak długo tam siedziałam, myśląc o niczym. Jeszcze jakiś czas temu każdą wolna chwilę poświęcałam rozmyślaniu nad tym, jak pozbyć się L'insa. Ale ostatni już chyba straciłam na to nadzieje, a wolny czas poświęcałam tylko regenerowaniu sił. Czy nie miałam już woli walki? Czy naprawdę od teraz będę już tylko starać się czynić go szczęśliwą? Byłam zła na siebie i schowałam twarz pod wodę. Nagle Poczułam że ktoś mnie obserwuje, szybko usiadłam i zasłoniłam się, L'ins stał po środku łazienki, pewnie nawet nie wszedł tu przez drzwi, a pukanie już przez myśl by mu nie przeszło. Zastanawiałam się właśnie, jak dosięgnąć ręcznika, leżącego na pralce, gdy L'ins go zabrał, lecz zamiast mi podać, trzymał go tylko. -Nie gniewam się -wypalił, a ja dopiero po chwili zrozumiałam, że wraca do naszej przerwanej rozmowy – Bo kimże są ci ludzie? Kimże jest ten chłopak? Po tygodniu zapomnisz jego twarzy, a ze mną będziesz przecież po grób. -Przyszedłeś tylko po to, by mi to powiedzieć? - spytałam, próbując brzmieć choć trochę surowo, lecz prawda była taka, że przede wszystkim bałam się i było mi cholernie wstyd siedzieć przed nim nago, choć on najwyraźniej się tym nie przejmował.

I tak ma być już zawsze? Zawsze będę już siedzieć przed nim naga, sparaliżowana wstydem, licząc, że raz na jakiś czas da mi się czy zasłonić, bym mogła przez chwilę swobodnie się poruszać? Cóż, od początku pielęgnował we mnie tą wizje, lecz chyba dopiero teraz do mnie dotarła, a na myśl o niej oczy zaszły mi łzami. -Dlaczego, Natchnienie? - spytałam cicho ze spuszczoną głową – Dlaczego ja?

Nie patrzyłam na niego, ale jestem pewna, że wyraz jego twarzy nie zmienił się ani o jotę.

-Bo tego chciałaś? – odpowiedział pytaniem po dłuższej chwili. -Pewnie wielu tego chce. -odparłam. -Może chciałaś najbardziej? Może zostałaś wylosowana? Może jesteś córką przeznaczenia? Może just for fun? Może dlatego, ze jesteś ładna? - podniosłam głowę akurat, by zobaczyć, jak wzrusza ramionami – Faktów nie zmienisz. Mówiłaś, że brak ci natchnienia, więc przybyłem, by ci pomóc.

Nieoczekiwanie rzucił mi ręcznik. Złapałam go, odsłaniając się na chwilę, czego zdawał się nie zauważyć, choć wiem, że nic mu nie umknie. Wstałam i owinęłam się dokładnie, wciąż czując palący wstyd. -Co to za pomoc? - powiedziałam tylko -Jestem twoją niewolnicą. Nawiedzasz mnie nawet w snach... -Tylko gdy nie chcesz pisać -odparł -To dla twojego dobra. Wierz mi, że nie będziesz żałować.

Nie wytrzymałam. -Czego!? -krzyknęłam, mocniej zaciskając ręce na oplatającym mnie ręczniku – Niekończących się godzin przepisywania twych myśli na papier!? Koszmarów, które na mnie zsyłasz, gdy nie chce cię słuchać!? Tego, że nie mogę się normalnie wykąpać?

L’ins zrobił wielkie oczy, zupełnie jakby zobaczył coś najniezwyklejszego na świecie. Zaczął powoli klaskać. -Brawo... -powiedział -Czy ty słyszysz, co mówisz? I jak mówisz? Ile w tym patosu, ile emocji... Ile szacunku dla języka. Sama pomyśl -przyłożył dłoń do policzka -czy normalne nastolatki mówią w ten sposób? Jestem z ciebie dumny.

Nie do końca zrozumiałam o co mu chodzi, a on musiał to wyczuć. -Nie zaczęłaś ani razu zdania od „no więc”. W ogóle skończyłaś ze wszelakimi „no”, „nie” na końcu zdania czy innymi „gdyż dlatego że bo ponieważ”. I, co najważniejsze, nawet w gniewie mówisz składnie, płynnie i nie kalasz języka słowami wulgarnymi. Chyba jednak są pozytywy tego, że trzymam nad tobą pieczę.

