Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 8 min czytania

Next day C.D.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

3) Szła przez pustą ulicę w brudnej i zapomnianej przez Boga dzielnicy. To jedna z tych okolic, w których niezaleznie od pory dnia panuje mrok. Wzdłuż ustawione były śmietniki. Na jednym miauczał kot, przy innych grzebały szczury. Szła przed siebie nie oglądając się na ściany poobdzierane z tynku, nie pamiętające już czasów farby. Nie zwracała uwagi na szelesty po bokach ani pojedyncze krzyki za plecami. Nagle z prostopadłej ulicy wybiegł łysy człowiek. Zatrzymał się dokładnie na środku ulicy, po której szła i odwrócił się do niej. Jego oczy otworzyły się szeroko w niemym przerażeniu. Człowiek otworzył usta i... zaczął śpiewać piosenkę o wesołym pociągu pełnym czekolady. Carrida obudziła się przerażona. W telewizji leciał program dla dzieci, a ona sama musiała przysnąć podczas którejś przerwy reklamowej. Szybko spojrzała na zegarek. - No niee!! - Wyraziła swój zdecydowany sprzeciw dla godziny pokazywanej na zegarze. - Przecież nigdy nie spię w dzień! Dlaczego zdarzyło się to akurat dziś?! Była 20.50 i jeśli chciała zdąrzyć to musiałaby już być w połowie drogi. A nie była. Założyła tylko buty, wzięła torebkę i wyszła. Na dworze niespodziewanie przywitał ją chłód. Poczuła go bardzo dobitnie, ponieważ nie zabrała kurtki. Niestety jej samochód stał w garażu i miał tam zostać jeszcze tydzień. Miała drobny wypadek wracając z imprezy z koleżankami z pracy - nic wielkiego, ale samochód nie wyglądał najlepiej. Nienajlepiej wyglądał też jej portfel - będzie musiała znów pracować po godzinach zamiast chodzić na imprezy. Szła w stronę parku trochę oddalonego od centrum, w którym mieszkała od kiedy postanowiła wyprowadzić się z domu i zamieszkać w innym mieście. Chciała być bliżej swojego chłopaka, a przy okazji poznać nowych ludzi i się usamodzielnić. Jednak jej chłopak okazał się zwykłym... facetem, a życie na własną rękę harowaniem jak wół. Ale lubiła swoje życie. Nie mogła narzekać. Zbliżyła się do skrzyżowania, przy którym mieszkał Sin. Miała nadzieję, że nie wpadnie mu do głowy akurat teraz wyjrzeć za okno - nie miała ochoty chować się w bramach. Przeszła jeszcze parę ulic i znalazła się przy wejściu do parku. Był listopad, godzina - spojrzała na zegarek - 21.13 i nie było zbyt jasno. Park zamykali o 23. Chociaż chodziła do niego kiedy tylko poznawał jej na to czas, to perspektywa przemierzania go po ciemku napełniała ją grozą. Ciekawość jednak zwyciężyła. Udała się w stronę ławki, położonej tuż obok jeziorka pośrodku parku - jej ulubionego miejsca, w której czytała książki, rozmyślała i przychodziła kiedy było jej smutno. Po tym jak zostawiła Sina - czy raczej on nie dał jej innego wyboru zdradzając z dostawczynią pizzy - przesiedziała tu naprawdę dużo czasu. Drzewa jakoś szumiały bardziej inaczej nież zawsze, dziwne szmery słyszała też przy drodze. Na jednej z ławek, które miajała młoda para siedziała przytulona. Całowali się. Na ten widok Carridę coś ścisnęło w okolicach żołądka i przypomniała sobie złośliwą uwagę Sina o facecie, którego nie ma. To może dziwne, ale minęły już trzy miesiące a ona nie spotkała się jeszcze z nikim. Żadnych przelotnych romansów, nieudanych randek, czy imprezowych znajomości... Nie licząc Ive oczywiście. Właśnie... Ive. Doszła do swojej ulubionej ławki i z bólem stwierdziła, że jest pusta. Nikogo nie ma w pobliżu. Była już 21.19 i zdawała sobie sprawę ze swojego spóźniania, ale to możliwe, że ona już poszła? "No tak, to nie Sin, który zawsze czekał na mnie 40 minut aż się wymaluję i wezmę prysznic" - pomyślała mająć żal do siebie o zaspanie. Usiadła na ławce i postanowiła zaczekać jeszcze moment. Sztuczny stawik nie odbijał żadnych świateł, wszystkie tonęły w

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%