Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Niechciane dziecko

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jedynym słyszalnym dźwiękiem w otaczającej go ciemności, był głośny szum morza. Chłopiec kuląc się pod drewnianymi zmurszałymi deskami mola odważył się westchnąć cichutko. Rozchylił powiekę jednego oka i spojrzał przez szpary pomostu. Jasny blask księżyca w pełni oświetlił jego pokiereszowaną twarz. Otwarte ciemne oko błyszczało od nie wylanych łez, drugie było zbyt opuchnięte by mogło uchylić się na więcej niż milimetr.

...przecież to...

Z rozciętej opuchniętej wargi cały czas płynęła krew i kapała na poszarpaną koszulkę, która jakiś czas temu była śnieżnobiała. Teraz po jednej z najdłuższych godzin w życiu trzynastoletniego chłopca krew zabarwiła jej przód na brudnoczerwony kolor. Przedzierając się przez płoty, krzaki, wąskie ścieżki i uliczki chłopiec potłukł się jeszcze dotkliwiej. Lecz nie przerwał ucieczki, ani na sekundę, zanim nie dotarł do swojego azylu.

...TYLKO...

Do najprawdopodobniej jedynego miejsca, w którym jego pijani opiekunowie nie będą zaglądać w poszukiwaniu swojej "zguby". Jeżeli wszystko będzie tak samo jak niezliczoną ilość razy wcześniej po paru godzinach pijaństwa zapomną o nim i będzie mógł spokojnie wypocząć aż do świtu. Parę godzin wolności od nieustannych krzyków, poszturchiwań i bólu. Parę godzin, aż znów trzeba będzie tam wrócić...

...twoja wina...

Chłopiec zadrżał i objął dłońmi swoje szczupłe nogi, poczuł gorące słone łzy płynące po policzkach, zapiekły go boleśnie w rozcięciu wargi, lecz nie uczynił niczego by je zetrzeć i uwolnić się chociaż od tego cierpienia.

...Przecież to tylko twoja wina, że pije...

Chłopak zaszlochał głośniej. Wbijając zęby w swoje ramię, spróbował uciszyć rozpaczliwy szloch. Lepiej by nikt go nie usłyszał...

...Przecież to tylko twoja wina, że cię uderzyłem...

Młodzieniec zacisnął oczy i położył zmęczoną głowę na kościstych kolanach odzianych w obszarpane, podarte spodnie. Nie zareagował na ból opuchniętego policzka. Nieprawda, zaprzeczył ze szlochem, lecz sam już przestał wierzyć w swoje ciche zapewnienia. Pięć lat... moja... Pięć lat... Moja wina...

...Przecież to tylko twoja wina, że cię nie kochamy...

...jesteś taki niegrzeczny....

...taki nieznośny...

...nieposłuszny...

...jesteś...

Więc nie będę! Wstał i skrzywił się, gdy nadepnął bosą stopa na szklany okruch rozbitej butelki. Trzymając się desek uniósł stopę do góry i z głuchym jękiem bólu wyszarpnął szkło. Popłynął kolejny strumyczek krwi. Z filozoficznym wzruszeniem ramion podszedł do pobliskiego brzegu. Utykał całą drogę opierając ciężar ciała na zdrowej nodze. Jego but wywoływał cichy chrobot suchego piasku. Podszedł jeszcze bliżej do pędzących w jego kierunku fal. Ukochane morze miało przepiękny ciemnogranatowy kolor. A na wysokich falach kłębiły się białe grzywy bałwanów.

...Jesteś taki brzydki...

Patrzył w niemym zachwycie jak chłodna woda delikatnie, czule wita się z jego stopami. Niczym kochająca matka złagodziła ból rozgrzanej, zranionej stopy. Złagodziła słodkim…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%