Fantastyka · 20 min czytania
Niebo nie istnieje, a Piekło jest na Ziemi - cz3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Część 1 - http://opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=71517 Część 2 - http://www.opowiadania.pl/main.php?id=sedit&item=71521
Puf i byli na tarasie widokowym. Odłożyła więc te myśli na bok i postanowiła się cieszyć bieżącą chwilą. Zadziwiające było, jak łatwo jej to przyszło. Za życia analizowała własne uczucia w wzdłuż i w szerz, doszukując się we wszystkim ukrytego znaczenia, teraz jej umysł był jakby czystszy i szybszy. Dawniej przysłowiowo czytała między wierszami w każdej sytuacji, teraz skupiała się tylko na tym, co w danej chwili czuła, nie zastanawiając się czy było to zgodne z sytuacją czy nie. Mogła więc przenieść się całkowicie z tematu na temat, zupełnie jak potrafiła przenieść samą siebie z miejsca na miejsce. - To niesamowite! – nie mogła wyjść z podziwu zarówno nad widokiem, jak również nad nowym sposobem poruszania się. Co prawda wszystko, oprócz Marka i jej samej, ciągle spowijała mgła, ale i tak wrażenie było oszałamiające? – Czyli to działa też na krótkie dystanse? - Tak – Marek się uśmiechnął. Odwróciła się, rozglądając za lepszym miejscem, bo wokół nich było pełno ludzi i zobaczyła postać zmierzającą prosto na nią. - Hej!- odezwała się rozgniewana, ale ona (szeroka plama – spódnica – kobieta) nie dość, że była ślepa, to jeszcze głucha i nawet nie zareagowała. W ostatniej chwili Ania usunęła się z drogi, bo jak nic wpadłaby na nią. - Czy ty to widziałeś?! – zwróciła się do Marka, który stał obok niej i wrócił do swojego ulubionego zajęcia, czyli bacznie się jej przyglądał. – Niektórzy powinni iść do okulisty. – dodała głośniej, kompletnie zapominając, że była we Francji, więc i tak kobieta nie mogła jej zrozumieć. Marek nie odpowiedział, tylko znów wziął ją za rękę i … przenieśli się prawie na sam szczyt wieży. Siedzieli na metalowej belce, wysoko nad tarasem widokowym, z nogami zwieszonymi poniżej. Ania, sparaliżowana strachem mogła jedynie wyciągnąć rękę i kurczowo chwycić Marka za koszulę. On się tylko roześmiał. - No chyba żartujesz! Czego się boisz, że spadniesz?! I co? Zabijesz się? Poza tym, jeżeli nawet spadniesz, to jesteś tak wysoko, że zanim dotrzesz do ziemi, zdążysz pięć razy przenieść się w jakieś bezpieczne miejsce. - Ale ci ludzie nas zobaczą – wyszeptała, wpatrzona w głowy turystów pod nimi. - Aniu, czy wiesz, czemu ta kobieta szła prosto na ciebie? - Bo była ślepa? – odpowiedziała złośliwie. - Nie – Marek był znowu poważny. – I proszę uważaj na to co mówisz. Nie zapominaj gdzie jesteś i przede wszystkim po co tu jesteś! - Ta kobieta – podjął po chwili milczenia, które wymierzył jej jak karę za jej niewłaściwe zachowanie. Przez chwilę myślała, że nie podejmie już tematu, a ona, chociaż udawałam, że jej to nie obchodzi, chciała się jednak dowiedzieć jaki był prawdziwy powód tego, że kobieta jej nie widziała. Nie miała jednak odwagi przerwać.