Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Technologia · 32 min czytania

> NGE

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

[na podstawie Mangi "Neon Genesis Evangelion" pozdrawiam wszystkich Otaku i nie tylko!]

„... Kiedy tu przybyłem wszystko wydawało się jeszcze łatwe... Nie wiedziałem, że ojciec jest właśnie tu i teraz po ośmiu latach, wzywa mnie do siebie, bym... Właśnie, co ja tu robię?! Walczę z Aniołami i ryzykuję własnym życiem, a on mi jeszcze nawet nie podziękował. Pewnie nigdy go nie zrozu-miem... Moja dusza rozdarta pomiędzy rzeczywistością a snem. Tak bardzo pragnę śmierci, iż sama myśl o samobójstwie mnie odrzuca. Chcę stąd odejść, lecz nie mogę. Uwięziony na dobre i złe w piekle przeznaczenia... Życie może być naprawdę okrutne...” – Pomyślał chłopak idący do szkoły przez pusty chodnik, nad, którym szumiało tylko jedno drzewo na wiosennym wietrze. Nie był on szczególnie urodziwy, lecz wzrok przyciągała właśnie ta jego niepozorna sylwetka. Ciemne, błysz-czące włosy i brązowe oczy... Teraz ubrany był w koszulę z krótkimi rękawami i ciemne spodnie, a na ramieniu miał przewieszoną torbę z książkami. - Pośpiesz się! Usłyszał za sobą dziewczęcy głos. Popatrzył do tyłu i spostrzegł piękną dziewczynę w jego wieku, która dobiegłszy do niego odetchnęła głęboko. Przez chwilę miał czas jej się przypatrzeć. Dziew-czyna miała długie włosy koloru, którego nie da się tak dokładnie określić, gdyż była to mieszanka blond z rudym. Jej bujna grzywka opadała swobodnie na czoło i niebieskie, lśniące oczy. Skinął głową, kiedy powtórzyła swoją prośbę i oboje ruszyli ku betonowemu budynkowi szkolnemu. - Myślisz, że Ayanami dzisiaj przyjdzie? Chłopak szedł chwilę przypominając sobie twarz dziewczyny, o którą pytała jego towarzyszka. Rei miała niebieskie, krótkie, bujne włosy opadające strumieniami na twarz i czerwone, głębokie oczy. Była bardzo dziwna, jeżeli chodziło o jego zdanie. Czuł się przy niej nieswojo, gdyż prawie nigdy się nie uśmiechała, nie odezwała się także, jeśli jej ktoś nie zapytał. Jednym słowem była bardzo tajem-niczą i niezbadaną osobą. Było to tym bardziej dziwne, gdyż w komputerach nie było żadnych in-formacji o niej. Dosłownie nic, co by mogło pozwolić komukolwiek na jej poznanie. Naprawdę nig-dy nie rozumiał tej dziewczyny, choć z Asuką było jeszcze gorzej, bo przecież ona jej nie znosiła. Doprawdy, dziewczyna koło niego idąca nie należała, ani do spokojnych, ani do zrównoważonych, bo charakterek to ona miała... - Nie wiem...- Odparł po chwili- Jeżeli ma dzisiaj ćwiczenia. - Żeby tylko moją Evę szybko postawili na nogi, po ostatniej walce nieźle jej się oberwało. - Owszem, dobrze, że wtedy przyszła Rei. - Co masz na myśli?- żachnęła Asuka dając mu kuksańca w bok. -Nic, chodźmy zaraz zaczynają się lekcje... Uczniowie nie byli jeszcze w szkole i na korytarzach było pusto. Kiedy weszli na metalową posadzkę ich kroki odbiły się głuchym echem o ściany. ”Nigdy nie żywiłem żadnych snów ani ambicji. Nigdy nie aspirowałem do kariery, lub profesji na przyszłość. Dotychczas, przez pierwsze czternaście lat mojego żywota, rzeczy zawsze były takimi, jakimi musiały być. I wszystko najprawdopodobniej cią-gle będzie tak wyglądało. To właśnie, dlatego naprawdę nigdy nie dbałem o to czy ulegnę jakiemuś wypadkowi, czy też po prostu umrę...”