Inne · 23 min czytania
NIC
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
_________
Dziś miała chwilę. Nie chciała jej, ale musiała kiedyś uświadomić sobie, że nie da się cały czas biec, zapominać. Dziś miała czas, którego tak silnie się bała. Postanowiła napisać kilka słów, głęboko w sercu wierząc, że dzięki temu będzie jej łatwiej, że dzieki temu łzy zalewające jej twarz i serce przeleje na papier...zamieni na słowa...wiedziała, że tak się nie da, że to nic nie zmieni...ale musiała spróbować, musiała oszukiwać samą siebie. Wiedziała, że inaczej nie da rady, musiała zapomnieć o istniejącym czasie, o bólu, który rozrywał jej serce na strzępy, o myślach, które nie dawały spokoju. Musiała zrobić wszystko, żeby tylko zapomnieć choć na chwilę. Liczyła minuty, sekundy, patrzyła w niebo czekając na odpowiedż jak długo jeszcze.
Postanowiła napisać klka słów. Nie wiedziała po co, nie wiedziała do kogo. Czuła, że musi to zrobić, żeby żyć dalej. Musiała pisać choćby bez sensu, bez ładu. Nie myślała co to będzie, jak będzie to brzmiało. Pisała choć nic nie układało się w całość, pisała choć nie miało to żadnego sensu i znaczenia. Pisała tylko po to by zabić czas, pisała by ulżyć sobie w cierpieniu, pisała by zatamować łzy. Pisała... nie ważnego dlaczego, po prostu pisała bo nie widziała nic innego co mogłaby zrobić. Dziś nadszedł dzień, kiedy wstała z łóżka. Uważała to za całkiem niezłe osiągnięcie. Nie chciała tego robić, ale postanowiła spróbować dziś nieco inaczej zagrać z własną sobą. Wstała, umyła się, ubrała, wypiła kawę...dzień jak codzień. Gdyby nie to, że każdej z tych czynności towarzyszyły tabuny łez..cierpienie duszy, którego nie mogła opanować...wszystko przypominało jej fakt, o którym nawet nie potrafiła myśleć. Fakt, którego nawet nie chciała przed sobą przyznać. Fakt tak bolesny i niewyobrażalny dla niej, że nie mogła nawet wystukać go na klawiaturze komputera. Gdy tylko ta myśl wpadała do jej głowy szalała, panikowała, potrafiła nawet wtedy biegać po mieszkaniu w każdą stronę, aby tylko myślec o tym jaką to wariatka jest. Gdy pozwoliła TEJ myśli wejść, gdy wpuściła ją do swojego umysłu umierała...serce paliło ja żywym, najmocniejszym z możliwych ogni, oczy napełniały się oceanem ciepłych, młodych, silnych łez, ręcę bezwiędnie zwisały wzdłuż tułowia...oddech wydawał się być wołaniem o pomoc. Pomoc nie nadeszła.....a ona...opanowując łzy, zaciśnęła zęby tak mocno, że zabolały ją dziąsła, położyła ręcę na klawiaturze i pomimo palącego się żywym ogniem serca pisała dalej...choć w myślach błagała o litość wystukiwała coraz to głupsze zdania. Nie myślała o sensie, nie myślała o celu, nie myślała co będzie dalej, po co to robi. Myślała tylko jednym- PO CO DALEJ ŻYĆ? Nie chciała, nie potrafiła o Nim zapomnieć...szukała go w każdym geście, słowie...szukała go za oknem, w szufladzie, za rogiem i w kieszeni, szukała go rano, w południe i w nocy, szukała go wzrokiem, dotykiem, słuchem...szukała go sercem, szukała go trochę, szukała go mocno, szukała go ciągle, szukała go w każdej minucie, szukała go sama, szukało go serce. Szukała go całą sobą choć nie chciała go w swoim życiu .Nie rozumiała jak może tak być. Nie mogła z Nim być, ale bez Niego nie potrafiła. Szukała tej części siebie, bez której nie potrafiła oddychać, szukała go teraz, szukać go będzie za chwilę. Każda minuta bez Niego była godziną, każda chwila bez niego była cierpieniem, każdy oddech bez Niego był bólem, każde słowo na tym papierze było dla Niego...Jej zachowanie było zaprzeczeniem.
