Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Niebieskooki brunet i jego książka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jean-Pierre, żując niemrawo resztkę niedbale skręconego i dawno już wypalonego papierosa, mimowolnie powłóczył wzrokiem za kręcącymi się po placu ludźmi. Nietrudno było odróżnić lokalnych od turystów: ci pierwsi, narzuciwszy równe tempo, zdecydowanym krokiem zmierzali ku swoim konkretnie obranym celom. Większość zapewne spieszyła do pracy, bo chyba nigdzie indziej nie można było iść w poniedziałkowy poranek. Ci drudzy, przyjezdni, wyraźnie odznaczali się na ich tle, rozglądając się jak idioci po fasadach otaczających budynków i robiąc setki zdjęć, których i tak nigdy nawet nie przejrzą. Nie było tu z nich żadnego pożytku, jedynie właściciele upchanych co i rusz kawiarenek mogli liczyć na ich naiwność, dzięki której każdego dnia zdzierali z nich trochę grosza. Zastanawiające było to, że tym wszystkim darmozjadom chciało się wstawać tak wcześnie. Już po krótkim namyśle stawało się jednak jasne, że główną przyczyną był ich skąpy budżet i zaledwie kilkudniowy urlop, bo przecież gdyby mogli sobie pozwolić na więcej, to z pewnością pojechaliby w ciekawsze miejsce.

Dla obu chłopaków zaś spędzanie poniedziałkowego poranka na leniwym podpieraniu muru wydawało się wręcz dziwne. Mimo że był dopiero koniec lutego, a wiosna ledwie zaczynała nieśmiało pokazywać pierwsze oznaki swojego powrotu do Poitiers, to i tak woleli schować się w cieniu, niż mrużyć oczy w porannym słońcu. Normalnie po jednodniowym odpoczynku wracaliby z powrotem do pracy, gdzie od rana do wieczora przenosiliby z miejsca na miejsce worki z cementem. W poprzednią sobotę ostatnia budowa została zakończona, a nowych zleceń na horyzoncie nie było widać, więc od teraz, przynajmniej chwilowo, obaj pozostawali bezrobotni. Wypłaty także już od dawna nie widzieli i bynajmniej nie spodziewali się jej ujrzeć w najbliższym czasie. Jean-Baptiste wykazał się w tej sytuacji sporo lepszym łbem do zarządzania funduszami, bo jego wciąż było stać na zakup tytoniu i filtrów, tak więc Jean-Pierre, rozdarty pomiędzy wątpliwym poczuciem własnej godności a głodem nikotynowym, musiał z pewnego rodzaju wstydem przyjąć skręta z rąk kumpla.

Malu

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%