Inne · 14 min czytania
Nie płacz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Nie płacz, proszę cię. Nie płacz. Przecież wiesz, że się spotkamy, tak jak sobie obiecaliśmy. – dotknął jej policzka tak czułym gestem, że z jej oczu popłynęły jeszcze szybciej nie powstrzymywane łzy. Poczerwieniała na twarzy. Zawsze w takich momentach robiła się brzydka. Ale dzisiaj mało ją to obchodziło. Płakała, bo wiedziała, że nadeszło to nieuchronne. Ona miała dom i swoją rodzinę, on chciał poszukać swojego miejsca na ziemi. Chciał mieć kogoś obok siebie na wyciągnięcie ręki a nie tylko od przyjazdu do przyjazdu, jej lub jego. - Przecież wiem – mówiła przez łzy – Wiem, że tak musi być i płaczę dlatego, że wiem ile tracę. Wiem czym będę bez ciebie i wiem do czego będę tęsknić przez tę resztę moich dni. - Obiecaliśmy sobie, że się zobaczymy, tak? Obiecaliśmy sobie, że za te 10 lat spotkamy się w tym samym miejscu co wtedy, tak? O tej samej godzinie. – uniósł jej twarz i spojrzał w oczy, chcąc zobaczyć jej zapewnienie, że doskonale to pamięta i zapamięta. Kiwnęła tylko głową na znak, że wie. - Proszę cię, nie płacz już. Zobaczysz jak szybko ten czas nam obojgu upłynie. - Będziesz pamiętał? – wciąż płaczliwym głosem zapytała, uspokoiwszy się już nieco. - Przecież wiesz, że tak. – uśmiechnął się do niej. Odwróciła się na pięcie, nie popatrzyła za nim, nie odwróciła się do niego. Wsiadła do swojego samochodu i powoli odjechała. Nie widziała, jak zacisnął pięści, jak popatrzył w niebo ze złością i nie widziała jego łez. Rozstali się na co najmniej dziesięć lat.
„Napisać do niego czy nie napisać? Może zmienił adres? A jeśli napisać, to co napisać?” – chodziła po hotelowym pokoju. Tym samym, co kiedyś, niewiele się tu zmieniło. Nawet się tym faktem zdziwiła. Sądziła, że po tylu latach może coś zmienią. Jedynie co się poprawiło to stan łazienek. W końcu dwudziesty pierwszy wiek, a to zobowiązuje. Denerwowała się, nawet okropnie. Nie opracowała tego planu w ogóle kiedy tu jechała. Nie miała pojęcia tak naprawdę, co dalej. Co dalej począć ze swoim życiem, które prowadziła dotąd a kilka miesięcy temu dobiegło końca. Jej córka wyjechała za granicę. W dzisiejszych czasach studiowanie za granicą nie stanowiło absolutnie żadnego problemu. A jak się wyjechało raz, to można było się spodziewać, że tu się już nie wróci. Świat stał otworem na wszystko. Trzeba tylko było tego mocno chcieć. Mąż. Mąż dawno temu odszedł. Kiedy tylko ich dziecko podrosło na tyle, by zrozumieć ten fakt i pogodzić się z tym w miarę bezboleśnie. Rozstania zawsze bolą, ale kiedy już dawno przestało się siebie kochać, to boli mniej. Rozstali się bardzo kulturalnie, jak dobrzy znajomi, nawet nie przyjaciele, bo przecież z przyjacielem rozmawia się otwarcie o wszystkim i szczerze. A między nimi od dawna przestało być szczerze i otwarcie. Właściwie od czasów… Tak, gdyby nie On. Może wtedy byłoby jej łatwiej kochać swojego męża. Próbowała, od tamtej chwili, kiedy się rozstali, szczerze i mocno pokochać go na nowo. No cóż, nikt nie jest idealny. I tak dobrze, że wytrzymali ze sobą tyle lat. Minęło piętnaście. O pięć za dużo. Ale wtedy nie mogła sobie pozwolić jeszcze na odszukanie Go. Na przyjazd w to samo miejsce, na które się umawiali, obiecali. Ale on też nie szukał z nią kontaktu. Może już nie chce? Może przestał chcieć? Ale naprawdę inaczej nie mogła postąpić. Rozwód, chociaż w przyjaznej atmosferze kosztował ją wiele wysiłku i trudu. Podział majątku, jakiś sensowny, trwał w nieskończoność. Potem jeszcze finalizowanie sprzedaży