Co robic pytała? Pytała wszystkich i słyszała..to co chciała. Nie wiedziała co robić....Kochała miłością tak wielką, że niewyrażalną w słowach, kochała ciągle mocniej, niewytłumaczalnie. W tej ogromnej ciszy słyszała kazde uderzenie własnego serca...Wierzyła, że prawdziwa miłośc może wszystko przezwyciężyć...sama jednak nie potrafiła i wiedziała, że nie potrafi. Postawiła na szali nie swoje szczęście, nie samozadowolenie, nie satysfakcę. Postawiła na szali życia rozum i miłość. Myślała,że bierze pod uwagę wszystkie konsekwencje...została z rozumem..., który w chwili otwarcia dokumentu, który pisze straciła....Nie przestała kochać, nie wie czy nawet nie zaczęła kochać bardziej...nie potrafiła już mysleć, nie potrafiła żyć. Była sama, a moze nawet jej nie było... Nie miała żadnego życia..Nie miała nic co powodowałoby że chciałaby żyć... Nie chciała patrzeć wstecz, nie chciała żyć przeszłością, ale nie widziała przyszłości. Nie widziała nic...oczy zaszły mgłą...
chcę znów uwierzyć w miłość mieć siłę by wstrzymać łzy mieć prawo do walki znów dotknąć gwiazd zatrzymać czas
Część 22 / 2
Ropadł jej się cały świat..Ma w sobie tyle zawziętości, jest taka uparta...nie zrobi nic, by naprawić swoje błędy..nie zrobi nic by odwrócić wszystko...choć wystarczy tylko jeden ruch..tylko jedno slowo..i wszystko byłoby znów takie same...wie,że potrafi z tym wygrać, wie,ze potrafi każdego dnia walczyć z tym równie skutecznie jak dziś. Ma dumę, ma siłę,walczy o to co według niej jest tak ważne. Dlatego sama skazuje się na samotność. W nocy zadaje sobie pytanie po co? Jaki jest w tym sens? I potem z napuchniętymi powiekami budzi się rano i nadal nie chce żyć...czy warto? Wie, ze nikt oprócz niej samej jej nie odpowie...jest w punkcie wyjścia. Nadal nie wie co zrobić...Kocha dalej,jest sama... Najgorsze są dla niej noce...gdy czuje każde uderzenie serca,każdy swój oddech...minuty płyną nieubłaganie wolno, wszystko to jest teraz tylko dla niej..chciałabym,żeby ktoś ją objął...do oczu napływają łzy...w gardle grzęzną jakiekolwiek słowa...ręcę się pocą..serce bije coraz szybciej i wpada w swoją sieć...wstaje, nie wie co zrobić, kładzie się z powrotem- jak z tym walczyć? Jak nauczyć się z tym żyć?
Miłość to życie z kimś nie dlatego, że wyobrażasz sobie z nim życie tylko dlatego, że nie wyobrażasz sobie życia bez niego.
Nie potrafiła przeczytać tego co napisała, nie potrafiła spojrzeć na cokolwiek co by jej go przypominało i choć chwilami jej uczucia wydawały jej sie szczeniackie nie potrafiła tego zmienić. Nie miało dla niej znaczenia jak to wszystko wyglada, jak brzmi...ważne tylko jak uciec od tego głebokiego smutku, od tego nieludzkiego cierpienia... Postanowiła,że jutro zrobi wszystko aby zapełnić każdą chwile swojego życia. I choć wszystko o czym pomyślała było dla niej szare i nijakie uznała to za jedyne wyjście, żeby się nie zniszczyć. Chciała happy end-u całej historii...Tak bardzo tego pragnęła,że zaczęła go tworzyć w myślach. Tylko w chwilach kiedy uświadamiała sobie otaczającą ją rzeczywistość serce znów niemiłosiernie kuło, w ustach robiło się sucho a po policzkach zaczynały spływać tak dobrze znane i zaprzyjażnione łzy... Nie mogła przestać wierzyć w szczęśliwe zakończenie, bo temu nie dałaby rady. Nie była na tyle silna. Tylko na codzień ubierała się w pancerz bezlitosnej, twardej i nieugiętej dziewczyny, którzy wszyscy postrzegali jako niezniszczalną. W rzeczywistości zamykała swoje uczucia na klucz i chowała go głęboko tak aby nikt nie mógł go odnależć. Tym kluczem otwierała co dzień pole bitwy, na którym toczyła walkę w każdej minucie swojego życia. Nikt nie wiedział co kryje się w jej sercu i duszy. Musiała codziennie zamiast makijażu nakładać na twarz maskę normalności. Uśmiechała się, wysłuchiwała nowości z życia znajomych, piła kawę, pracowała, zachowywała się tak, ażeby tylko nikt nie zorientował się, że coś jest nie tak. Zdarzało jej się nawet umówić z kimś do kawiarni czy na zakupy. Może pozwalało jej to