- Przypomniał sobie swoje wypracowanie szkolne, zawsze sobie o nim przypominał, nawet mimo woli, kiedy znajdował się w ponurym budynku szkolnym... - Misato mówiła, że mamy po lekcjach zgłosić się do Nerv’u. - Pamiętam. Mruknęła Asuka wchodząc po schodach. Oboje nie byli w zbyt interesujących stosunkach, ale kiedy przychodziło, co, do czego, umieli współdziałać. A póki tak było, wszystko było w porządku. Lekcje zaczęły się punktualnie, niezbyt ciekawy wykład przedłużał się w nieskończoność. Shinji bezwiednie przeniósł wzrok na puste miejsce Ayanami i tam go pozostawił. Jeszcze tylko kilka minut i do domu. Chociaż chłopak nigdy nie przepadał za określaniem tego miejsca, w którym mieszkał domem. Ale zawsze miał wrażenie, że mimo wszystko jest tam jego ojciec... Który go nie kocha... Nie! Nie chciał tak o tym myśleć, mimo, że nie czuł do niego nic poza synowskim przywiązaniem, bez uczuć. Wstał nie spuszczając oczu z pustego siedzenia Rei i zaczął wkładać książki do torby, potem wyszedł. Tak jak każdego dnia. Tak jak zawsze... W Nerv’ie, nie spotkała go żadna niespodzianka, zimne ściany otulone żelazem i betonem. Niekoń-czące się korytarze i komunikaty z radiowęzła... Niczego nowego, niczego ciekawego. Tylko pod sufitem jakieś rury, a tam ktoś właśnie przeszedł. Chyba mu się śpieszyło. Po dojściu do sali, w któ-rej się przebierali w mundury pilotów zobaczył, że na ziemi leżą rzeczy Asuki. „Pewnie już przy-szła...”- Pomyślał kładąc do szafki swoje rzeczy. Ubieranie się w mundur nie należało do rzeczy ła-twych, ale dało się wejść w niejaką wprawę po kilku miesiącach. Plug suit był, bowiem rodzajem kostiumu, który musi założyć każdy pilot zasiadający za sterami Evangelionów. Wzmacnia on syn-chronizację pilota z Evą, a jedyną konieczną rzeczą dla pilotowania jest natomiast przypięcie do wło-sów przekaźnika. Który swoim wyglądem przypominał spinacze do włosów. Zza metalowej ściany usłyszał Asukę, rozmawiała z Kajim. Ten człowiek musiał mieć nerwy, żeby zaopiekować się nią w Niemczech. Shinji uśmiechnął się z ironią i wyszedł na zewnątrz, rzucił pośpieszne spojrzenie w ich stronę i poszedł dalej. To tam, za tymi drzwiami jest to, czym kieruje... Wspaniały Evangelion. Do-prawdy ci, co nigdy tu nie byli nie mają pojęcia o tym wszystkim, co wpływa na jego samopoczucie. Drzwi rozsunęły się z cichym szumem przed nim i wtedy zobaczył głowę Evy. Była ogromna, po-dobna trochę do ludzkiej twarzy. Z długim metalowym „rogiem” wystającym na czole i w dodatku z długą brodą. O ile dobrze pamięta... To ten robot miał ciało podobne do człowieka, o długich chu-dych rękach, nogach i wyjątkowo wąskim korpusie. Kiedy pierwszy raz tu przyszedł i zobaczył tę głowę w wodzie, a raczej płynie, był wstrząśnięty. Do tego potwora miał wsiąść... On?!... A teraz wie, że to jest „najsilniejsza wielozadaniowa broń, jaką stworzył człowiek...” Bio-robot Evangelion i że to on Shinji Ikari ma nim pokierować. - Shinji! – Usłyszał za sobą wesoły okrzyk kobiety. Odwrócił się i popatrzył na Misato, jego opiekunkę. Doprawdy była z niej niesamowita osoba, wspaniała figura, ciemne włosy i brązowe oczy. Mieszka z nią w domu, a ona, mimo że ma dopiero 29 lat nie stroni od piwa. Może dlatego często z tego powodu nie może z nią spokojnie porozma-wiać. Chociaż sam nie był pewien czy tego naprawdę chce... - Shinji!