domu i tym podobne duperele. Dzisiaj była już wolna. Naprawdę wolna. I wolna od przeszłości z innym mężczyzną, nie tym, na którego czekała tyle lat. A który dzisiaj może już jej nie chcieć. Ta myśl bolała ją najbardziej. Przecież nic o nim nie wiedziała. A co jeśli ma ułożone życie, poskładane w całość? Żonę, dzieci? Jeśli dzieci, to w jakim wieku? Czy może dzisiaj zburzyć to jego poskładane życie bez niej? Otworzyła laptopa. Bezmyślnie otwierała stronę mejlową i zamykała. Wstała. Wyjrzała przez okno. A może by tak pojechać do centrum? Pochodzić po tych wszystkich znanych uliczkach, po których kiedyś wspólnie chodzili? Pójść do znanej jej knajpki na obiad? Poczuła głód. Okropny. Od przyjazdu minęło kilka godzin i właściwie nie czuła zmęczenia. Kiedyś tak, kiedyś potrzebowała chociaż godzinki na odsapnięcie po podróży. Dzisiaj była za bardzo podniecona i podekscytowana, żeby myśleć o śnie. Była piętnaście lat starsza. Właściwie, można powiedzieć pięćdziesiątka na karku. Młoda już nie jest. Połowa życia za sobą. Popatrzyła na siebie w lustro poprawiając makijaż. Popatrzyła ostrym wzrokiem. W kącikach zaznaczone już mocno zmarszczki. O tyle dobrze, że świeżo położona farba na krótkich włosach zakrywała pasma siwych włosów. Czy będę się mu podobać? Zmarszczyła brwi. Tu też zaznaczyły się pomiędzy nimi zmarszczki. Nazywają je lwimi. Wiele razy mocno marszczyła przez te lata brwi. Ze złości, smutku, zastanowienia. Myśli, które czasem nie dawały jej spokoju. Zniknęli sobie z oczu na wiele lat. „Czy dzisiaj będę mu się jeszcze podobać? Mam brzuszek, przytyłam. Nie jestem już taka atrakcyjna jak kiedyś, chociaż starałam się o siebie dbać jak tylko mogłam. No cóż. Hormony. Genetyka.” – popatrzyła na swoje odbicie z zastanowieniem. „Czy ja w ogóle powinnam tu być? Czy to jest właściwe? A czy kiedyś cokolwiek było w moim życiu właściwe?” – roześmiała się na głos. Wyszła z łazienki. Spryskała się perfumami i wydzwoniła taksówkę. Zamknęła cicho drzwi za sobą. Przekręciła klucz. Ten sam pokój sprawiał, że czuła się w tym miejscu dobrze. Tak, wiele dni i nocy. Gorących, namiętnych, ekscytujących. Takie jakie powinno wszystko być z Nim. Zawsze wiedziała, że to jest właściwy człowiek. Ktoś kiedyś zapytał dlaczego nie mogą być razem. Dlaczego nie rozwiedzie się i nie może być z człowiekiem, którego tak mocno kocha. Odpowiedziała wtedy, że spotkali się w nieodpowiednim czasie. Ani za wcześnie ani za późno, po prostu nie był to odpowiedni czas. Wtedy nie rozumiała tego za bardzo, ale wiedziała, że tak jest i tak musi być. Dlaczego? Wiele razy zadawała sobie to pytanie i nie umiała odpowiedzieć.
Jechała taksówką. Próbowała sobie przypomnieć wszystkie te mijane miejsca. Czas zatarł pamięć. Wysiadła w jednym z ich ulubionych miejsc. Przeszła się bulwarem, powoli. Przypominając sobie ich pierwsze tutaj spotkanie. Pamięta swój śmiech, zakłopotanie, oczekiwanie na wspólną, pierwszą noc. Nocne lampy, które się rozmywały, kiedy na nie patrzyła. Te wszystkie odczucia, emocje. Jego dotyk, jego dłoń. Nie, wtedy nie trzymali się za ręce. Czuła się wtedy jak nastolatka, choć nią już od dawna nie była. Ale nie przeszkadzało jej to wcale. Usiadła na tym samym murku, patrząc na tę samą rzekę. Może tylko jeszcze bardziej zanieczyszczoną. Ale przez te piętnaście lat wiele się zmieniło, nawet ekologia. Widziała obok siebie roześmiane pary nastolatków. Zupełnie tak jak wtedy. Wstała niespiesznie i weszła na rynek. Szukała wzrokiem miejsca, w którym kiedyś jadali obiady albo kolacje, w zależności od tego,…