- Ta kobieta cię nie widziała, tak samo jak nie widzą cię pozostali ludzie. - Co?! Jak to nie widzą?! – jego słowa sprawiły, że oderwała oczy od tłumu poniżej i dla odmiany wpatrzyła się w niego. - Oj proszę cię. – w jego głosie słychać było zniecierpliwienie. – Czego się spodziewałaś? Przecież nie żyjesz, nie masz ciała, nie należysz już do świata fizycznego, więc jak mogą cię widzieć? - Jestem duchem … - wyszeptała, przerażona tym odkryciem. Do tej pory w ogóle się nad tym nie zastanawiała i ani przez chwilę nie pomyślała, że nie mając ciała, będzie nie widoczna. Oczywiście nie liczyła na to, że na przykład będzie mogła wejść do domu swoich rodziców, usiąść na kanapie i jakby nigdy nic opowiedzieć im co się jej przydarzyło. Nie, aż tak naiwna nie była, ale w jakiś podświadomy sposób nie dopuszczała do siebie myśli, że może być dla nich całkowicie niewidoczna. A przecież po przygodzie z drzwiami powinna się już tego spodziewać. - Aniu tak jest o wiele prościej. Dzięki temu możesz nadal poruszać się po świecie fizycznym. - Tak wiem – uśmiechnęła się blado. – To mnie po prostu zaskoczyło, a w sumie to powinnam się tego spodziewać. Wygląda na to, że to kolejna rzecz, do której muszę się przyzwyczaić. Teleportacja, niewidzialność, co następne? Okaże się, że może latać? - Skoro ludzie mnie nie widzą – drążyła temat, robiąc dobrą minę do złej gry i starając się z całych sił, by Marek nie zauważył jak bardzo drży jej głos– to co by się stało, gdyby ktoś na mnie wpadł? Przeszedłby przeze mnie jak przez prawdziwego ducha? Tak, jak moja dłoń przeszła przez drzwi? - Przykro mi, ale sama się musisz o tym przekonać. - Nie zamierzasz mi niczego ułatwiać, co? - Nie – Marek się uśmiechnął – mogę jedynie rozmawiać o sprawach istotnych. Szczegóły sama musisz odkrywać. - No dobra – założyła ręce na piersi i wpatrzyła się w niego groźnym wzrokiem. – Porozmawiajmy o sprawach istotnych. Pora żebyś odpowiedział na kilka pytań. - Pytaj więc – usta Marka zadrżały, ale zachował powagę. - Co mnie teraz czeka? Bo jakoś mi się nie wydaje, żebym miała spędzać czas na zwiedzaniu i leniuchowaniu? - Nie, oczywiście, że nie. Będziesz musiała ciężko pracować, by odpokutować za swoje grzechy. - Chodzi o samotność, prawda? Ten głos, który słyszałam, gdy byłam … cóż nieprzytomna, powiedział, że to jest moja kara. - Tak, ale to tylko część twojej kary Aniu. Każdą sekundą swojej samotności pokutujesz za grzechy popełnione myślą. Każdą minutą samotności pokutujesz za grzechy popełnione mową. Każdą godziną samotności pokutujesz za grzechy popełnione uczynkiem. Każdym dniem samotności pokutujesz za grzechy popełnione zaniedbaniem. To jednak nie wszystko, bo jak wiesz są grzechy, które popełniłaś zarówno myślą jak i mową, uczynkiem i zaniedbaniem. To są grzechy najcięższe i za nie będziesz musiała odpokutować w inny sposób … poprzez powiedzmy wykonanie zadań. Gdy je wykonasz to dany grzech zostanie ci odpuszczony. - A co się stanie, gdy nie uda mi się wykonać danego zadania? Trafię do piekła? Marek popatrzył na nią i milczał przez kilka sekund. Kiedy znów się odezwał jego głos był zduszony i cichy tak jakby nie chciał lub nie mógł o tym mówić. - Tego dowiesz się, gdy zajdzie taka konieczność. Gdybym jednak był na twoim miejscu, to robiłbym wszystko by do tego nie dopuścić. Zrozum Aniu, że twój los jest w twoich rękach i tylko od ciebie zależy, gdzie spędzisz wieczność. Wciągnęła głęboko powietrze. Taki nawyk, bo przecież już go nie potrzebowała. Swoją drogą, to ciekawe jakim sposobem mogła to zrobić skoro już nie posiadała płuc? Nie czas jednak teraz na rozważanie o nieistniejących płucach. Miała ważniejsze sprawy do