- Powiedziała stając przy nim- Na razie tylko ćwiczenia startowe, postaraj się, więc... - Dobrze pani Misato.- Przytaknął wchodząc po kładce w pobliże Entry plugu. Powoli wsunął się do środka i zasiadł za sterami, które przypominały dwa uchwyty. Po kilku sekun-dach do środka zaczął wpływać płyn, znał go... Za każdym razem dziwnie się czuł, kiedy ta substan-cja wypełniała jego płuca, a równocześnie pozwalała oddychać. - Nieprawidłowości w stopniu synchronizacji 0,89%. Numer pierwszy gotowy...- Maya podała dane i popatrzyła wyczekująco na Misato. - Zaczynać. Przytaknęła tamta. Shinji bez trudu wszedł do sali, w której ćwiczyli zawsze podczas spokoju na górze. Teraz będzie mógł trochę się wyładować. - Cel gotowy... Na ścianie ukazał się jakiś Anioł, w którego chłopak miał strzelać. Powoli, bez pośpiechu wycelował i zaczął atakować. Od kilku już miesięcy nie miał z takimi ćwiczeniami żadnych problemów, dlatego jego opiekunka bardzo go za to chwaliła. A on sam nie wiedział, czy to robi dla niej, dla tych po-chwał, czy dla siebie samego...

... Kolejny dzień, w szkole mnie nie było, bo były ćwiczenia startowe numeru zerowego. Kiedy sie-działam w Evie myślałam, że gdyby jej tu nie było, to nie byłoby i mnie... Nie miałabym, po co żyć, bo przecież urodziłam się dla niej. Jestem jej częścią. Jakie dziwne uczucie, być częścią czegoś tak doskonałego, lecz czy ja sama jestem warta tak wspaniałego robota!? Czy to jest moje miejsce, przy niej? Jakby też mogło być inaczej, nie znam innego sposobu bycia. Żyję dla niej, a ona jest tylko mo-ja i gdybym nawet umarła, nikt by za mną nie płakał, bo przecież... Tak, tak... Nikt nie wie, ale ja wiem i kiedy o tym pomyślę, to chce mi się płakać. Lecz czy umiem płakać? Śmiać się przecież też nie mogę, bo nie znam uczuć, które posiadają inni. Jestem sobą, bardzo dziwną sobą... W pokoju Rei panował względny porządek, a raczej porządek, gdyż były tu tylko te rzeczy, które naprawdę potrzebowała. W skrzynce pocztowej piętrzyły się sterty nie otworzonych listów. Chyba nie musi ich otwierać, albo nie przyszło jej to jeszcze do głowy. Nie mieszkała w Nerv’ie, wolała ogromny blok mieszkalny o szarych oknach i ścianach przepełnionych szarością. Po powrocie z prób startowych nie miała czasu zrobić sobie nawet herbaty, teraz sobie odpocznie i porządnie się wyśpi. Do szkoły pójdzie za kilka dni. Czas mija przecież tak szybko. Co się dzieje w polityce, nawet w mieście tego nie wiedziała i nawet ją to nie interesowało, bo, po co? Komandor Ikari mówił jej dzisiaj, że się świetnie spisała, mimo że numer zerowy nie synchronizował się tak jak oczekiwano. Popatrzyła w lustro i długo nie odrywała od niego wzroku. To wtedy komandor jej pomógł i teraz nosi te okropne blizny na dłoniach...Wtedy, kiedy utracili kontrolę nad Evangelionem. Jej, Evangelion, tylko jej... Co ona by zrobiła bez niego, czy byłaby wtedy tutaj, czy żyłaby w ogóle?! Te pytania bez przerwy kłębiły jej się w głowie, zawsze wtedy, gdy widziała potłuczone okulary ko-mandora. Z tymi okularami to się wiąże jeszcze jedna historia... Wtedy, kiedy