Akcja · 5 min czytania
Natura Lucka cz.V
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Natura Lucka cz.V - Powrót
Wielkomiejski świt przyszedł nagle. W jednej chwili jakby wszystko rozjaśniło się szarością i Ewelina ujrzała z południowego okna swojego mieszkania to co zwykle widywała ilekroć się tu tylko obudziła. Ścianę przeciwległego bloku, jakieś napisy, grafiti. Spojrzała na zegarek i stwierdziła, że ma jeszcze czterdzieści minut do właściwej pory pobudki. Najczęściej nastawiała budzik na siódmą, i najczęściej budziła się dwie godziny, godzinę wcześniej. Wszystko Śmierci Zenona. Ewelina wiedziała doskonale, kto stoi za tym zabójstwem. Policja zajęła się sprawą naprawdę solidnie i nie minął miesiąc, jak wezwano ją w charakterze świadka na pierwszą rozprawę. Rozprawa ta, jak się z początku wydawało miała stanowić początek końca, tej życiowej zapaści. Nie skończyło się jednak nic, a koszmar trwał. Bez wątpienia śledzili ją. Tego Ewelina była pewna. Granatowe BMW z gigantycznym spojlerem z tyłu i ciemnymi szybami. Znała ten widok aż nazbyt na pamięć. Gdziekolwiek by się nie pojawiła, tam pojawiał się ten samochód i dwóch mężczyzn. Jeden krępy z wydatnym brzuchem, niesamowicie ostrymi rysami twarzy i szatańską bródką czarną jak asfalt, a drugi wyższy, chudy, chipis jakiś o rozbieganym spojrzeniu ćpuna. Czego chcieli, Ewelina nie wiedziała do dnia wczorajszego. Teraz była już pewna, że ci dwaj polują na nią i ich zadaniem, jest niechybnie pozbawienie jej życia. Kolejne posiedzenie sądu miało odbyć się dziś o dziesiątej rano. Ewelinie pozostało jeszcze zatem dwie godziny, odliczając dwie godziny na dojazd. Wiedziała, że nie zaśnie już, że pozostanie w łóżku nie wyjdzie jej na dobre. Wstała więc i skierowała się do łazienki. Zrzuciła koszulkę nocną i wskoczyła pod prysznic. Ciepły prysznic z samego rana. Woda nie musiała przywracać jej przytomności. Mimo wczesnej pory pobudki była zupełnie rozbudzona, gotowa do każdego działania. Wyszła spod prysznica i zaczęła suszyć włosy. Nie ścinała ich od siódmej klasy podstawówki. Sięgały jej do pasa, były błyszczące i czarne. Suszenie ich zajmowało jej zwykle dużą ilość czasu. Najwięcej spośród porannej krzątaniny. Mimo to za żadne skarby nie dałaby ich sobie obciąć. Te włosy niesamowicie podkreślały jej