na chwilę o wszystkim zapomnieć, a może nie byłoby jej już gdyby nie wyrwała się ze swojego ponurego świata...Wracała do domu i otwierała drzwi, od których, nie było ucieczki... Powoli nadchodziła noc i wpadała w panikę..wiedziała, że dopóki nie zabraknie jej łez noc będzie trwała. Wydawało jej się to całą wiecznością...i próbowała wymyśleć jakis sposób, żeby tak sie nie stało....nie miała gdzie pójść, nie miała się czym zająć..nie miała chęci ani siły by cokolwiek zrobić. Pozostawało jej jedynie czekać aż wszystkie światła zgasną i pogrążyć się w swoim smutku, który po brzegi wypełniał jej kruche ciało... Powoli szykowała się na wieczorną udrękę...zgasiła światło, włączyła muzykę, położyła się w łóżku...i czekała na wybuch... Ah, gdyby tak słowami dało się wyrazić choć część myśli, które teraz kołotały się w jej głowie... Oprócz łez na jej twarzy w sercu panował tak ogromny mrok, że nawet zapalona zapałka nie dałaby żadnego, nawet najmniejszego światła...Było jej brak Jego dłoni, na które zawsze tak narzekała, było jej brak Jego oddechu, Jego słów, Jego ciepłego ciała, zapachu Jego włosów...Płakała za tym wszystkim co jeszcze niedawno tak bardzo jej przeszkadzało...Chciała go odzyskać choć sama kazała mu odejść... Nienawidziła się za to tak samo jak nienawidziła się za brak sił do walki. Nienawidziła każdego centymetra swojego ciała! Chciała krzyczeć z wściekłości! Chciała wrzeszczeć na całe gardło!Nienawidziła siebie całym sercem! Zdała sobie sprawę, że pustkę w swoim sercu chciała zapełnić złością. I nawet tu poniosła klęskę...bo choć z całych sił nienawidziła siebie to pustka nie zniknęła. Była jeszcze większa.Teraz jeszcze bardziej go potrzebowała...Z każdą minutą coraz bardziej i bardziej...W jej pokoju nie było nic oprócz niej i lampki nocnej, która dotrzymywała jej towarzystwa w tych ciężkich chwilach...Płakała w pouszkę tak aby nikt jej nie usłyszał. Raz po raz wracając do klawiatury z nadzieją,że pisząc o tym wszystkim będzie jej lżej. Nie było.... Ból przeszywał ją tak mocno,że nie poczułaby nawet gdyby dostała obuchem prosto w twarz... Nie chciała żyć, nie chciała myśleć, nie chciała czuć, nie chciała cierpieć. Chciała końca tego wszystkiego. Chciała przestać udawać, że wszystko jest w porządku, że jakos się trzyma. Nie trzymała się a wszystko nie było w porządku. W ogóle nie było. Nie miała już nic, nie widziała sensu następnego dnia, nie potrafiła dostrzec szczegółów.. Nie wiedziała co ze sobą zrobić, nie wiedziała co napisać, nie wiedziała czym jest świat bez Niego....poczuła tak ogromną chęć napisania do niego kochanie błagam wróć do mnie i zapomnij o wszystkim co mówiłam....ale nie mogła...nie mogła tego zrobić. Nie mogła i tak przytłoczył ją ten fakt, że przyłozyła poduszkę do twarzy i zaczęła jeszcze mocniej płakać, płakać tak niepohamowanym płaczem, że łzy rozpaczy zalały jej oczy i serce. Tak bardzo cierpiała....nie wiedziała co ze sobą zrobić...nie potrafiła racjonalnie myśleć, nie potrafiła wykrztusić z siebie słowa..oddałaby wszystko, żeby usłyszeć teraz jego głos, by poczuć Jego dotyk we włosach, by usłyszeć jak bardzo ją kocha...chciała tego całym swoim małym, twardym sercem..Był dla niej wszystkim... JAK MIAŁA DALEJ ŻYĆ???
Bała się jutra, bała się nocy, bała się samotności, która otoczyła ją z każdej strony....Tak bardzo się bała, tak bardzo samotna była...Gdy pogasły wszystkie światła, gdy nawet lampka nocna zgasła usiadła na łóżku i szukała choć jednego powodu, dla którego warto byłoby żyć...dla którego warto się jutro obudzić... Szukała Jego głosu w ciemności, szukała Jego zapachu wśród pościeli, którą bezlitośnie się owinęła, szukała Jego smaku w ustach pełnych łez, szukała Jego dotyku na zimnym bezbronnym ciele...kiedy nie mogła nic poczuć, nic znależć zaniosła się dziecięcym szlochem i stukała dalej puste słowa w klawiaturę bo nie widziała nic innego co mogłaby teraz zrobić. Bała się położyć, bała się myśleć, bała się Jego braku...Potrzebowała go bardziej niz tlenu,