Fantastyka · 5 min czytania
Nie-Boski plan
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nie-Boski plan
-Mam dosyć tego ciała Koyuoji- rzekł anioł, siedząc na skraju dachu jednego z nowojorskich wieżowców- muszę szybko je zmienić -Wiesz Max, że to niebezpieczne,- odrzekł drugi anioł siedzący obok niego- słyszałem że po jakimś czasie wariujesz, nie wiesz kim naprawdę jesteś, a zdajesz sobie sprawę, że i tym którzy żyją w swoich ziemskich powłokach długo też sprawia to problem. Ciało człowieka w którego wchodzisz nadal zawiera jego emocje, dlatego trudno się zidentyfikować, czy jesteśmy ludźmi, upadłymi aniołami, czy też, zwał jak zwał, demonami -Wiem, ale jestem wystarczająco silny aby temu przeciwdziałać, pamiętam kim jestem - anioł zamyślił się, dodał po chwili - byłem. Moja wola i moje myśli nie zmieniają się z ciała na ciało w takim stopniu jak u reszty z nas, mam cel. - Ach tak Max- Koyuoji uśmiechnął się- twój plan, może to cię trzyma w kupie- anioł mówiąc skierował wzrok w dół na tętniące życiem miasto- ilekroć cię spotykam wszystko się w tobie zmienia, poza tym jednym małym szczegółem. - No on nie taki mały-nagle uśmiechnął się na myśl o skojarzeniu które doszło do niego w chwili kiedy wypowiadał te słowa, postanowił jednak nie zwracać na to uwagi i kontynuował- zważywszy na jego skalę... Zaśmiali się obaj siarczyście. Po chwili jednak przestali. Ryk przelatującego jumbojeta i odgłosy nocnego życia miasta zagłuszył ich na chwilę. - Czy musisz to robić Ezielu?- Zapytał Koyuoji jak zrobiło się ciszej. - Tak, świat potrzebuje zmian. Wszystko obejmuje stagnacja, desperacja i zło. Świat jest zły Mortielu, dlatego potrzebuje zmian. - I ty sądzisz że jesteś w stanie ich dokonać? Spójrz na siebie, nie jesteś w stanie określić nawet sam siebie co dopiero cały świat? W co chcesz go zmienić? Masz jakiś pomysł? - Nigdy tego nie rozumiałeś, nie chodzi mi o zmianę w coś ale o zmianę wogóle. Ciągłą zmianę, nie zmiany następujące jedna po drugiej, zmianę ciągle dokonującą się, coś czego Bóg nawet nie mógłby objąć swym umysłem. Chodzi mi o pozbycie się form, tak żeby nic nie było określone a wszystko było możliwe. Widzisz Mortielu, twoja forma którą przybrałeś, twoje ciało, i zajęcie są może wspaniałe i spełniasz się w nich, ale w dalszym ciągu jest to tylko forma, coś ustalonego. Ja chcę czegoś więcej. - Ja nie rozumiem i jestem spełniony, a ty rozumiesz i co ci z tego? Widzisz Ezielu, może to jednak ty nie masz racji. Może ja znalazłem swoją, jak ty to nazywasz, formę, coś co mnie spełnia, a ty po prostu w dalszym…