Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kariera · 5 min czytania

Natura Lucka cz.III

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Natura Lucka cz.III - Ewelina i Zenon

Ewelina Bartoszewicz była pewna, że wie czego chce, i że to czego chce będzie dla niej dobre. Dlatego też kiedy tylko skończyła osiemnaście lat uciekła z domu. Dziwna była, we wsi gadali, że wariatka. Podobno ktoś tam widział jak brała leki od głowy i gadali też, że chodziła do tego Lucka, tego odmieńca, oddawała mu się. Kochała wielki świat, który otwierał się przed nią na końcu szosy. Jeszcze jak mieszkała z rodzicami jeździła do miasta, kiedy tylko mogła. Sprawiało jej to wielką przyjemność. W mieście chodziła do zawodówki krawieckiej, ale to nie było to. Najczęściej po szkole nie miała zbytnio czasu spacerować. Autobusy do jej wioski jeździły rzadko i o dziwnych porach, tak że jeśli nie zdążyło się na jeden, drugi odjeżdżał dopiero za parę godzin, a matka Eweliny, nie lubiła kiedy córka wracała po nocy. W ogóle Mańcia popadała w konflikty z córką bardzo często. Nie rozumiały się do końca po prostu. Ewelina była żądną wrażeń nastolatką, upartą w swoich marzeniach, a Mańcia klasyczną kurą domową, nie wystawiającą prawie nigdy, nawet koniuszka własnego nosa poza wioskę. Jej mąż, Stefan, był człowiekiem przedsiębiorczym i nie dość, że prowadził nieźle prosperujące gospodarstwo, to jeszcze otworzył sklep. Ożenił się z nią właściwie to z musu. Jako młodzieniec był pod ogromnym wpływem matki. Wydawało się, że gdyby kobieta powiedziała choć słowo, on odrąbał by sobie rękę, albo skoczył w ogień. Tak samo kazała mu ożenić się z Mańcią. Wiedziała, że będzie im razem dobrze. Bo i było. Mańcia dbała o męża i o dom, on dbał o żonę i rodzinę. Zginął jeszcze przed wyjazdem Eweliny. Pod traktorem. Kiedy Ewelina wyjechała Mańcia nie przejęła się zbytnio. Córka pisała i to dość często; że mieszka u koleżanki, że ma pracę w rozlewni soków, że żyje jej się dobrze i nie potrzebuje pomocy. W miarę upływu czasu jej listy przychodziły jednak coraz rzadziej, aż w końcu w ogóle przestały przychodzić. Tylko czasami na święta, albo na Wielkanoc coś przysłała. Zapewniała matkę, że wszystko w porządku, i że na pewno kiedyś ją odwiedzi. Wszystko, przez tą elegancką kobietę, która pewnego majowego popołudnia zaczepiła Ewelinę na ulicy. Zapytała

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Natura Lucka cz.III — czytnik · opowiadania