przemyślenia. - Jakie to grzechy i jak mam za nie odpokutować? – spytała. - Wszystko w swoim czasie Aniu, wkrótce się tego dowiesz. Teraz jednak muszę ci dokładnie wytłumaczyć na czym ma polegać ta część kary, która już się zaczęła – samotność. Praktycznie to już poznałaś jej zasady, ale muszę się upewnić, że wszystko zrozumiałaś i wiesz czego nie wolno ci robić. Bo widzisz Aniu, tutaj nie ma drugiej szansy. Marek spojrzał na nią uważnie, a uznawszy, że jest gotowa na test, kontynuował. - Jak już wiesz możesz się przenosić gdzie chcesz. Możesz podróżować i zwiedzać. Jest tylko jeden warunek. Pod żadnym pozorem nie wolno ci się zbliżyć do nikogo, kogo znasz z poprzedniego życia, czyli nikogo z twojej rodziny, przyjaciół, znajomych, sąsiadów, nawet ekspedientek w sklepie. Marek starał się za wszelką cenę upewnić, że rozumiała dokładnie o co mu chodzi. - Ale przecież oni też mogą podróżować. Wiadomo nie tak jak ja, ale jednak mogą. – paplała bez sensu, desperacko próbując podtrzymać gasnącą w niej nadzieję. – Przecież istnieją auta, pociągi i autobusy. Nie mogę więc być pewna, że w miejscu, do którego będę się chciała przenieść nie spotkam akurat kogoś kogo znam. Uczucie ostateczności, którego zaznała, gdy ‘głos’ oznajmił jej warunki kary, dawno już zniknęło. W tej chwili była więc jak turecki kupiec, targując się jak tylko mogła, by uzyskać lepszą cenę. Oczywiście najlepiej by było gdyby mogła spotkać się z rodziną. Zdawała sobie jednak sprawę, że ta możliwość jest już dla niej zamknięta. Próbowała więc, wytargować jakiś zamiennik. Cokolwiek. Nawet gdyby tylko mogła spotkać swoją listonoszkę, fryzjerkę czy tą miłą, starszą panią z kiosku z gazetami … Boże, wszystko było lepsze niż całkowite odcięcie od wszystkiego co znała. Walczyła więc desperacko o zachowanie kontaktu z jej poprzednim życiem. Niestety jej wysiłki nie zdały się na nic. Marek, całkowicie nieświadomie (a może całkiem świadomie) przekreślił jej wszelkie nadzieje, swoimi następnymi słowami. - Nie musisz się o to martwić, bo wszystkie miejsca, w których znajduje się ktoś, kogo znasz zostaną zablokowane i nie będziesz się mogła tam przenieść. Będzie po prostu tak, jakby one nigdy nie istniały. Poczuła łzy spływające po jej policzkach, ale gdy podniosła dłoń by je wytrzeć, jej twarz była sucha. No tak, nie mając ciała nie miała też łez. Jej ostatnie nadzieje, że w jakiś sposób będzie jej dane zachować chociaż namiastkę życia, które znała, rozwiały się jak dym na wietrze. Wszystko miało się zmienić, dokładnie wszystko i to nie tylko na lepsze. No tak, przecież samotność była jej karą, jak więc mogła spotykać ludzi, których znała? Dopiero teraz w pełni zrozumiała jak to miało wyglądać. Dopiero teraz dotarł do niej prawdziwy sens słowa ‘samotność’ – ona sama, bez rodziny, przyjaciół, znajomych, wśród obcych ludzi, którzy w dodatku jej nie widzieli. Czy można być bardziej samotnym i ciągle otoczonym ludźmi? - Jak długo to będzie trwało? To znaczy ta kara samotności? – spytała odrywając oczy od dalekiego punktu na horyzoncie. - Dopóki nie odpokutujesz za wszystkie grzechy. Te słowa podziałały jak balsam na jej krwawiące serce. Oczywiście nie wiedziała jak długo jej to zajmie, ale był to już jakiś konkretny przedział czasowy, nic w stylu ‘na zawsze’. O ile dobrze pamiętała, to nie było ich aż tak znowu dużo. To…