Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 16 min czytania

Nie wiem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dwa miesiące temu dopadł mnie nagły przypływ twórczości pisarskiej, pisałam dwa dni...a potem wena mi minęła. Kilka razy próbowałam dopisać ciąg dalszy, ale szło mi jak po grudzie. A dziś po przeczytaniu doszłam do wniosku, że nie będę już tego kończyć. To nie jest to co chciałabym osiągnąć. Mimo to zamieszczam, bo chciałabym wiedzieć co warte są moje wypociny stworzone w czasie twórczej pasji:) --------------------------------------------

Był późny październik, deszcz lał nieprzerwanie. Stałam na moście i patrzyłam w płynącą pode mną rzekę. Zapadł już zmrok i w lustrze wody odbijały się gdzieniegdzie światła ulicznych latarni tworząc niezwykłe refleksy. Może jeśli wskoczę w taką barwną falę to trafię do jakiejś magicznej krainy - zamarzyłam. Do takiej krainy gdzie człowiek odczuwa tylko permanentne szczęście. Tylko czy to nie było by nudne i jałowe?. Czy umiałabym docenić szczęście i być naprawdę szczęśliwa nie znając bólu? Zresztą będąc stale szczęśliwa nie miałabym chyba czasu na takie rozmyślania. Uśmiechnęłam się do siebie i swoich rozważań. Przechodząca kobieta przyglądała mi się niepewnie. Może wydaje jej się, że oto stoję tu po to tylko, aby zakończyć swoje życie skokiem w toń. Czasami owszem zastanawiam się nad zakończeniem mojego istnienia, wiem jednak, że nie potrafiłabym tego zrobić. Są osoby które mnie kochają i cierpiały by z tego powodu, a nie chcę tego. Dziwne to życie. Tyle w nim cierpienia, szczęścia tylko chwile, a mimo to pragniemy, aby trwało wiecznie. Tego sobie nawet życzymy. Mam 26 lat. I niby wszystko ze mną ok. Mam kilku przyjaciół, kochaną choć nie idealną rodzinę. Zresztą nie spotkałam jeszcze takiej. Nie mogę też narzekać na pracę. Nie trafiłam jeszcze na TEGO mężczyznę. Ale nie martwię się. Wierzę, że i mi będzie dane przeżyć miłość. Mówią, że jestem radosną optymistką. Radosną może i tak, ale z tą optymistką to już przesada. Nazwałabym raczej siebie beznadziejnie obiektywną, oraz realistką, która roztrząsa wszystko na czynniki pierwsze. Dlatego nic, nigdy nie jest dla mnie czarne lub białe, może dlatego nigdy do końca nie czuje szczęścia, ani złości. Zawsze dostrzegam plusy i minusy każdej rzeczy, nie potrafię potem jednoznacznie określić swojego stosunku do tego. Cała już przemokłam. Czas byłoby iśc do domu. Jak pomyślałam, tak też zrobiłam. Otworzyłam drzwi i przez chwilę rozkoszowałam się ciepłem bijącym z głębi mieszkania. Ściągnęłam mokre ciuchy i wskoczyłam w wygodny dres. Zaparzyłam herbatkę, włączyłam cicho muzykę, usiadłam w fotelu. Zanurzyłam się w marzeniach, muzyka cichutko sączyła mi się do ucha, a wraz z nią wpadał szum deszczu. Lubię deszcz. Nawet nie wiem kiedy zapadłam w sen. Obudziłam się rano z ostrym bólem głowy, całą połamana. Do tego gorączka. Nawrzucałam sobie od idiotek, co mokną na zimnie, po to tylko, żeby się chyba wykończyć. Akurat miałam urlop. Nie ciekawie byłoby stracić te kilka dni wolnego, dlatego postanowiłam wybrać się do pana doktora. Może zapiszę mi jakiś cudowny lek, może nawet lek na wszystko co złe…ech marzenia głupie chodzą mi po głowie. Ubrałam się grubo warstwami niczym matrioszka i ruszyłam do przychodni. Nie byłam tam już od dawna. W drodze spotkałam Natkę, moją koleżankę jeszcze z liceum. - Cześć Zośka! Gdzie lecisz? – zapytała - Niestety do doktora, nie podchodź, mogę zarażać – zaśmiałam się, ale od tego śmiechu głowa rozbolała mnie jeszcze bardziej. – czuje się podle. - Może trzeba było zostać w łóżeczku, łyknąć jakieś witaminki, paracetamole, popić herbatka z miodem i cytrynką. Czosnek też by nie zaszkodził – zaśmiała się – i wiem co jeszcze mogłoby Ci pomóc – dodała z tajemniczym uśmiechem. Pomyślałam, że odkąd chodzi z Krzysiem, z każdym miesiącem wygląda coraz lepiej. Widocznie Krzyś działa lepiej niż wszystkie kremy i operacje plastyczne razem wzięte. - A co jeszcze proponujesz? – zapytałam, choć domyślałam się niestety co wymyśliła. - Ciepłe męskie dłonie, które pomogły by Ci się rozgrzać.