Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Nie poproszą o pomoc

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kiedy człowiek jest na krańcu wytrzymałości, może decydować jedynie o tym, by podjąć walkę lub też uciec. Wybrałem tę drugą opcję i od trzech dni przedzierałem się do granicy Polski. Skąd i dlaczego wziąłem się na Białorusi, nie było w tej chwili istotne. Od upragnionej, wymarzonej Polski dzieliła mnie już niewielka odległość i tylko to się liczyło. Biegłem jak oszalały, nie zważając na nic. Czułem się niczym zwierzyna, która wywęszyła swoją szansę i podjęła próbę, jedyną możliwość, jaka zaistniała w jej życiu. Serce łomotało jak oszalałe, oddech od wielu godzin był płytki i nierówny, nie poddawałem się jednak i parłem do przodu. Niestety w końcu przychodzi ten moment, ta chwila, gdy zbliżamy się do ściany, ściany swoich możliwości i nie możemy jej pokonać. Właśnie to poczułem, przystanąłem, oparłem ręce o kolana i dyszałem ciężko, próbowałem na powrót wyrównać oddech. Niestety był on wciąż głośny i niemiarowy i to był jedyny dźwięk, jaki słyszałem. Ta cisza wokół zaniepokoiła mnie. Rozejrzałem się wokół. To, co ujrzałem, zapierało dech w piersiach, ja zaś poczułem, iż moja próba dobiegła końca. Ze wszystkich stron byłem otoczony przez dziką, nieokrzesaną hordę. Górowała nade mną niemal we wszystkim. Mimo iż część z nich była nienaturalnie pokrzywiona, czuć było w niej wielkość i dostojność. Mimo iż poszczególni członkowie tej dzikiej, nieokrzesanej hordy byli różni wiekiem, trzymali się razem i stanowili monolit. To właśnie ta dzika nieokrzesana horda, miała nade mną przewagę. Dla niej niestraszne były syberyjskie mrozy, nie bała się wielodniowych opadów deszczu. Ona była ponadto. Ja zaś poczułem się maleńki niczym źdźbło trawy, kołysane przez wiatr bez szans na zwycięstwo. Mimo wszystko przyjmowałem to ze stoickim spokojem i przyglądałem się poszczególnym jej członkom. Na jednych mogłem spojrzeć z góry, inni byli mojego wzrostu, by zaś w całości ujrzeć największych z nich, musiałem bardzo mocno zadrzeć głowę do góry. Wiedziałem, że nie mam szans, by się przedrzeć, nie chciałem jednak się poddać bez walki. - Dlaczego to robicie !? Co wam zrobiłem !? Krzyknąłem, jednak z drugiej strony usłyszałem jedynie monotonny szum. - Odezwijcie się chociaż, pozwólcie mi przejść. Niestety zapanowała…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%