Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 8 min czytania

(nie)magiczny dworzec

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

* * *

Kiedy miałem 7 lat dworzec kolejowy kojarzył mi się z czymś tajemniczym i magicznym. Szczególnie ten krakowski, zapadł mi w pamięć. Na moje, ówczesne metr dwadzieścia z hakiem, była to ogromna budowla z ilością zakamarków porównywalną z tą z piramid. Fascynowało mnie wszystko. Ludzie, tablica z informacją o odjazdach i przyjazdach pociągów, lokomotywy napędzane na węgiel. Nie byłem w stanie zrozumieć jak te wielkie potwory, jak je wtedy nazywałem, działają. Osoby które je prowadziły, były dla mnie kimś w rodzaju czarodziejów, dostarczających ludzi do miejsca przeznaczenia. Cały dworzec, na moje pacholęce myślenie, był dobrze działającą maszyną. Życie, jak to zazwyczaj bywa, zweryfikowało te poglądy.

* * *

-Młody, obcinaj czy „sukiści” nie idą! Najmłodszy stażem menel posłusznie ustawił się tak, że widział jedno i drugie wejście do nowszego z przejść podziemnych krakowskiego dworca. Głównodowodzący zajął się rozlewaniem nalewki wiśniowej do plastikowych kubków. Czujka, z wyraźną tęsknotą i ze zniecierpliwieniem czekał na swoją kolejkę. -Przemo, polej że i panu, bo spragniony pewnie – 30-letni na oko facet ze zniszczoną przez alkohol twarzą, zaśmiał się gardłowo – Pierdolnie pan, nie? Zagadnięty mężczyzna, siedzący na rogu metalowej ławki uśmiechnął się niepewnie i zajął się ponownie rozwiązaniem krzyżówki. -A może ja panu pomogę? – zainteresowało się coś, co przy dużej dozie wyobraźni, można było uznać za kobietę. -Ewka zostaw pana. Na pewno jest tak inteligentny, że zagiął by Cię w każdej dziedzinie – szef grupy nie pozostawił złudzeń co do płci przedmówczyni. Po bliższym przyjrzeniu się mu, można było stwierdzić, że jest ewenementem w tej społeczności. Ubrany był w markowe ciuch, może niezbyt dobrze dobrane, ale jednak drogie. Uwagę przykuwały jego wściekle czerwone Nike. Z jego gestów i sposobu zachowania, można było wyczytać, że po pierwsze: czuje się w tej grupie jak ryba w wodzie. Po drugie: swoje prawdopodobne kompleksy leczył dowodząc tymi nieprzystosowanymi do życia zombie. -To pan walnie z nowymi kolegami – jego słowa brzmiały jak rozkaz

* * *

-Pociąg do Zielonej Góry został wyjątkowo podstawiony na peron 2. Było w tym głosie coś tak magicznego, że nie przeszkadzał mi nawet szaleńczy bieg na wspomniany peron. Przeciskanie się między ludźmi było zabawą porównywalną z rozchlapywaniem kałuż, którą notorycznie czyniłem po każdym, nawet najmniejszym deszczu. Nagle mój wzrok przykuło dwóch panów siedzących na schodach popijających coś z butelki z żółtą nalepką. Przez krótką chwilę kiedy ich widziałem w czasie tego szaleńczego biegu do pociąg, wydali mi się osobnikami z zupełnie innego bajki. Wyglądali jakby kompletnie nie interesowały ich problemy tego świata. Dwóch zarośniętych facetów pogrążonych w rozmowie, nic sobie nie robiących z rozgrywającej się wokół nich apokalipsy. -Tato, co Ci panowie robią ? - zadałem naiwne pytanie Ojciec rzucił przelotnym spojrzenie. -Niszczą sobie życie synu.

* * *

-Nie wkurwiaj mnie – Przemo zerwał się z ławki – Była umowa. Ja stawiam dwie nalewki, a następne kupujesz Ty. Tak się, kurwa, umawialiśmy. -Zhhadnejjj umowhyyy nie.... bhhyyllo – wybełkotał zaatakowany -Jak kurwa nie?! Świadków mam. Nie podskakuj, bo wiesz kogo ja znam. Jeden, kurwa telefon i wiesz co tu się będzie działo. Pamiętasz pół roku temu ? -Uspokój się Przemek – odezwał się wyglądający na najstarszego stażem menel – Nie trzeba mi tu gliniarzy. -Dobra, niech będzie moja strata – Przemo wyraźnie czuł respekt, przed tym wątłym, niższym od siebie o ponad głowę, mężczyzną. W tym momencie po przejściu podziemnym uniósł się śpiew trzech dotąd milczących kobiet, wyraźnie rozochoconych rozchodzącym się po żyłach winem, -Aaaa najbaaardzieeej mi żalll!!! - głosy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
(nie)magiczny dworzec — czytnik · opowiadania