Fantasy · 9 min czytania
Nawiedzony Las
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
NAWIEDZONY LAS ***
Martwą ciszę ciemnego lasu przerwały dwa podniesione głosy. - Musimy skręcić w tamtą stronę!- krzyczał męski głos. - Bzdura. Do Terminenu idzie się tam.- odpowiedział mu zirytowany głos należący do płci pięknej. - Tak, a pamiętasz jak zgubiliśmy się poprzednim razem!- odpowiedziało mu pełne zarzutu milczenie.- No właśnie! Dlatego pójdziemy w prawo. - Jak chcesz tylko potem się nie wydzieraj, że jednak trzeba było skręcić w lewo.- prychnęła. - Co to było?!- nagle spytał mężczyzna. - Co nic nie słyszę…….. Z gęstych zarośli dochodziły odgłosy czołgania. Podróżnicy zamarli. Wytężali siły aby dostrzec cokolwiek w mrocznym lesie ale otaczała ich słaba poświata słońca, które usilnie próbowało się przebić przez gęste poszycie. - Mówiłem żeby iść głównym gościńcem a nie błądzić po tym przeklętym lesie.- powiedział drżący głos. Krzewy i drzewa przybierające kształt upiorów również nie poprawiały nastroju przerażonych podróżników. - To pewnie tylko ranne zwierzę.- bez powodzenia przekonywała się kobieta. Odgłosy szurania były coraz głośniejsze. Na rozdroże gdzie stali podróżni wypełzła bezkształtna masa cieni. Mężczyzna sięgnął dłonią po miecz :- Wsiadaj na konia i uciekaj. - Nie zostawię cię tu samego. Na twarzy dziewczyny malowała się determinacja podczas gdy umysł próbował pogodzić się z nieuniknionym. Gdy potwór przedarł się prze osłonę roślin wyszedł na drogę i odwrócił się w ich stronę. Pośród szarości, z których był złożony, dostrzegli rzędy ostrych i cienkich jak szpilki zębów. Dziesiątki rzędów. Twarze podróżników zrobiły się blade jak ściana, ręce zaczęły drżeć. Stali, patrząc się na potwora, sparaliżowani strachem. Stwór ruszył ku nim. Najpierw powoli wlekąc za sobą cienie lecz kiedy mężczyzna wyciągnął miecz, rzucił się na nich. Jedyne co zobaczyli to mknąca ku nim plama ciemności. Chłopak krzyknął przeciągle gdy potwór złapał go ostrymi zębami za nogę i zaczął ciągnąć w stronę zarośli. Kobieta rzuciła się ratować go. Chwyciła go za rękę i usiłowała go oswobodzić. Podróżnik krzyczał gdy potwór łamał mu kość w nodze coraz mocniej nim szarpiąc. Szerokie szczęki Cieniowego Monstrum okazały się jednak silniejsze i chłopak został wciągnięty w kępy krzaków. Las po raz kolejny pogrążył się w martwej ciszy. Jedyne co można było usłyszeć to dziko bijące serce podróżniczki. Leżała na drodze z wciąż wyciągniętą ręką. Z przerażeniem wpatrywała się w ciemną ścianę lasu jakby jej towarzysz, cały zakrwawiony, miał za chwile stamtąd wyskoczyć i tryumfalnie wykrzyczeć, że zabił stwora. Ale tak się nie stało. Żaden dźwięk nie przerwał przerażającej ciszy.
***
Gospoda jak zawsze była zatłoczona. Każdy ciemny kąt był zajęty przez ludzi raczej wątpliwej reputacji. Na panine ustawionym pod ścianą cicho pobrzękiwał karczmowy muzyk. Kelnerki krążyły w okół stolików co chwila dolewając już i tak zalanym klientą piwa. Właściciel stał za barem wycierając kufle. Natomiast przy barze można było spotkać najrozmaitsze paskudne typki. Siedziała przy barze kiedy kątem ucha usłyszała rozmowę dwóch kupców. Zapewne podróżowali z karawaną i szukali przewodnika. - Jeśli pójdziemy gościńcem możemy natrawić na odział patrolujący. Zabiorą nam nasz towar a Sern nie będzie z tego zadowolony. – pierwszy z kupców miał dudniący głos co wynikało z jego postawnej figury. -Las jest nawiedzony, spytaj kogokolwiek a to potwierdzi. – nie uśmiechało mu się iść przez gościniec ale jeszcze bardziej bał się iść prze las. Przysłuchiwała się przez jakiś czas ich rozmowie po czym dopiła swoje piwo i podeszła do stolika kupców. - Jeśli jesteście na tyle szaleni aby wędrować przez las radzę wam zawczasu wybrać ładne wieńce na wasze groby. Miała nałożony kaptur więc nie mogli dostrzec jej smutnego uśmiechu. Od tamtej okrutnej przygody w lesie minęło siedem lat. Po mimo upływu czasu rany po utracie przyjaciele lewie się zabliźniły. Od tamtej pory prowadziła karawany przez nawiedzony Las. Przyrzekła sobie, że znajdzie Cienistego Potwora i zabije go w akcie zemsty za pozbawienie jej przyjaciela życia. - A czy