Duchy · 7 min czytania
Nawiedzona...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nawiedzona...
Zacznę od tego, że wszystkie zdarzenia opisane tutaj przydarzyły mi się naprawdę w życiu... Proszę nie bierzcie mnie za jakąś nawiedzoną, czy opętaną... Chyba nie jestem żadną z tych... Mam taką nadzieję... Po prostu chciałam się wygadać... Te wydarzenia zdarzyły mi się w większych odstępach czasowych, lecz tu je przyspieszyłam. *** Dzień jak każdy inny. Kolejny. Śniadanie, do szkoły, na dwór, obiad, do pokoju, kolacja. I znowu wieczór. Aż nadszedł dzień, który wywrócił moje życie do góry nogami na pewien okres czasu. Lekcja historii przebiegała spokojnie, to był mój ulubiony przedmiot zwłaszcza, że omawialiśmy I i II wojnę światową. Oglądaliśmy urywki filmów, stare zdjęcia, zainteresowaniem słuchaliśmy naszego nauczyciela. W tym dniu każdy z nas miał przynieść z domu rodzinną pamiątkę z tamtych czasów. Niestety nie dane mi było wystąpienie na środek klasy i opowiedzenie o jakimś bezcennym przedmiocie. Chciałam i to bardzo, lecz móc, a chcieć to wielka różnica. Wiedziałam, iż mój pradziadek uczestniczył w wojnie i był dzielnym żołnierzem. Bardzo żałowałam, że nie poznałam go osobiście, nie zachowały się jego fotografie więc nawet nie miałam bladego pojęcia jak wyglądał... Na szczęście dzień minął szybko i zbliżała się ciemna noc. Przed snem, w trakcie modlitwy zaczęłam żałować, że nie poznałam swego pradziadka i prosiłam o spotkanie z nim. Choć wiedziałam iż to całkowicie niemożliwie. On umarł, a ja żyłam... Położyłam się do łóżka i zasnęłam głębokim, spokojnym snem. Gdy się obudziłam, był środek nocy. W pokoju panowała nieprzenikniona ciemność. Po chwili zrozumiałam co spowodowało moje nagłe obudzenie. Za oknem szalała straszliwa burza. Słychać było huk grzmotów i raz po raz biała błyskawica przecinała zachmurzone niebo. Miałam wrażenie, że coś tu nie gra. Rozejrzałam się powoli po moim pokoju, było tak ciemno, że każda znana mi rzecz za dnia, teraz stawała się całkowicie czymś innym. Po paru minutach, już wiedziałam... W drzwiach widziałam, białą postać. Może nie całkowicie białą, bo wyglądała na biało-przezroczysta. Unosiła się lekko, prawie nie dostrzegalnie nad podłogą. Wydawało się, że była zwrócona tyłem do mnie i ”patrzyła” w stronę pokoju mojej świętej pamięci prababci. Nie widziałam twarzy zjawy. Gdy ją spostrzegłam od razu się przeraziłam. To nie było normalne. Nie wierze w duchy, zjawy, itp. Mam w końcu 16lat. Ale TO tu było... Serce zaczęło mi mocniej bić. Zwariowałam? Może to tylko sen? Wtedy tak myślałam i od razu pospiesznie zamknęłam oczy. Cokolwiek, czy ktokolwiek wolałam udawać, że smacznie śpię. Starałam się uspokoić walące jak młot serce... Po pewnym czasie mi się to udało i znów odpłynęłam do krainy snów... *** Następnego dnia, wstałam po południu. Weszłam do kuchni i zobaczyłam, przyczepioną do lodówki kartkę. Szybko przeczytałam jej treść. Okazało się, że moi rodzice pojechali i wrócą późno w nocy. Poszłam i zerknęłam do pokoju brata, jego także nie było. Zapewne wyszedł pograć i wróci jeszcze później niż rodzice – pomyślałam. Zjadłam śniadanie, umyłam się i ubrałam. Byłam sama w domu. Cisza i spokój. O…