Fantastyka · 12 min czytania
Nauka wymaga poświęceń, cz. 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
Nauka wymaga poświęceń
- Wyłaź stamtąd! - Młody, dwudziestoparoletni mężczyzna leżał plackiem na brzuchu, zaglądając pod łóżko – Jak mam napisać ten esej, skoro nie chcesz współpracować?
Wyciągnął dłoń, z której wystrzelił snop różnokolorowych iskier. Jednak przycupnięty pod łóżkiem królik wykonał zręczny unik i zaklęcie unieruchamiające trafiło w nogę regału, który przechylił się, sypiąc papierami, naczyniami i wszelkimi innymi rzeczami, które kładł tam lokator, kiedy nie mógł znaleźć na nie miejsca wśród bałaganu panującego w niedużym, dwupokojowym mieszkaniu.
- Nie mam zamiaru – pisnęło zwierzątko, tym razem zza kopczyka brudnych ubrań – być przedmiotem eksperymentów. Daj mi spokój!
- Jesteś moim jedynym obiektem badań – powiedział student, dźwignąwszy się z podłogi.- A muszę przeprowadzić szczegółową analizę zaklęcia zmieniającego płeć. Bez ciebie nie napiszę pracy semestralnej! - Powoli zaczął się przysuwać w stronę materiałowego pagórka. - Nigdy nie chciałeś byś śliczną samicą królika?
Gryzoń przemknął pod szafę, nie spuszczając wzroku z mężczyzny.
- Mowy nie ma! Wystarczy, że mówię i myślę jak człowiek. – Wzdrygnął się. - Przez to, że grzebałeś mi w mózgu, marchewka już nigdy nie będzie smakować tak samo.
- Daj spokój, futrzak. Znamy się nie od dziś – westchnął mężczyzna, żałując, że nie opanował należycie zaklęcia unieruchamiającego i zastanawiając się, co zrobić. Przestrzeń między podłogą a szafą była niewielka i trudno było wyłuskać stamtąd oporne zwierzę.
Część 22 / 4
- Też tak myślałem. I co? Za te wszystkie lata, kiedy pozwalałem się głaskać i brać na ręce mam teraz być przedmiotem kolejnych chorych badań? Człowieku, dostałeś mnie na dziesiąte urodziny! Byłeś naprawdę miłym dzieciakiem.
- O, widzisz? Gdyby nie ja, nie żyłbyś od co najmniej kilku lat. A tak? Nie mów, że nie jesteś zadowolony z zaklęcia długowieczności.
- Nie jestem. Miałbym przynajmniej spokój. A teraz nie wiem ile jeszcze czasu będę się z tobą męczył. Co ty sobie myślisz, Fulmar? Że skoro jestem zwierzątkiem domowym, to od razu można zrobić ze mną wszystko?
- Wiesz, nie bez powodu ukuto nazwę „królik doświadczalny”. Nadajesz się, bez dwóch zdań. A teraz chodź na ręce, Skoczek. Nauka wymaga poświęceń.
- Dzięki za uznanie, ale nie. Wolę być sobą.
- Ty mała łajzo! Oddam cię do schroniska!
- Proszę bardzo. Przynajmniej nie będą tam przeprowadzać na mnie chorych eksperymentów. Mogłeś zostawić mnie w domu!
- Stwierdziłem, że miło będzie mieć koło siebie znajomą twarz. A raczej pysk. A co do schroniska to wiesz, różne rzeczy opowiadają. - Mężczyzna uśmiechnął się wrednie. Wykonał kilka ruchów palcami i szafa uniosła się lekko. Pozbawiony osłony futrzak wyprysnął na środek pokoju w nadziei schowania się za jakimkolwiek innym meblem.
Część 33 / 4
Wtedy Fulmar rozprostował palce i strzelił zaklęciem. Ale królik był zwinniejszy. Skoczył do góry, wykręcając ciało a zaklęcie trafiło posadzkę i zrykoszetowało w studenta.
Gdy minęło pierwsze oszołomienie, Fulmar odważył się podnieść dłonie do oczu.
- Hmmm... Koniecznie trzeba zanotować, że to zaklęcie działa bez modyfikacji na różne gatunki. Przynajmniej w obrębie tej samej gromady. Trzeba będzie jeszcze przeprowadzić badania ma innych organizmach.
Podszedł do lustra wiszącego w jego pokoju. Zaciekawiony i rozbawiony królik podążył za nim.
- Zmieniłem się w swoją dokładną żeńską wersję – nawet pryszcz na nosie jest w tym samym miejscu – stwierdził, siląc się na spokój. - Pozostał zarost no i nic nie mogę zrobić z głosem. Zaklęcie należy więc dawkować w ilości zależnej od wielkości obiektu. No cóż, Skoczek - zwrócił się do zwierzaka – dzięki twej krnąbrności, a może mimo niej, poczyniłem istotne postępy. Brakuje mi tylko jednej, istotnej w tej chwili rzeczy.
- Mianowicie?
- Nie wiem, jak na powrót stać się mężczyzną.
- Całe szczęście, że dzięki ewolucji jestem zwinny – stwierdził królik. - Inaczej pewnie byłbym panienką do końca życia, bo gdybyś to mnie zaczarował, chyba nie kwapiłbyś się tak szybko do odczarowania. A teraz masz to, na co zasłużyłeś.
Część 44 / 4
- Idę do profesora Drzemlika, akurat będzie miał dyżur. Tylko najpierw się ogolę. - odparł Fulmar, sięgając po brzytwę.
Z ubraniem sprawa była bardziej skomplikowana. Jedynym, co jako kobieta mógł nosić bez gorszenia innych męskim strojem, była czarna laboratoryjna szata, którą miał na sobie. Chociaż teraz leżała na nim fatalnie, nie przejął się tym. Ostatecznie studenci nie ubierali się zbyt wymyślnie a czerń była lubiana przez czarodziejów jako kolor na którym plamy po nieuważnym obchodzeniu się z eliksirami zazwyczaj nie rzucają się w oczy.
Słońce ogrzewało brukowane ulice miasta, na których tętniło życie. Powozy mknęły to w jedną to w drugą stronę, przekupnie zachwalali swoje towary a eleganckie damy w długich sukniach i z Na północy nie można było liczyć na tak piękne przedwiośnie, tam śnieg ciągle jeszcze pokrywał ziemię puszystą, białą warstwą. Między innymi dlatego postanowił opuścić rodzinne strony. Z powodu zimna i kompletnej nieudolności w interesach chłopak zdecydował, że lepiej będzie podjąć studia a zawiadywanie przedsiębiorstwem handlującym skórami zostawić młodszemu bratu. Wybór kierunku też był prosty – magia wydawała mu się fascynująca. Poza tym jako czarodziej miałby bardzo szerokie możliwości wyboru kariery: czy to naukowej czy politycznej lub wreszcie wojskowej.
Po kwadransie był na uczelni. Mógł wejść bez przeszkód, wśród studentów trafiały się kobiety, choć nie było ich wiele. Zapukał do odpowiednich drzwi, a gdy dobiegło zza nich przyzwolenie na wejście, nacisnął klamkę i przestąpił próg.
Gdy znalazł się w środku, siedzący za biurkiem siwowłosy profesor podniósł głowę znad matematycznych łamigłówek, które rozwiązywał, siedząc samotnie na dyżurze i spojrzał na niego zza okularów.
- Witam. Zdaje się, że pomyliła pani pokoje. O ile sobie przypominam, na liście moich studentów nie ma żadnej kobiety.
- Mam