Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 11 min czytania

Nie wiesz wszystkiego [2]

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Więc wchodzisz, czy wpisać ci nieobecność na reszcie lekcji? – fizyczka nigdy go nie lubiła. Stała teraz w przejściu zagradzając mu drogę. Mariusz sam nie wiedział co zamierza. Nie miał tego dużego zadania z matematyki, które zadali mu w zeszłym tygodniu. Już raz przeszedł warunkowo. Jeśli w tym roku nawali może się pożegnać z maturą i studiami. Z marzeniami o byciu kimś. Usiadł w ławce. Z fizyki wiedział wszystko. Zawsze go to interesowało. Ale ta nieszczęsna matma… Wiedział, że nie zdąży przepisać tych wszystkich ćwiczeń. Poza tym chciał znaleźć Ulę. Wczoraj potraktował ją źle. A już na pewno nie tak, jak powinien. Chociaż, co ona tam mogła wiedzieć, jej ojciec chodzi trzeźwy do pracy, mieszka z całą rodziną, nie leje jej za byle gówno… Nic nie wie. Nic a nic, a wtrąca się w nie swoje sprawy… Ale tak ładnie pachnie… W ogóle jest piękna. Inaczej piękna niż Sabina. Inaczej piękna niż wszystkie inne… Szukał jej na korytarzu, ale jakoś nie mógł dostrzec. Albo była mało charakterystyczna, albo jej nie było. Albo też ukrywała się przed nim. Wystarczyło spokojnie opuścić teren szkoły. Do matematyki został jeszcze polski i angielski. Nie chciał kolejnej nagany na forum klasy. Najwyżej pokaże jutro siniaki dyrektorowi. Że niby ojciec się obudził i musiał jechać po siostry. - Cześć. – usłyszał za sobą, gdy zdołał tylko zapalić szluga za rogiem sali gimnastycznej. - A więc się nie ukrywasz… - rzucił zaciągając się. Co tu robiła? Chyba nie paliła papierosów… - Nie, dlaczego miałabym to robić? Bo uważasz, że mam łatwiejsze życie dzięki pieniądzom moich rodziców…? – wyczuł wyrzut w tym zdaniu. Chciał ją przeprosić, ale właściwie głupio mu było. Ciągle ją tylko przepraszał. – Nieważne. Czemu wychodzisz? - Nuda. Wolę… - …posiedzieć pod blokiem? – weszła mu w słowo. – Pytam poważnie… - cały czas miała ręce w kieszeniach obcisłych spodni. Jakby przyszła tu specjalnie, tylko i wyłącznie po niego. - Nie mam pracy z matematyki. – odparł plując pod nogi – Zadała tydzień temu. Nie miałem kiedy zrobić. Co tu właściwie robisz? – chciał jak najszybciej zmienić temat. - Wiesz, że jak pójdziesz, to będzie jeszcze gorzej. Zwłaszcza teraz, przed waszym polskim… - tu musiał się z nią zgodzić. Polonistka pierwsze co zrobi, to poleci do dyrekcji, że wiedziała od początku… Być kimś… - A z matematyką zawsze można coś wymyślić. – znów chwila niezręcznej ciszy. – Przechodziłam akurat. Zobaczyłam cię i przyszłam się przywitać. Jakbyśmy się mieli nie zobaczyć dziś… to również się żegnam. – odwróciła się i odeszła. Stał jeszcze chwilę i myślał o tym co powiedziała. Albo po prostu patrzył na jej pośladki, które wydawały mu się idealne. Postanowił zostać. Faktycznie – ma więcej do stracenia wychodząc wcześniej.

- Mariusz…! – szepnęła Sabina na początku angielskiego podając mu jakiś zeszyt – Kazali mi przekazać… - wziął brulion do ręki i zamarł. W środku były wszystkie zadania z matematyki. Dokładne rozwiązania, czytelne wykresy. Wszystko to opatrzone dodatkowymi komentarzami. Poczuł znajomy zapach… Ale nie był w stanie zrozumieć… Odwrócił się pytająco w stronę koleżanki. – Nie patrz tak na mnie. Podeszła do mnie jakaś dziewczyna i prosiła, żebym ci dała. Że niby zostawiłeś gdzieś i znalazła… - widać było, że Sabina doskonale zdawała sobie sprawę, że to wszystko kłamstwo – Umiesz to przynajmniej wytłumaczyć pod tablicą…? - Jak przejrzę teraz to będę umiał… - czemu Ula to zrobiła…? I w ogóle po co, tyle zadań… nie była w stanie w ciągu jednej godziny tak tego wszystkiego zapisać… przepisać… Teraz MUSIAŁ ją znaleźć. Koniecznie.

Nie było jej ani w szkole, ani wieczorem z psem. Zastanawiał się poważnie, czy przypadkiem nie pójść do niej do domu, ale nie miał żadnych konkretnych powodów. Oddał pracę nauczycielce, która wielce się tym faktem zdziwiła. Obiecała wszystko dokładnie sprawdzić, zwłaszcza czy sam wszystko zrobił. Miał czas, żeby się nauczyć, a właściwie douczyć i przemyśleć rozwiązania. Przynajmniej do piątku. Najważniejsze jednak teraz było spotkanie z Ulą. Pomyślał o dachu. Odruchowo wcisnął guzik z numerem 10 w windzie. Wyszedł po metalowej drabince na ciepły jeszcze od słońca dach, mimo, że było już po 22. Nie widział tu jednak nikogo. Zrezygnowany zapalił papierosa i chciał wracać na podwórko, gdy usłyszał jej głos. - Szukasz kogoś? – siedziała z drugiej strony, niż on zwykle siadywał. Jakby schowana za kominem. Podszedł powoli do tego miejsca. - Ciebie. – odpowiedział szczerze. Nie miał przecież nic złego na myśli. Chociaż zależy jak na to patrzeć. - A po co? – spojrzała na niego tymi dużymi, błyszczącymi oczami. Światło z klatki schodowej odbijało się w nich jak w wodzie. - Skąd miałaś te zadania…? Skąd wiedziałaś, że akurat te musze zrobić? Jak w ogóle… - …czyli chciałeś mi podziękować. Nie ma za co. – znów weszła mu w słowo i odwróciła wzrok. – Siadaj. – miała na myśli jakiś koc, który pewnie sama tu przyniosła. Chwilę się zawahał. W końcu siedzieliby bardzo blisko siebie, a ona… ten zapach… Wyjęła coś z kieszeni. Otworzył szerzej oczy ze zdziwienia. Ula zaczęła profesjonalnie skręcać jointa. – Zapalisz ze mną? Bo w sumie palenie w samotności jest tak samo patologiczne jak picie do lusterka… - uśmiechnęła się sprawnie wszystko rozdrabniając, mieszając i

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%