Psychologia · 6 min czytania
*** „Nie ma nic gorszego niż być uwięzionym
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Nie ma nic gorszego niż być uwięzionym z własnymi myślami”- pomyślała. We własnej głowie toczy walkę z natłokiem myśli, które zaczęły tlić się w jej głowie od tak dawna, że nie może sobie przypomnieć. „Czasem chciałabym być słodką blondynką, dziewczyną typu solaris by nie musieć …” i tu przerwała zdanie, wpatrując się w jeden punkt. Nie umie opisywać siebie, dlatego pewnie pisze te słowa w trzeciej osobie. Tak jest łatwiej, dla osób, które mają ten sam deficyt emocji, co i ona. „Boję się, że próbując nadążyć za myślami, dzień i noc, w nadmiarze pospiechu jestem jak jedna z postaci książek Stephena Kinga” - przez chwilę wpatrując się w podłogę uświadamiała sobie myśli, które skrajnie z prędkością światła wierciły jej głowę. Przekonanie, że tak nie jest i w ułamku sekundy przerażenie, że może jej tu nie ma, że jest, bo to wszystko jest wytworem jej wyobraźni, chorej wyobraźni. Mięśnie jej ciała napięły się, aż do momentu, w którym poczuła ból w kończynach. Osoba, do której przyszła nie zwróciła na uwagi, że przeżywa w tej chwili psychiczną męczarnię. Ocknęła się. Zatrzymała się na obiektywnej stronie tego bałaganu- na milczeniu- nie wspomniała o nim. Podziękowała za przyjęcie jej o wcześniejszej porze i pospiesznie wyszła. Chyba chciała uciec, by się nie tłumaczyć. Czuła wewnętrzną potrzebę wyjścia z budynku. Nie wiedziała, dlaczego, chciała uciec, zapomnieć o tym, ze przed chwilą mogła przed kimś się otworzyć.
Rozpakowując codzienne zakupy obwiniała się, dlaczego myślała, że ktoś chciał by jej wysłuchać, zrozumieć. Każdy nowy epitet pod swoją osobą, kończyła myślami, ze jak można tęsknić za czymś, co było dawno, pewnie teraz wyidealizowane? Zabawne, ale to ją uspokajało, aż uspokoiło.
Usiadła na podłodze, podkurczając nogi w środku swojego pustego pokoju. Znów zaczęła wszystko analizować. Począwszy od tego, jak siedzi, że tak siadają dzieci, którym kazano grzecznie usiąść i nie rozrabiać. Poszła dalej tą myślą- w dzieciństwie, nabrane zachowanie staje się codziennym nawykiem, aż w końcu nie wiemy, czemu, jako dorośli siadamy w takiej pozycji, jak wtedy, gdy zostaliśmy skarceni. Z przyzwyczajenia, wygody, czy odzwierciedla to nasz stan emocjonalny w danej chwili? Tak, była to pozycja, w której było jej wygodnie, ale dlaczego czuła się skarcona? Obwiniała się, że kilka godzin wcześniej mogła być otwarta dla innej osoby? Nie wiedziała o tym, nie wiedziała, czy może o to właśnie chodzi. Czy ktoś jej wcześniej tłumaczył, ze nie można mówić nikomu, co dzieje się w umyśle?…