psychologia · 7 min czytania
Niagara
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siedziała na schodach z kubkiem kawy w ręce, przyglądając się cudownemu kolarzowi barw jakie malowało na niebie zachodzące słońce. Słońce… Dzień w dzień nie skarżąc się na wczesną pore wstaje- by przywrócić nas do życia. Negliżuje piękno świata zakryte aksamitnym mrokiem. Zapewnia nam ciepło i poczucie bezpieczeństwa. A gdy jego wędrówka po niebie dobiega już końca, jakby na przeprosiny za to że musi pogrążyć nas w ciemności, pozostawia na błękitnym płótnie najpiękniejsze obrazy barw, które zalewają nasze serca ciepłem i nieuzasadnioną tęsknotą. Nagle coś w niej pękło. Dziwny ucisk który od dłuższego czasu nieustannie oplatał jej serce w końcu przekroczył swoje granice i złamał je. Dziwne… Odtąd zamiast beznadziei i rozpaczy czuła wyłącznie pustke. Jej oczy które tak często plamiły twarz niepotrzebnymi łzami teraz bezczelnie rzucały światu wyzwanie – nadchodzę i nic już nie może mnie powstrzymać. To co myślą inni, co wypada a co nie a nawet jej własna przyszłość nagle straciły najmniejszy sens. Nie rozumiała jak mogła traktować życie tak poważnie. Przecież to całe życie to jeden wielki zlepek absurdów i zagadek. Nasz najpiekniejszy i najcenniejszy dar to zaledwie aksamitna chusteczka którą szanowny „per pan przeznaczenie” podciera sobie dupe przy byle piernięciu. Los nieustannie z nas drwi czerpiąc chorą, nienasyconą satysfakcje z naszego cierpienia. Ale już dosyć. Najwyższy czas przestać dokarmiać tego potworka. W końcu apetyt rośnie w miare jedzenia i pewnego dnia rozsmakowany tymi wszystkimi kopniakami rzuci się na nas z kłami. I jedynie w modlitwach pozostanie nadzieja że nie jesteśmy dość smacznym kąskiem dla tego smakosza. Jednak nie zawsze przeżuty i wypluty człowiek to ten sam człowiek. Potrzeba wielu sił by podnieść się, zetrzeć z siebie jego śline i żyć dalej z godnością krocząc do przodu. Nasze życie to plastelina którą każdy z nas może wymodelować tak jak chce. A ona bardzo dobrze wiedziała w jaki sposób chce uformować swój kawałek. Zawsze to wiedziała lecz bała się. Wolała nie wychylać się z szarego szeregu i żyć jak inni. Czy to nie chore? Przecież życie ma się tylko jedno. To wielki grzech zmarnować taki dar dla jakiś głupich konwenansów. Zapomniała co to nieśmiałość i niepewność. Zbuntowała się -od teraz to ona będzie kierować własnym życiem a nie ślepy los. Ten świat należał do niej i zamierzała wykorzystać to w każdej minucie jaka jej pozostała. Postanowiła więc odejść z tego życia i zapomnieć o nim. Ale za nim to zrobiła zadbała aby to zycie które opuszcza tak szybko nie zapomniało o niej. - „Skoro już tu jestem, to najwyższy czas się zabawić.” Wciągu miesiąca narobiła w nim więcej szumu niż przez całe 18 lat. Na początek rzuciła szkołe uznawszy że życie jest zbyt krótkie by marnować je w czterech szarych ścianach zatęchłej klasy, wysłuchując rzeczy o których wkrótce zapomni z ludźmi którymi szczerze pogardza. I nie bała się już powiedzieć tym ludziom prosto w twarz co o nich myśli. Co więcej robiła to z wielką satysfakcją przyswarzając sobie tym samym wielu wrogów. I im więcej ich miała, tym stawała się silniejsza. Ich nienawiść dodawała jej skrzydeł. I…