Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

rodzina · 11 min czytania

Nie ścina się wierzb, które płaczą

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Gdzie ona jest?! – spytał poirytowany mężczyzna. - Nie wiem. Jeszcze nie wróciła – odparła kobieta trzymająca przy piersi noworodka. - Powinna już dawno być w domu! Dziewiętnasta – pora dobranocki! - Poszukaj jej. Może coś jej się stało? - Niech no tylko wróci… – zajątrzył się w środku - Już ja się z nią rozprawię!

Niebawem dało się słyszeć kroki na schodach i dziewczęcy głosik nucący piosenkę. Kroki zatrzymały się przy balustradzie, oczy spojrzały w górę, na gałąź, na której siedział mały żółty ptaszek. Ślicznie śpiewał. Paulinka zatrzymała się zapominając znów o całym świecie. Jej myśli pobiegły do ptaszka: „Dlaczego jest sam? Gdzie jest jego mama?” Zamyślona stała tam przez chwilę, a gdy zrobiło się zimno, pokonała ostatnie stopnie schodów. W sieni zdjęła sandałki i spokojnie weszła do dużego pokoju, w którym czekali na nią rozeźleni rodzice.

- Gdzie byłaś?! – zaczął ostro ojciec.

Zaatakowana dziewczynka zaniemówiła.

- Pytam, gdzie byłaś?! - Ja tylko… - zająknęła się mała. - Odpowiadaj kiedy pytam! - Paulino – rzekła matka spokojniejszym tonem – Powiedz gdzie byłaś? - Bawiłam się pod wierzbą. - Czy wiesz, która jest godzina? - Nie wiem… - Nie wiesz! Nigdy nic nie wiesz – trząsł się ojciec – Masz już osiem lat, a zachowujesz się jak małe dziecko. Dlaczego jesteś taka nieposłuszna?! - Tato, ja tylko bawiłam się lalkami. Nie wiedziałam, która jest godzina i… - Za karę nie obejrzysz dziś dobranocki! A teraz marsz do swojego pokoju! - Ale dziś jest Miś Uszatek – moja ulubiona bajka… - prosiła dziewczynka. - Dobranocki są dla grzecznych dzieci. Nie dla takich złych jak ty – rozsierdził się znów ojciec - Powiedziałem, marsz do swojego pokoju!

Dziewczynka ze smutkiem spojrzała na matkę, która nic nie powiedziała, nic nie zrobiła i nawet nie zerknęła na nią, tylko zajęta była małym brzdącem, któremu właśnie odbiło się po karmieniu. Wyszła cicho i długim korytarzem udała się do swojego pokoiku. Tam rzuciła się na łóżko, nakryła głowę jaśkiem i zaczęła płakać. Nie chciała żeby ktoś ją usłyszał, dlatego zawsze tłumiła wszelkie dźwięki. Nie wiedziała, że nocą matka do niej przyszła, położyła jej głowę na poduszce i przykryła kołderką.

*****

Każdego dnia po szkole Paulinka zabierała swoje przyjaciółki – szmaciane lalki i szła z nimi pod wierzbę. Tam było jej schronienie. Tam, ukryta za sięgającymi ziemi gałęziami, czuła się bezpieczna. Tam był świat jej marzeń, zabaw i wyimaginowana kraina szczęśliwości, w której żyły księżniczki, nie było smoków, a cały świat był dobry. Nie było w nim miejsca na zło.

Odkąd dowiedziała się, że będzie miała braciszka przeczuwała, że coś się zmieni. Zawalił się cały jej poukładany świat, poczuła się odrzucona i niepotrzebna. Mama, z rosnącym brzuchem była wiecznie zmęczona i nie miała dla niej czasu, ani cierpliwości. Tata, który zjawiał się późno, był zawsze zdenerwowany i wspominał pracę. Dla niego była zawadą, przeszkadzała mu swoją obecnością. Gdy pojawił się Maciuś było jeszcze gorzej. Mama karmiła, spała, gotowała, prała albo prasowała. Wszystko szybko, w nerwach, a dla spragnionej odrobiny ciepła i miłości dziewczynki nie starczało już czasu. Paulinka uciekała więc w swój świat, do domku pod wierzbą. Celowo opóźniała powroty, choć wiedziała, że spotka ją kara. Jej bunt był bezradny, bo nie miał szansy nic zmienić. Tylko na tym traciła, ale nie umiała postępować inaczej.

Jej żal do rodziców i zazdrość o otoczonego miłością braciszka narastały. Któregoś popołudnia, gdy akurat padało i nie mogła skryć się pod wierzbą, cicho zakradła się do uśpionego chłopca. Patrzyła na niego z rosnącą złością. To on zabrał jej mamę! Wyjęła blokadę i zaczęła go bujać w kołysce. Z początku lekko, potem coraz mocniej i mocniej, w miarę jak narastała w niej zazdrość. W najczarniejszym scenariuszu nikt nie mógł przewidzieć tego, co się później stało. Rozbujana maksymalnie kołyska wyrzuciła ciałko chłopca i upadło na podłogę. Krzyk dziecka wyrwał Paulinę z transu. Nie wiedziała jak do tego doszło. Przywołani krzykiem rodzice zjawili się natychmiast. Matka podniosła ciałko Maciusia i zaczęła wyć. Ojciec, w napadzie wściekłości wysunął pasek ze szlufek spodni. Wtedy po raz pierwszy dostała lanie. Bił na oślep, nie patrzył czy w tyłek, czy po plecach, czy po głowie. Jakby czekał na ten moment i mógł sobie ulżyć. Miał wreszcie powód.

- Ty durna dziewczyno! - krzyczał - Coś ty zrobiła?! - Ja… - szlochała dziewczynka – Ja nie chciałam. To się samo stało…

Ojciec rozsierdzony odpowiedzią bił obłędnie, jak w amoku. Zahamowało go polecenie żony:

- Jedziemy do szpitala! Szybko!

I pojechali zostawiając Paulinkę samą. Już nie płakała, tylko jej ciałem wstrząsały silne spazmy i głęboko zanosiła się oddechem. Nie bacząc na deszcz i chłód popędziła w kierunku wierzby. Drżała z zimna. Ale najgorsze były myśli, które ją ogarnęły: „Zrobiłam coś strasznego! Zabiłam braciszka! Zabiłam go niechcący. Nie chciałam tego. Nie chciałam…” Przemarznięta wróciła do domu. Był ciemny i pusty, rodziców jeszcze nie było. Zamknęła się w swoim pokoju i wycieńczona nadmiarem emocji zasnęła.

*****

Następnego dnia nie poszła do szkoły. Rodzice wrócili nad ranem i nikt nie zatroszczył się, żeby ją nakarmić i odwieźć na lekcje. Nikt z nią nie porozmawiał, nie wytłumaczył co zdarzyło się w szpitalu. Wszyscy spali. Maciuś cichutko oddychał w ramionach mamy. Tata spał w fotelu. Paulinka odetchnęła z ulgą: „A…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Nie ścina się wierzb, które płaczą — czytnik · opowiadania