Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 30 min czytania

Niebo nie istnieje, a Piekło jest na Ziemi - cz1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 1 Obudziła się z potwornym bólem głowy i zaschniętym gardłem. Jeszcze nigdy w życiu nie pragnęła szklanki wody tak bardzo. Niestety mieszkała sama, więc zaspokojenie pragnienia wiązało się z wyprawą do kuchni. Przez chwilę rozważała czy by nie poprzestać na łazience (była bliżej), ale wodę z kranu była tak ohydna, że chcąc nie chcąc poczłapała do kuchni. Miała wrażenie, że trwało to całe wieki, i zdążyła nawet kilka razy obiecać sobie, że od dzisiaj będzie zawsze miała butelkę wody przy łóżku. W końcu jednak dotarła do celu i uczucie zimnej wody spływającej po zaschniętym gardle wynagrodziło wszystko. Po dwóch szklankach zabrała się za poszukiwanie tabletek przeciwbólowych. I oczywiście w apteczce znalazła wszystko: bandaże, plastry, wodę utlenioną, witaminy, krople żołądkowe i nawet termometr. Wszystko poza czymś przeciwbólowym. Nie mogąc nic poradzić na swój obecny stan, zaczęła doszukiwać się jego przyczyny. No tak! Jak mogła zapomnieć? Wczoraj była sobota i wieczorem wybrała się z dziewczynami do klubu. Zamknęła oczy i pozwoliła pamięci odtworzyć obrazy: ona przy stoliku z drinkiem, tańcząc na parkiecie, z kolejnym drinkiem, i znów taniec i kolejny drink i... obrazy zaczęły wirować i zamazywać się. O mój Boże, ile ona wypiłam! Nic dziwnego, że miała takiego kaca. No cóż, prawdą było, że nigdy nie stroniła od alkoholu, ale tym razem przeszła samą siebie. Jej głowa przyznała jej rację, sygnalizując to nasilonym bólem. Cholera, czemu nie pamiętała żeby kupić tabletki przeciwbólowe?! Z bólem głowy nasiliło się coś jeszcze. Dziwne uczucie inności, strzępy dźwięków i obrazów – błysk światła, przeszywający zgiełk, czerwona plama na asfalcie, ktoś wołający jej imię, czyjeś ciało na ulicy … Wszystko zaczęło wirować i nie była już w stanie niczego z tego wychwycić. Czyżby wracając z klubu widziała jakiś wypadek? Kiedy otworzyła oczy wszystko zniknęło poza uczuciem inności. Tak jakby nagle znalazła się w jakimś obcym miejscu, a przecież była w swoim własnym domu. Dla pewności rozglądnęła się na około … tak była w swojej kuchni. Nagle zrobiło się jej bardzo zimno i niedobrze, postanowiła, więc przejść do stołowego, skulić się na kanapie i przeczekać, aż dojdzie do siebie. Ból głowy utrzymywał się na tym samym poziomie, więc nie była w stanie racjonalnie myśleć. Najlepszym wyjściem byłby oczywiście powrót do łóżka, ale nie była w stanie jeszcze raz pokonać przedpokoju, który teraz wydawał się dwa razy dłuższy. Weszła, więc do stołowego, do którego było bezpośrednie wejście z kuchni i … stanęła jak wryta. W JEJ własnym stołowym, na jednym z JEJ foteli siedział mężczyzna, którego była pewna nigdy w życiu nie widziała. Był ubrany cały na czarno, miał czarne, długie do ramion, proste włosy i był chyba nie wiele starszy od niej. Nie widziała dokładnie rysów jego twarzy, bo jej oczy poszły w ślad za głową, odmawiając posłuszeństwa i wszystko zaczęło się rozmazywać. Mrugnęła kilka razy, ale niewiele to pomogło. - Witaj – odezwał się nieznajomy głębokim i szorstkim głosem, przywracając jej władzę w nogach. - Kim jesteś? – spytała zmierzając niepewnie do fotela po przeciwnej stronie. – I co tu robisz? Nie przypominam sobie, żebym zapraszała gości. - Zgadza się, nie zapraszałaś. – odpowiedział z lekkim uśmiechem. – Mam na imię Marek. - Skoro cię nie zapraszałam, to, co tu robisz … Marku? – starała się ze wszystkich sił utrzymać spokojny ton głosu, ale wewnątrz narastał w niej strach. - Jestem tutaj, żeby ci pomóc. - To świetnie! Znaczy, że jesteś jakimś specjalistą od kaca? – roześmiała się nerwowo i szybko tego pożałowała, gdy jej głowa zareagowała z protestem. – Bo w niczym innym pomocy nie