Psychologia · 8 min czytania
Nie jest jeszcze za późno.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Mamusiu to prawda, że jak umrę pójdę do aniołków? - zapytał pięcioletni Kacperek. - Co ty skarbie mówisz? Skąd ci takie myśli przychodzą do głowy? - Bo ja przecież umrę. - Kto ci to powiedział? - Bartek. Ale ja się nie boję umrzeć bo Bartek mi opowiadał o aniołkach. Karolina ledwie powstrzymując łzy zapytała: - A co ci opowiadał Bartek? - Że jak małe dzieci umierają to ich duszyczka ta w środku wylatuje i najpierw leci tak jak po ślizgawce na placu zabaw do takiego tunelu - opowiadał poważnie Kacperek. - Ja się zawsze zakopywałem w piasku, pamiętasz mamusiu? - Pamiętam - odparła z oczami pełnymi łez. - Zawsze pędziłeś z góry jak szalony. Miałeś wtedy rozwiane włoski a jak już byłeś na dole to wpadałeś prosto w piach. Inne dzieci jakoś hamowały, ty wciąż jechałeś pupą po piasku a wieczorem w łóżeczku skarżyłeś się, że cię boli pupa. - Ale jak będę u aniołków to już nigdy nie będzie mnie bolała. Karolina wyjęła z torebki chusteczkę i wytarła łzy. - Bo wiesz mamusiu, Bartek mówi, że tam nie ma piachu. Tam aniołki mają pierzynki. Takie jak u babci Hani. Bo babcia ma w środku poduszek pierzynki, prawda? - U babci Hani są pióra z ptaków. Dlatego poduszki i kołderki są takie puszyste i cieplutkie- powiedziała z lekkim uśmiechem gdyż wróciły wspomnienia domowego ogniska. - No właśnie, tam są pierzynki. I jak te aniołki sprzątają to te pierzynki spadają i ludzie myślą, że to śnieg. - I to wszystko opowiadał ci Bartek? - zapytała zdziwiona Karolina. - Tak, opowiadał mi dużo rzeczy o aniołkach.
***
Michał pracował jako kolejarz. Był typem mężczyzny który zarabia pieniądze i nic go więcej nie obchodzi. Codziennie musiał mieć świeży obiad, czyste ubranie, gazetę i butelkę schłodzonego piwa. Karolina chciała iść do pracy ale zdaniem męża nie było takiej potrzeby. Wolał aby zajęła się domem. Zaszła w ciążę i urodził się Bartek. Był słodkim, niewinnym dzieckiem jak teraz Kacperek. Żyli jak każda przeciętna rodzina. Wychodzili czasem na spacer, do znajomych ale z biegiem czasu ich życie nabrało monotonni. Zamknęli się w domu. Michał wychodził jedynie do roboty a Karolina po zakupy. Bartek był zdolnym i pracowitym dzieckiem. Lubił dużo czytać i chętnie pomagał Karolinie w pracach domowych. Piekąc ciasto obsypywali się mąką, krojąc cebulę płakali śmiejąc się jeden z drugiego. Urodził się Kacper. Od pierwszego dnia był słaby i ciągle chorował. Gdy skończył dwa latka, Michał oznajmił, że odchodzi. Poznał w pociągu kobietę. Karolina została sama z dwójką dzieci. Co prawda Michał płacił spore alimenty ale leczenie kosztuje a Kacperek z jednej choroby wpadał w drugą. Karolina brała różne prace. Sprzątała klatki schodowe, myła okna sąsiadom i robiła zakupy starszej pani z na przeciwka. Nigdy nie zwróciła się do nikogo o pomoc. Bartek opuścił się w nauce. Stał się niedostępny, zamknięty w sobie i opryskliwy - jak twierdziła Karolina. Często się kłócili, wtedy chłopak wychodził z domu. Co robił i gdzie był przestało ją z biegiem czasu obchodzić. Żyła jedynie dla Kacperka. - Karolciu, masz dwóch synów, nie jednego - powiedziała kiedyś starsza pani dla której Karolina robiła zakupy. - Bartek też jest jeszcze dzieckiem i potrzebuje twojej miłości. Słowa te przeleciały jednak z wiatrem i dalej Bartek był pozostawiony sam sobie. I doszło do tego najgorszego kiedy lekarze stwierdzili ostrą białaczkę limfatyczną. Kacper trafił do szpitala. Karolina załamała się całkowicie. Nie obchodziło ją, że w domu od paru dni nie ma chleba, że trzeba zrobić pranie, opłacić zaległe rachunki.
***
- Co ci jeszcze opowiadał Bartek o aniołkach? - Najpierw o duszyczkach mamusiu. - Dobrze skarbie, najpierw o duszyczkach. - To one jak już tam spadną na te pierzynki to wtedy właśnie stają się aniołkami. Zapanowała…