- mrugnęła do mnie swoim niebieskim okiem, w oprawie gęstych ciemnych rzęs. - Póki co, muszę się niestety zadowolić miejmy nadzieję cudotwórczymi dłońmi pana doktora. – odpowiedziałam. - Miejmy nadzieję, że już niedługo zastąpi go ktoś inny. Nawet mam pomysł kto. Błagam! Musisz przyjść do mnie w piątek na imprezę. - Jeśli się będę lepiej czuła to z chęcią, ale proszę, nie życzę sobie jakiegoś swatania, ok.? To takie krępujące. A co ma być to będzie. - A kto tu mówi, o swataniu – oburzyła się – Tylko Was sobie przedstawię, ale jestem pewna, że do siebie pasujecie. Zresztą Krzyś też tak uważa. - Krzyś? Czy wy nie macie lepszych tematów niż ja i moje prywatne życie? - Zrozum, że Felek pracuje od niedawna z Krzysiem i to on stwierdził pierwszy, że to jest ktoś, kto pasowałby dla naszej Zosi. Potem ja go poznałam i też tak myślę. Oczywiście możemy się mylić. - Felek? Och wiesz, już mi się odechciało iść na tę imprezę. Czuję presję. Założę się, że Krzyś wypaplał Felkowi o tym, że niby ja mam być tym kimś wyjątkowym dla niego itp. Już czuje, jak oboje się czujemy jak kretyni. - Nie przesadzaj! Zobaczysz wszystko będzie super. Zaufaj mi. – uśmiechnęła się tak miło, że nie miałam siły dalej się opierać. Zresztą, nie miałam siły już też stać. Źle się czułam. Pożegnałyśmy się i ruszyłam dalej. W przychodni siedziało kilka osób. Zajęłam ostatnie miejsce i zaczęłam cierpliwie czekać na swoją kolej. Przede mną siedziały dwie kobiety. Rozprawiały zawzięcie o swoich chorobach. Była też młoda dziewczyna, zaczytana w popularny magazyn, oraz tłusty jegomość od którego czuć było na odległość wczorajszą zakrapianą imprezę. Czyli nie ma z kim pogadać. Westchnęłam i zajęłam się czytaniem informacji na plakatach. Prawie same reklamy szczepionek. Ja się nie szczepię, jak mnie coś trafi, to cóż, taki los. Otworzyły się drzwi i do przychodni weszła laska. Tzn. najpierw laska, a potem tuż za nią wkroczył mężczyzna. Był niewidomy. Stukając swoja laską, przemierzył śmiało metry dzielące go od recepcji. Wymienił kilka zdań z siedzącą pielęgniarką po czym odwrócił się w stronę oczekujących na przyjęcie do gabinetu. Młoda kobieta wybiegła z recepcji i pomogła mu znaleźć wolne miejsce. Dwa miejsca dalej ode mnie. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak, a nie inaczej. Ze względu na mnie, czy na niego. Nie miałabym nic przeciwko temu, aby usiadł obok mnie. Może kobieta stwierdziła, że miałabym coś przeciwko temu. Albo gorzej, stwierdziła, że nie wyglądam na osobę obok której bez obaw można posadzić kalekę? Uśmiechnęłam się w duchu do swoich głupich rozważań. Zerknęłam na sąsiada. Był…bardzo, bardzo przystojny. To był, taki typ urody, który zawsze najbardziej mnie pociągał. Zajęłam się kontemplowaniem jego profilu bez skrępowania. Stwierdzając, że i tak nie widzi jak się gapię. Miał śliczny nos, taki w sam raz. Wąskie usta, teraz delikatnie rozchylone w miłym uśmiechu. Trochę zarostu dodawało mu dodatkowego sexapilu. Jago włosy miały cudowny kasztanowy odcień. Sama próbowałam taki osiągnąć stosując różne farby, niestety daleko im było do tego cudownego odcieniu który właśnie podziwiałam. Włosy długości kilku cm, układały się w miękkie fale, które ma się ochotę dotknąć. Nad czołem miał grzywkę, która niesamowicie dodawała mu chłopięcego uroku. Szkoda, że ciemne okulary zasłaniają oczy. Nagle chłopak odwrócił się w moją stronę i powiedział: - Podobam Ci się? Prawie mnie spaliłaś swoim wzrokiem. Jeśli mogłabym się teraz zapaść pod ziemię, z pewnością bym to zrobiła, jednak podłoga pode mną tkwiła nieruchomo w przestrzeni i nie zamierzała się rozstąpić. Uśmiechnęłam się niepewnie, ale uświadomiłam sobie, że on tego nie widzi. A może widzi, z skąd w końcu wiedział, że się na niego patrzę. W końcu wyszeptałam: - Przepraszam. - Nic nie szkodzi, często czuje na sobie badawczy wzrok ciekawskich ludzi. Jakbym był kosmita, a ja jestem tylko niewidomym - Och to nie tak! Po prostu …- na chwilę zabrakło mi słów – po prostu naprawdę mi się podobasz.- czułam jak cała czerwienieje. - Dziękuję!…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Nie wiem — czytnik · opowiadania