Inne · 18 min czytania
Nawiedzony pub ( odcinek 2)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Powiedziano mi, że drzwi są zamknięte do rana, a do tego czasu mam zamknąć ryja. Nie smucić, dobrze się bawić, bo jest zajebista muzyka, tańczyć i kupić sobie drinka. Fakt, muzyka była zarąbista – punk rock, którego osobiście nie znoszę, bo za bardzo drą ryja. Co miałem robić? Poszedłem do baru. Sushina, zasugerowała mi wcześniej, żeby już więcej nie pić, więc wziąłem się na sposób. Zamówiłem kakao; duże, z pianką. Takie jakie robiła mi babcia. Kogut, wpierw spojrzała na mnie jak na wariata, potem pokręciła głową, po czym przyniosła zamówienie i już szykowała się, żeby dolać tam wódki, ale zasłoniłem kufel ręką. Pierwsza zasada; zawsze pilnuj swojego kieliszka, nigdy nie wiadomo co mogą ci tam dosypać. Swoją drogą, to było oryginalne, żeby podawać kakao w kuflu, dziwna sprawa, że w ogóle to mieli. Kogut powiedziała, że to chwyt marketingowy, żeby zachęcać klientów do kupowania alkoholu, bo kufle i kieliszki się z nim kojarzą. Ciekawe, że nie wpadli na pomysł, że można sprzedawać tylko alkohol. Minąłem grupkę przy barze, gdzie jeden facet zwrócił moją uwagę. Stał nieruchomo jak manekin, trzymając kufel na wysokości piersi, z jego ust wystawała słomka, która stanowiła łącznik pomiędzy nim, a piwem. Kiedy inni żywo gestykulowali, on pozostawał w bezruchu. Było już dobrze po dwudziestej drugiej, więc postanowiłem się udać na striptiz. Nie miałem ochoty się już spotykać z Krzysiem, który uważał się za wampira. Był niesympatyczny, a poza tym rozmowa z nim, zajmowała stanowczo za dużo czasu. Ciekawiło mnie, co on takiego zrobił, że ten ksiądz mu uwierzył? To pewnie dla świętego spokoju, tylko udawał, że wierzy. W chrześcijaństwie wiara w takie rzeczy jest przecież zabroniona, a już na pewno nie wolno jej praktykować. Z drugiej jednak strony w tym klubie barmanka kazała do siebie mówić Kogut. Jakiś żul Wielbłąd, jarał się innymi pijaczkami o kretyńskich ksywach, faceci wrzucali dwieście złotych do klozetu. Dwa trupy nie przeżyły, będąca w świetniej formie Sushina, była martwa od piątku, a o dwunastej w nocy, duchy śpiewały o Legii. Co w tym dziwnego, że szef, który nie lubi trzeźwych i gada o smaku Ketaminy uważa się za wampira, a właściwie; wa-wampira? W trzeciej sali, striptizerki w najlepsze rozgrzały już publiczność do czerwoności, za wyjątkiem pewnego młodzieńca, który siedział samotnie przy stoliku, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje naokoło. Młodzian, miał na sobie różowy t-shirt z niebieskim słoniem, różowe spodenki i buty pomalowane w fantazyjne wzory, a na głowie wysokiego na około pól metra, postawionego żelem irokeza. Prawdopodobnie musiał się schylać, gdy przekraczał próg. Jego uwaga skupiona była na bloku rysunkowym, w którym coś bazgrał markerem. Szkicowniku, wypełnionym już prawie w całości jakimiś dziwadłami z wielkimi oczami. Spytałem czy mogę się dosiąść. - No – odpowiedział nie przerywając swojego zajęcia. Dosiadłem się i spytałem co robi. Dopiero teraz młodzian przerwał na moment i spojrzał na mnie. - Sowę? - w tym jednym wyrazie, jak się potem okazało, zawierała się zarówno odpowiedź na moje pytanie, jak i jego zapytanie, czy sobie takową życzę. - Słucham? Młodzian bez słowa podał mi kartkę papieru, na której było niedbale napisane kredkami:
RóżowyRobiSowy
Sowę zrobię:
- na ząmówienie, zlecenie, a nawet dekoracje - na każdym rodzaju nawierzchni - w każdym kolorze, pod warunkiem, że jest różowy!!! ale mogą być też inne
Sowę sprzedam
- namalowaną przeze mnie!!!
PROMOCJA!
- dwie sowy i trzecia w cenie trzech
Część 22 / 2
Super promocja!!