Shinji przyszedł do mnie i przyniósł odnowioną kartę identyfikacyjną. A ja? Ja wychodziłam właśnie spod prysznica... I nie zareagowałam, byłam taka jak zawsze i wtedy... On opuścił te okulary na ziemię, a ja je chciałam podnieść i Shinji wywrócił się na mnie... To było bardzo dziwne uczucie. Choć nie doznawałam je tak samo jak Ikari. Zachował się jakoś... No nie wiem... Nie mam na ten temat zdania, chociaż pew-nie on to je ma. Ciekawe, co sobie o mnie pomyślał. To wszystko było dość niespodziewane... Rei odłożyła okulary na stolik i ściągnęła z siebie koszulę, aby ją przebrać. Nie miała zamiaru jej prać, dopóki nic się w mieście nic nie dzieje nikt do niej nie przyjdzie. Tak było zawsze. Po pierwsze nikt nie wiedział jak z nią rozmawiać i zachowywać się wobec niej. No i ona nie szukała zbytnio towarzy-stwa. Mimo że była bardzo zamkniętą w sobie dziewczyną czekała na kogoś, kto by stopił lody ją otaczające. Można by powiedzieć, że jak na czternastolatkę to mam dość dziwne myśli. Zresztą to pewnie i tak by nic nie zmieniło i nie zmienia... Usiadła na parapecie szerokiego okna, którego nigdy nie otwierała, aby nie słyszeć huków przejeżdżających nieopodal samochodów... Zostałam wybrana na podstawie raportu instytutu Marduka na pierwszy podmiot testowany, czyli „first children.” I przecież powinnam być z tego dumna. Jednakże jakoś nie mogę i nie chcę być dumna. Czuję tylko wdzięczność za to, że Evangelion dał mi cel mojego marnego życia. Bo ono istnieje dopiero wtedy, kiedy jestem potrzebna przy ratowaniu ludzkości. A przecież mi jest i tak wszystko jedno, zrobię to, co mi rozkażą, bo przecież komandor Ikari wydaje te rozkazy... „Na tym świecie wierzę tylko ko-mandorowi Ikariemu...” - Pomyślała z jakimś dziwnym uczuciem przepełniającym jej serce. Dobrze, może jestem introwertyczką i nie pokazuję swoich uczuć na, zewnątrz, ale to naprawdę nie powinno nikogo obchodzić... A może? Ayanami ułożyła czoło na kolanach i zamyśliła się. „To ciało, to ja... To, bowiem kształt, który mnie tworzy. Ale czuję się tak, jakbym ja nie była sobą... Bardzo dziw-ne...” Powinni być ze mnie zadowoleni, przecież nigdy nikomu się nie sprzeciwiłam, zawsze wyko-nywałam ich rozkazy. Och niech to będzie prawdą, niech ją pochwalą... Tak bardzo za tym tęskniła... Moja Eva, drogi Evangelion, któremu zawdzięczam istnienie. Ogromna sylwetka przypominająca człowieka, a przecież w rzeczywistości jest bio-robotem częścią całości. Jej Evangelion wyglądał bardzo podobnie jak Shinjego, miał tylko inną głowę. Ponieważ jej robot miał jedno okrągłe oko i odbiegające w ten sam sposób kształty ludzkiej twarzy. Oko chronione było, zatem przez długi, ostro zakończony daszek. A podobieństwa polegały na tym, że tak samo jak w numerze jeden, nu-mer zerowy miał długą brodę. Rei lubiła swoją, Evę, gdyż była ona jej jedyną przyjaciółką w życiu... Dni minęły bardzo szybko, dlatego postanowiła wrócić do szkoły i wreszcie zmienić trochę temat swoich myśli. Wszystko zaczynało się za bardzo komplikować. Po dojściu do szkoły zobaczyła, że w klasie panuje jakieś dziwne poruszenie... - Słyszeliście!? To już Toji idzie pilotować Evangeliona! - Niemożliwe! - Właśnie, że tak! Dzisiaj sam mi mówił!