Milczałam. Dziwne, ale wypowiedzi L’insa bywały kojące i gniew mnie opuścił, widać jego spokój się udzielał. Po chwili podjął: -Chcesz wiedzieć, czego nie będziesz żałować? -spytał -Książek, które z dnia na dzień staną się bestsellerami. Kontraktów z największymi wydawnictwami, dostatniego życia, bycia lubianą i cytowaną.

Westchnął głęboko. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć i pewnie stałabym tam jeszcze długo, gdyby L'ins znów nie podjął inicjatywy. Najpierw lekko się uśmiechnął, a potem wyciągnął do mnie rękę. Nieśmiało ją chwyciłam, drugą wciąż mocno trzymając ręcznik. L'ins pomógł mi wyjść z wanny, potem wziął jeszcze jeden ręcznik i zaczął wycierać mi włosy. Czułam się dziwnie, ale z każą mijającą chwilą czułam się coraz bardziej komfortowo w towarzystwie L'insa. Trzeba przyznać, że mówi bardzo słusznie i, co najważniejsze, nie może się mylić. Zapomniałam, że jeszcze przed chwilą byłam na niego wściekła. -Kim ty właściwie jesteś, L'ins? -spytałam nieśmiało

Jak to zwykle z nim bywa, milczał chwilę, nim odpowiedział. -Jestem Natchnienie. Tylko tyle i aż tyle. To i imię, i funkcji -dodał po chwili. -Ale... -Ale już ci to kiedyś mówiłem, prawda. Możesz mówić mi L'ins, to mój przydomek, ale to też przecież wiesz. Nie wiem, co jeszcze miałbym ci powiedzieć. -Powiedz kim jesteś -powtórzyłam twardo -Skąd pochodzisz, jaki masz cel... Bo z pewnością jakiś masz, prawda?

Przestał wycierać mi włosy i podsunął niewielki taboret. Usiadłam, a on stanął za mną, po chwili usłyszałam charakterystyczny szum suszarki i poczułam we włosach silny, ciepły powiew. -Jestem demonem. -wypalił nagle -A może a aniołem, jedno drugiego nie wyklucza. A może to jedno i to samo? Jest i taka możliwość. Usłyszałam jak otwiera szafkę i wyjmuje, jak się za chwilę okazało, grzebień. Zaczął rozczesywać mi włosy. -Jestem muzą -kontynuował – Wysłannikiem Apolla. A może sam jestem bogiem? Tak wiele możliwości... -Czy... Ał! -krzyknęłam, bo pociągnął mnie za mocno za włosy. -Czy mówię prawdę, czy tylko tworze wokół siebie aurę... mistycyzmu? Niebiańskości? To jedyny przypadek, w którym brakuje mi słowa, bo po prostu nie wiem. To co mówię, to głównie moje własne domysły, wypowiedziane tak by brzmiały... epicko? Niebanalnie? One chyba jednak są banalne... Niezwykłe, tego też nie mogę dobrze sformułować...

Wtedy pomyślałam, że to bardzo smutne, że L'ins sam nie wie, kim lub czym jest i musi sobie to tłumaczyć sam przed sobą przy pomocy takich frazesów. Nawet chciałam się z nim tym podzielić, ale, co dla niego niezwykłe, nie dał mi dojść do słowa. -Nawet nie wyglądam tak, jak mnie widzisz -stwierdził i wydawało mi się, że słyszę smutek w jego głosie -Naprawdę? -Nawet nie jestem mężczyzną -powiedział i westchnął, a może tylko mi się wydawało, suszarka szumiała mi tuż nad uchem -Cóż, może nie dokładnie nie jestem -sprostował -Ale jestem też kobietą, bo dla każdego jestem kim innym. Dla każdego przybieram inną postać.

Poczułam się trochę nieswojo. Myślałam, że jako tako znam L'insa i traktuje go jako człowieka. Świadomość, że miałby być jakimś nieokreślonym, zmiennokształtnym bytem napawała mnie pewną odrazą. Mimo to siedziałam i słuchałam. L'ins stał za mną i czesał mi włosy, było to tak ludzkie i przyziemne, że moje poprzednie myśli zaczęły szybko ulatywać. Nagle pomyślałam, że…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Natchnienie część pierwsza — czytnik · opowiadania