- do każdej sowy daje autograf
( mój własny)
Różowy zaprasza na SOWY
www.rozowyrobisowy.ownlog.com
Rozstawienie na kartce było koszmarne i raczej odrzucało, niż zachęcało, ale za to miało fajne kolorki. A więc, to był ten słynny Różowy co robi sowy. Widziałem jego wrzuty na szyldach sklepów, na murach, na ścianach przeznaczonych na graffiti. Była to zazwyczaj sowa, albo ,, RóżowyRobiSowy", ,,RRS ", lub też napis na pustej przestrzeni: TU BĘDZIE SOWA RÓŻOWEGO. NIE RUSZAĆ!!! Facet zaklepywał sobie teren, wygryzając konkurencje, której właściwie nie miał. Nikt inny nie malował sów na taka skalę. To znaczy to, co on malował, to podobno były te ptaki, ale tylko on był o tym przekonany. Z reguły inni widzieli w tym zupełnie coś innego, co bardzo denerwowało artystę. Do klasyku należała już opowieść, jak to Różowy zagrał na jednym koncercie z Hujas w Cipas. Zespół generalnie śpiewał piosenki o miłości, a idea polegała na tym, że Pan koloru świni( tak nazywał się profil Różowego na facebooku) malował w tym czasie na ścianie to, co zespól śpiewał. Przy czym on uważał, że zespół śpiewa o sowach. Nie było to pozbawione sensu, gdyż muzycy nagrali utwór specjalnie na tą okazje – Sowy się kochają. Nie wyszło to jednak tak, jak powinno, ponieważ malarz, tak się schlał z zespołem przed koncertem, że nie był wstanie utrzymać pędzla, a zespół zapomniał słów piosenek, wiec wyszła jedna wielka improwizacja. Publiczność jednak i tak była zadowolona. Lider zespołu – Doktor Giry słynął z tego, że w każdym zespole, z którym występował, picie przed koncertem i rausz na scenie było na porządku dziennym. Występował łącznie w bodajże w dziewięćdziesięciu dziewięciu zespołach, więc właściwie cały rok był w trasie w którymś z nich. Między koncertami dorabiał jako barman, więc alkoholu nigdy nie brakło. Z reguły brali w trasę trzy ciężarówki; jedna ze sprzętem muzycznym i dwie ze skrzynkami browarów. Po tamtym koncercie, Różowy dostał propozycje zrobienia okładki dla zespołu ,, Parówa", ale uznał, że to przerasta jego kompetencje, Według niego narysowanie parówki było zbyt trudne. Dowiedziałem się o Panu koloru świni, kiedy obejrzałem filmik pokazujący jak Różowy maluje Sowę, w nocy przed posterunkiem policji. Pod filmikiem był link do jego facebooka, gdzie pieczołowicie opisywał co u niego się dzieje. Mówiąc krótko – to był pojeb. Jak większość w tym pubie. Nagle zauważyłem, że do kakao wpadają mi jakieś krople z sufitu. Nadstawiłem palec, po czym posmakowałem tego, co spadło. Spirytus. Spojrzałem w górę i zobaczyłem Koguta, która siedziała na jakiejś grzędzie, trzy metry nade mną. W ręku miała strzykawkę ze spirytusem, z której spuszczała krople do mojego kufla. Zerwałem się na równe nogi -Co robisz?! Jak tam wlazłaś?! - krzyknąłem. - Nie zamówiłeś alkoholu. Jako barmani mamy obowiązek dolewać go klientom, którzy go nie piją. Nad całym pubem pod sufitem są porozmieszczane te bale. Przesuwamy się na nich nad klienta i stąd mu dolewamy. To jest nasz system na abstynentów. - A jak stąd zejdziesz? - była dość wysoko. - Chwileczkę – wyjęła krótkofalówkę. - Kogut do Dużej, Kogut do Dużej. Jestem na C4. Zdejmij mnie. Po chwili powierzchnia mojego kakao zaczyna drzeć jak woda w filmie Jurassic Park, kiedy zjawiał się Tyranozaur. Z piwem Różowego działo się to samo. Po chwili poczuliśmy rytmiczne wstrząsy ziemi, z każdą chwilą coraz wyraźniejsze. Coś się zbliżało, i to coś dużego. To coś to była Buka z Muminków. Tak przynajmniej pomyślałem na pierwszy rzut oka, bo to kobieta była, to chyba była kobieta, ale bardziej przypominała mi Bukę. Miała na sobie fioletową koszulkę z jej twarzą, a ponieważ była ona jakieś dwa metry nad ziemia, myślałem,że to prawdziwa głowa. Twarz jej był jednak dalsze pół metra wyżej. Ta kobieta była ogromna i tłusta. Wyglądała jak trzymetrowy worek na kartofle w stroju buki. Ten widok zainspirował mnie do prawdziwej twórczości.
Podeszła do nas lokomotywa. Ciężka ogromna i pot z niej spływa,tłusta oliwa. Stoi i sapie i dyszy i dmucha A fetor z rozpasionego jej pyska bucha gdzie tylko spojrzę, to tłuszcz się wylewa, a jeśli kichnie, to będzie ulewa, Jest taka wielka, nie mieści się w drzwi nikt z obecnych jednak z niej nie drwi, Lecz choćby przyszło tysiąc atletów, i każdy zjadłby tysiąc kotletów, i każdy nie wiem jak się natężał to by jej nie ruszył - taki to ciężar Wichura z jej płuc te stoły rozniesie, nic tu pomogą żadni kolesie. I stoi już obok, pozdrawia mnie gestem Wyciąga rękę, mówi – Duża jestem. Żarła dużo bo tak się roztyła, muszę to przyznać – mała nie była i patrzy tak na mnie, a w gardle ja ssie i mówi basowo – napiłabym się I drepce nerwowo,i obcasami stuka, nastawia karku, bierze Koguta
Najpierw powoli jak żółw ociężale, Ruszyła z kogutem na karku ospale Szarpnęła swe nogi i dźwiga z mozołem koguta - kobietę, co miele jęzorem do biegu pośpiesza ją, by gnąc coraz prędzej prędkości, prędkości, prędkości chce więcej A dokąd, a dokąd, a dokąd tak gna? Do baru. do baru, co sił ile się da, A na co, a na co, a na co ten ruch? Bo suszy, bo suszy bo suszy za dwóch, To Duża, to ona, to jej pic się chce do piwopoju, jak dotrzeć tam wie By wziąć sobie kufel i wlać tam browara, tak bardzo, tak bardzo, tak bardzo się stara I biegną przez sale tratując…