- Krzyczał podniecony Kensuke stając na ławce. - Nie wierzę ci! - Ale kiedy tak jest. Przecież nie ma go dzisiaj w szkole bo został na testach startowych i pojechał do Nerv’u, wyobrażacie sobie!? Rei siedziała odwrócona do nich plecami, ale z zainteresowaniem przysłuchiwała się ich rozmowie. Nie wiedziała, że Toji tak szybko zostanie przyjęty do nich... Pewnie, komandor jej coś tam wspo-minał, ale nie chciało jej się wierzyć, że on... Wydawało jej się to mało prawdopodobne. Ale jeżeli mieliby zostać przyjaciółmi nie będzie miała nic przeciwko temu. Nie ona! A tak w ogóle, to ciekawe jak mu się powodzi, tam w Nerv’ie. Bo przecież numer czwarty, nie był jeszcze nigdy wypróbowy-wany. A kiedy były ćwiczenia z numerem zerowym były potworne problemy, chociaż potem obie-cano jej, że to się już nie powtórzy... I tak faktycznie było, lecz z czwórką nie wiadomo, co będzie, oby nic tak potwornego jak ona przeżyła... Zaległa gwałtowna cisza, więc Rei postanowiła się wziąć w garść i pozbierać wreszcie rozproszone myśli, chociaż nie było to wcale takie łatwe... Toji, czy jeszcze kiedykolwiek się spotkamy? –Pomyślała o tym dość dziwnie, ponieważ jeszcze nawet nie mogła sobie wyobrazić, jaka tragedia rozegra się w najbliższym czasie...

Ile jeszcze mamy tu siedzieć? Nie chce mi się już... Co za nudy, przecież takich głupot nie da się słuchać... Mogliby zacząć gadać do rzeczy... Ciekawe, co ten Shinji znowu robi, znów go nie ma w szkole, a ja tu siedzę zamiast iść z panem Kaji na lemoniadę, jest przecież tak gorąco... Profesor wykładał zaś historię drugiego uderzenia, które zmieniło historię ludzkości. - W ostatnim roku wieku XX-ego ogromnych rozmiarów meteoryt uderzył w Antarktydę. W jednej chwili lodowy kontynent roztopił się, powodując podniesienie się poziomu wód aż o 20 metrów. Na całym świecie zaczęły występować anomalie pogodowe, nastąpił kryzys gospodarczy... Takie bajeczki z pewnością uwierzą zebrane tutaj dzieciaki, ja im nie wierzę. Jest przecież zupełnie inaczej! „Bo piętnaście lat temu odkryto na biegunie południowym obiekt o ludzkich kształtach- pierwszego jak go nazwano „anioła”. Gdy go badano z niewiadomych przyczyn nastąpiła ogromna eksplozja i to jest prawda o drugim uderzeniu”... A nie jakieś tam głupstwa... Kiedy to się wreszcie skończy? Chcę do domu, jeszcze te głupie dziesięć minut muszę wytrzymać... Ayanami przyszła dzisiaj, ciekawe czy udały jej się próby startowe, ale z nią lepiej nie rozmawiać jest strasznie dziwna. Ech... Wreszcie, Kensuke! Gdzie on się znowu podział? - Kensuke! Chodź tu! - O co chodzi, Asuka? - Pożyczysz mi na jutro dyskietkę? - Nie pisałaś? - To nie powinno ciebie obchodzić! Dasz mi ją?! - Ta... Tak... A teraz do domciu. Nie wyobrażam sobie przesiedzieć tu jeszcze kilka godzin, mam już przecież ukończony niemiecki uniwersytet, a teraz muszę się zajmować takimi błahostkami. No, jak na czter-naście lat jestem bardzo inteligentna i numer drugi też jest całkowicie pod moją kontrolą. Pan Kaji już mnie tak chwalił po przyjechaniu tu, do Japonii. Co prawda z żalem opuszczałam mój były kraj, ale tu nie jest wcale tak źle i wreszcie coś się dzieje... Che, che... Shinji pewnie wyskoczy ze spodni, kiedy się dowie, że…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
> NGE — czytnik · opowiadania