Rodzina · 10 min czytania
Nie ma życia bez kobiety.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
5:47
Ze zrezygnowaniem usiadłem na łóżku. -Czym jeszcze mi dowalisz? - Los nie odpowiedział. Pokój też nie. Pieprzona cisza, w pieprzonym pokoju, w pieprzonej kawalerce. "Rozumiem, tak będzie lepiej. Tak, tak. Zgadzam się. Absolutnie. Oczywiście." No oczywiście, jasne, pewnie. Poczułem jak gardło mi się zaciska. Postanowiłem jednak przełamać jakże radosną rutynę i zamiast rozkleić się, jak to ostatnio miałem w zwyczaju, wstać. Zaczął się piękny dzień, a ja niedługo skończę czterdzieści lat i nie będę płakać jak baba. Jednak zanim doszedłem do kuchni, cała moja twarz była mokra, a ja zanosiłem się szlochem. Czy jestem sobie w stanie wyobrazić cokolwiek żałośniejszego? Nie. Oto, co robią z nami kobiety. Uwodzą, wykorzystują, porzucają. Szczególnie, kiedy kocha się je tak bardzo, że nie widzi się ani pierwszych zmarszczek, ani cellulitu. Pracuje się dzień w dzień, żeby potem móc wyjechać gdzieś do małego domku nad jeziorem z żoną, która mimo wszystko dalej będzie wyglądać olśniewająco w bikini, żeby łowić z synem ryby i obserwować córeczkę uganiającą się za motylkami. Czeka się na urlop, o którym myśl, jest jedyną rzeczą powstrzymującą od rzucenia tej idiotycznej roboty w biurze. A kiedy ten zbliża się wielkimi krokami, nagle dzieje się COŚ i po kilku dniach, nie wiadomo jak, zamiast nad jeziorem, jesteś w kawalerce, jest piąta rano, pokój jest szary, a ty chlipiesz jak baba. Ostatnie dni strasznie mnie zawstydzały. Z tego wstydu postanowiłem ukryć twarz, przed słońcem, które już coraz pewniej zaglądało do mnie przez okno, w dłoniach, jednak gdy tylko przyłożyłem je do policzków, postanowiłem się najpierw ogolić.
Kiedy już się ogoliłem, doszedłem do wniosku, że miło by było również się wykąpać. Z biodrami obwiniętymi ręcznikiem, nadal ociekając wodą, poczłapałem smętnie do kuchni. Kilka minut później siedziałem dalej w samym ręczniku przy stole, miałem przed sobą odgrzaną w mikrofalówce potrawkę z kurczaka, ale jakoś chęć na nią mi minęła. Może dlatego, że ta wykwintna potrawa ze słoika wyglądała podejrzanie, a może dlatego, że czułem się jak kupa. Poszedłem się ubrać. Zanim wyprowadziłem się do tej kawalerki ("tak będzie lepiej"), rozwód wydawał mi się jakiś nierzeczywisty, groteskowy, śmieszny. Bo niby czemu mielibyśmy się rozwodzić? Zawsze wydawało mi się, że nasza rodzina była idealna, mieliśmy dwójkę cudownych dzieci i nawet po wielu latach małżeństwa nie popadliśmy w rutynę, a przynajmniej ja tak czułem. A jednak coś było nie tak i właśnie dzięki temu czemuś dane mi było usłyszeć "tak będzie lepiej". Wyprowadź się, tylko na próbę, mówiła. A pewnego dnia, równie radosnego jak dziś, zadzwonił prawnik i rozwód stał się aż nazbyt rzeczywisty. Nie jestem chamem, więc zgodziłem się na wszystkie jej warunki, zgodziłem się nawet na to, żeby dzieci zostały u niej. A może po prostu byłem zbyt przerażony tym, że nagle wszystko będzie inaczej, a koledzy w pracy zaczną traktować mnie jak ofiarę? Czy powinienem walczyć o dzieci? Nie chciałem walczyć. Z jednej strony dlatego, że kłótnie nie wyszłyby nikomu na dobre, dzieciom na pewno nie. A z drugiej strony... Nadal ją kochałem. I kocham. Mimo tego, że po dwunastu latach spędzonych razem wykiwała mnie, zabrała dom, samochód, dzieci i połowę wspomnień. Została mi tylko moja połowa. I mam wrażenie, że jeśli jeszcze długo będę tak niestrudzenie wałkować każde dobre wspomnienie, to w niedalekiej przyszłości się one zużyją. I co wtedy? Na sali rozwodowej byłem twardy. Zamieniłem kilka słów z moją już-byłą-żoną, nawet zmusiłem się do uśmiechu. Mel, nasza córeczka, świetnie się bawiła. Zupełnie nie rozumiała, co się dzieje, a ludzie w czarnych szlafrokach wyjątkowo ją śmieszyli. Gorszy ubaw miał Damian. Miał dziesięć lat i doskonale wiedział, co się dzieje. Po jego oczach widziałem, że jest równie przerażony, co ja, ale był dzielny. W myślach obiecałem sobie wtedy zabrać go na jakiś dobry mecz. Kupić drogie bilety i chociaż trochę wynagrodzić mu to, że jego matka zabrała go do sądu. Ale potem dowiedziałem się, że wyprawa nad jezioro zostanie zorganizowana mimo wszystko, tylko że beze mnie, więc, jak przystało na dorosłego i poważnego mężczyznę - obraziłem się. -Ciekawe, co teraz robią? - Myślałem na głos. Rozejrzałem się bezradnie po kuchni. No tak, nie ma jeszcze siódmej, śpią. Moje wakacje trwały zaledwie kilka dni, a byłem już tak zmęczony, jakbym pracował kilka miesięcy bez przerwy. Wszystko przez te problemy ze snem. Budziłem się o czwartej, gapiłem w sufit do szóstej, wstawałem, rozpaczałem, a potem marnowałem cały dzień, na rozmyślanie, bo poranne wspomnieniowe tortury to, dla takiego masochisty jak ja, za mało. Nie skanowałem w pamięci…