potrzebuję. - Cóż, niestety wygląda na to, że nie jesteś aż tak ważna, żeby wysyłać do ciebie specjalistę od kaca, o ile ktoś taki w ogóle istnieje. Co do innych rzeczy to potrzebujesz pomocy, tylko jeszcze o tym nie wiesz. Zanim jednak zacznę cokolwiek tłumaczyć, czy możesz mi powiedzieć co pamiętasz z wczorajszego wieczoru? - Wiesz bardzo chętnie opowiem ci ze szczegółami, ale może umówimy się kiedyś na kawę i wtedy pogadamy. Bez obrazy, ale teraz naprawdę nie jest najlepszy czas na rozmowę. – odpowiedziała poirytowana i teraz już naprawdę przerażona. Nagle to wszystko zaczęło ją przerastać. Czuła się śmiertelnie wręcz zmęczona, jej głowa nadal bolała, obrazy rozmazywały się przed nią i w dodatku miała obcego mężczyznę w swoim stołowym. Co prawda nie wyglądał groźnie i pewnie gdyby chciał jej coś zrobić to pewnie wykorzystałby moment kiedy spała. Mimo to nie potrafiła przekonać samej siebie, że była bezpieczna. Całe jej ciało było napięte do granic możliwości, a umysł odmawiał racjonalnego myślenia. Jedyne, więc co jej pozostało to bazować na własnych odczuciach, a te … cóż nie były na korzyść jej niemiłego bądź, co bądź gościa. – Skoro się tutaj wprosiłeś, to pewnie bez problemu znajdziesz drogę powrotną, prawda?- Postawiła wszystko na jedną kartę, zdecydowała, że go nie lubi i postanowiła być baaardzo niemiła. - Nawet nie wiesz z jak wielką przyjemnością bym to zrobił. Nienawidzę tej części. Niestety rozkazy są rozkazami i ja zostałem przydzielony do ciebie, więc proszę nie utrudniaj mi tego. - Czy jeżeli powiesz, co masz do powiedzenia to sobie pójdziesz? – Spytała z rezygnacją, bo w jego głosie wyczuła determinację. Niestety trafił jej się ciężki przeciwnik, który najwyraźniej nie zamierzał się poddać. Wyglądało też na to, że ma jej coś ważnego do powiedzenia. Tak, więc pozwolenie mu na wygadanie się nie mogło nikomu zaszkodzić, prawda? Ponadto gdyby nawet postanowiła zrobić inaczej, to i tak nie miałaby siły na walkę z nim, bo praktycznie ostatnim wysiłkiem woli utrzymywała powieki w górze. W jakiś dziwny sposób zrobiła się nagle śmiertelnie zmęczona i jej mózg przestał rejestrować cokolwiek, poza tym, co mu przeszkadzało się wyłączyć, – czyli Markiem. Jedyne, na czym mogła się skoncentrować to, jak się go pozbyć i zastosowanie się do jego prośby wyglądało na najszybszy sposób. Najdziwniejsze jednak było to, że nie poświęciła dużo czasu na zastanowienie się jak on się tu dostał i czy nie jest niebezpieczny. Przecież powinna już wisieć na telefonie, dzwoniąc na policję a nie bawić się z nim w kotka i myszkę. Przecież powinna drzeć się jak opętana, kiedy go zobaczyłam po raz pierwszy w swoim stołowym. Przecież powinna uciekać jakby ją gonił sam diabeł, bo przecież on mógł być każdym, nawet owym wspomnianym diabłem. No właśnie, dużo tych ‘przecież powinna’. Tymczasem ona robiłam wszystko dokładnie na odwrót. Kiedy weszła do stołowego i go zobaczyła nie wydała z siebie ani jednego dźwięku; zamiast uciekać usiadła na fotelu na przeciw niego, zadając mu spokojnie pytania i ani przez sekundę nie zastanawiając się nawet gdzie posiała komórkę? Jedynym logicznym wytłumaczeniem tego wszystkiego było to, że prawdopodobnie jej podświadomość stwierdziła, że gdyby on chciał jej coś robić, to po pierwsze, już dawno by to zrobił, a po drugie ona i tak nie była w stanie się bronić (w tym stanie to pewnie nawet do drzwi wejściowych by nie ubiegła), więc wszystkie jej instynkty samozachowawcze zostały wyłączone. - Tak – dotarła do niej odpowiedź Marka i w jego głosie wyczuwało się ulgę. Zajęło jej parę sekund przypomnienie sobie pytania, które zadała … Ha! Czyli nie tylko ona nie mogłam się doczekać końca tego spotkania. - No dobra – zmusiła się do myślenia – Z wczoraj wieczór pamiętam, że dużo piłam, tańczyłam i świetnie się bawiłam. Pamiętam moje koleżanki, równie pijane jak ja. Pamiętam, że jakiś facet próbował wyciągnąć ode mnie numer telefonu … - przerwała i wysiliła się, żeby bardziej przyjrzeć się Markowi – nie, to nie byłeś ty. Tamten był niskim, ogolonym na łyso grubasem, poobwieszanym złotem jak choinka. No i bardzo upierdliwym. Nie chciał się odczepić, więc w końcu dostał numer telefonu … mojego byłego. Uśmiechnęła się na to wspomnienie. Ale się jej były zdziwi, jak zadzwoni do niego facet dopytujący się o Rozalię (oczywiście nie podała mu swojego prawdziwego imienia). Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, gdy przypomniała sobie, z jaką łatwością przyszło jej wymyślanie na poczekaniu historyjki o jej niecodziennym jednak imieniu i jak dobrze się bawiła obserwując niedowierzanie jej słuchacza, które stopniowo zmieniało się w pełne uwielbienie. Jego myśli były niemal wyświetlone na jego błyszczącej, łysej głowie zupełnie jak na ekranie w kinie, więc nie trudno było zgadnąć, w jakim kierunku podążały. Dobrze wiedziała, że gratulował sobie dobrego oka, bo nie dość, że znalazł ładną laskę, to jeszcze miała egzotyczne imię i była kobietą z przeszłością, a takie przecież były najmniej wybredne. Zatopiła się całkowicie we wspomnieniach wydarzeń wczorajszego wieczoru i o dziwo skupianie się nie sprawiało już takiego problemu. Nie chciała zapeszyć, ale głowa też już jakby mniej bolała. - Reszta nocy upłynęła podobnie, czyli na dobrej zabawie. – Podjęła swoją opowieść, ale już w sumie nie miała nic więcej do dodania. - Co się wydarzyło, gdy wyszłaś z klubu? – Marek przez cały czas wpatrywał się w nią intensywnie. ‘Kurczę,’ pomyślała, ‘jakie on ma śliczne, niebieskie oczy.’ Najwyraźniej jej wzrok też już wracał do normy, bo wreszcie wszystko się zatrzymało i mogła się przyjrzeć jego twarzy. Był naprawdę przystojny. Rysy twarzy miał ostre, ale regularne, jak wycięte z granitu. Skórę gładką jakby dopiero pięć minut temu się golił. Błękitne, zmęczone oczy, okolone czarnymi, długimi rzęsami. Nie widziała jego sylwetki, bo siedział, ale sprawiał wrażenie dobrze zbudowanego i prawdopodobnie wyższego od niej. Sama nie była brzydulą, więc naturalnie od najmłodszych lat otaczali ją przystojni chłopcy, była więc przyzwyczajona do gładkich twarzy i umięśnionych sylwetek. Mimo to on wydawał się jakby inny. Taki jakiś nierealny, tak jakby był jakimś księciem z bajki, rycerzem w srebrnej zbroi, kimś, o kim marzy każda dziewczyna, a kto tak naprawdę wcale nie istnieje. - Aniu? – jego cichy, łagodny głos przywołał ją do rzeczywistości. Dziwne, ale z jej uszami też się coś porobiło, bo jego głos nie brzmiał już wcale szorstko. Brzmiał bardziej łagodnie i melodyjnie. - Tak? – spytała, starając się przypomnieć sobie, o co pytał. – Aha, pytałeś, co się zdarzyło po wyjściu z klubu? Kiwnął głową na potwierdzenie. - No tu jest mały problem, bo niewiele z tego pamiętam. Nie wiem jak się znalazłam w domu i nie wiem jak udało mi się otworzyć drzwi. Wiem tylko, że byłam bardzo pijana i chyba widziałam jakiś wypadek w drodze powrotnej, ale to tylko strzępy obrazów, więc nie jestem pewna. W miarę jak to mówiła, twarz Marka się rozluźniała, a na koniec nawet się lekko uśmiechnął. - A więc pamiętasz – odetchnął z ulgą. – To mi znacznie ułatwi sprawę. ‘On jest z policji.’ Pomyślała. ‘O mój Boże, ja byłam sprawcą tego wypadku! On mnie aresztuje!’ - Nie obawiaj się, nie jestem z policji. – Aż podskoczyła na to stwierdzenie. Otworzyła usta, ale ją uprzedził. – I nie potrafię czytać w myślach. Po prostu to jest pierwsze, o czym wy ludzie myślicie, gdy zaczynam zadawać pytania. - Wy … ludzie? – To było jedyne, co wychwyciła z jego odpowiedzi na niezadane przez nią pytanie. - No dobra, muszę trochę zwolnić, bo inaczej tylko Cię wystraszę. – Usadowił się wygodniej w JEJ fotelu. – Pozwól, że zacznę od początku. Odchrząknął i kontynuował poważnym i oficjalnym głosem. - Mam na imię Marek i zostałem przysłany by pomóc ci się zaaklimatyzować w nowej sytuacji, w której się znalazłaś. Wczoraj wieczorem, po wyjściu z klubu coś ci się przytrafiło. Coś poważnego. Jego słowa nie miały dla niej najmniejszego sensu. Jaka nowa sytuacja?! Przecież była w swoim mieszkaniu, było niedzielne popołudnie i jej głowa przestawała boleć, więc świat znów był piękny. Zaintrygowała ją jednak wzmianka o tym, że wczoraj przytrafiło jej się coś poważnego. Gdyby nie to, że była mowa o wieczorze to pomyślałaby, że zwolniono ją z pracy. Było to w końcu poważne, prawda? A w dodatku było jej powracającym koszmarem. Co prawda praca w księgowości nie była jej wymarzonym zajęciem, ale nie miała ani ochoty ani możliwości by szukać coś nowego. Nie miała żadnych oszczędności, więc nie mogła sobie pozwolić na zrezygnowanie z tej pracy i szukanie czegoś nowego. Pomimo więc, że była prawie pewna, że nie mogło chodzić o zwolnienie z pracy, zacisnęła mocno kciuki i zapytała. - Co się stało? Marek wpatrzył się intensywnie w jej oczy i w jednej sekundzie poczuła się jak zahipnotyzowana. Nie mogła oderwać od niego wzroku, pomimo, że jego oczy wypalały dziurę w jej umyśle, tak jakby potrafił dosłownie przejrzeć ją na wylot. - Wspominałaś, że pamiętasz wypadek. Czy pamiętasz, kto był ofiarą? Jej mózg wrócił do tych wspomnień bez jakiejkolwiek konsultacji. Bez najmniejszego wysiłku je odnalazł i wyświetlił jej przed oczyma czysto i wyraźnie, zupełnie tak jakby dopiero w tej chwili je przeżywała. Obrazy powtórzyły się. Widziała ciało na ulicy, pełno krwi wokoło, jakieś porozwalane części ubrania leżące w nieładzie na asfalcie. Nie ważne jednak jak bardzo się starała nie potrafiła dostrzec twarzy. Za każdym razem, gdy jej wzrok podążał w górę leżącego ciała, zatrzymywał się na szyi i coś jakby niewidzialna bariera powstrzymywała ją przed posunięcieniem się dalej. Potrząsnęła głową zrezygnowana, starając się odgonić niemiłe wspomnienia. Zdecydowanie bardziej wolała obrazy z imprezy. - Pamiętam ciało na ulicy w kałuży krwi, ale nie widzę twarzy. Tylko opalone, gładkie nogi, więc na pewno to była kobieta. Co się z nią stało? Znałeś ją? Kim ona była? Podświadomie, nie zdając sobie z tego sprawy, użyła czasu przeszłego. - Ta kobieta… - Marek zaczął powoli, a jego oczy wpatrzyły się w jej jeszcze bardziej, sprawiając niemal fizyczny ból. W tej chwili była jak sparaliżowana i była pewna, że gdyby nawet zemdlała, jego wzrok trzymałby ją nadal w pozycji siedzącej. - Ta kobieta siedzi teraz przede mną. To ciało, które widziałaś, było twoim ciałem Aniu. – Dokończył, a w jej głowie coś eksplodowało i straciła wzrok. Nie widziała już niczego poza leżącym na ulicy ciałem kobiety. Tym razem jednak miała możliwość dojrzenia każdego najmniejszego szczegółu. Zobaczyła, więc swoją dżinsową mini spódniczkę, swoją bluzkę, swoje buty. Swoje kręcone, brązowe włosy i … swoją twarz. I z tej twarzy wpatrzyły się w nią nieruchomo jej własne oczy!!! - Nie!!! – krzyknęła i wizja znikła równie nagle jak się pojawiła. – To niemożliwe! O czym ty mówisz!? To nie mogłam być ja! Przecież … przecież ona była umierająca, a ja… - poderwała się z fotela i okręciła wokół własnej osi, oglądając się ze wszystkich stron – nawet jednego zadrapania nie mam! - Rany i zadrapania należały do twojego poprzedniego życia. W momencie, gdy ono się skończyło to i one znikły. Stanęła jak wryta, ale wszystko wokół niej kontynuowało wirowanie. - Chcesz … - zaczęła nie swoim głosem. – Chcesz powiedzieć, że … że ja…, że ja nie żyję?!! – wykrztusiła wreszcie z siebie. - Przykro mi – Było wszystkim, co Marek miał do powiedzenia. Przez chwilę stała jak zaklęta w słup…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Niebo nie istnieje, a Piekło jest na Ziemi - cz1 — czytnik · opowiadania